Data publikacji:

Na pohybel dzikim hordom. Recenzja gry Conan Unconquered

Barbarzyńca z Cymerii nie miał ostatnio szczęścia do gier. Conan Exiles zebrała przeciętne recenzje, a Conan: The Tower of the Elephant była przeznaczona na platformy mobilne. Czy Conan Unconquered od twórców Star Wars: Empire at War odczaruje markę w oczach graczy?

Conan Unconquered – inwazja dzikich plemion

Conan Unconquerd była inspirowana doskonale przyjętą They Are Billions, która łączyła w sobie strategię czasu rzeczywistego (ze zbieraniem surowców i rozbudową bazy na czele) z elementami survivalowego Tower Defense. Dominium Conana zostało zaatakowane przez dzikie hordy, a barbarzyńca musi je odeprzeć spod murów swojej twierdzy. Przeciwnicy napierają falami, a każda kolejna jest bardziej potężna i liczniejsza od poprzedniej. W trakcie krótkich przerw nie ma czasu na oddech, ponieważ należy skupić się na rozbudowie twierdzy, stawianiu struktur obronnych i powiększaniu wojska. Myślę, że to świetny szkielet dla gry o Conanie. A jak wypadło wykonanie?

Przeczytaj również: Gry na Steama do 55 złotych

Zbuduj twierdzę nie do zdobycia

Pierwsze pozytywne wrażenie wzbudziło we mnie rozbudowane drzewko dostępnych technologii. Możemy rozwijać się w kierunku nauki, rzemiosła, inżynierii i wojny. Każda specjalizacja otwiera przed nami nowe możliwości, co w połączeniu z losowo generowaną mapą sprawia, że każda rozgrywka jest trochę inna. Co więcej, odblokowywanie kolejnych metod walki i obrony przeciwko dzikim hordom to dodatkowa frajda. Z kolei aktywna pauza i brak możliwości wczytania zapisu gry to dwa dodatki, które – chociaż na pierwszy rzut oka niepozorne – mocno wpływają na miodność gry. Z jednej strony szybka akcja, a z drugiej możliwość zastanowienia się. A jest nad czym, ponieważ nie naprawimy swoich błędów przez wczytanie poprzedniego zapisu rozgrywki. Nawet najmniejszy błąd możemy przypłacić sromotną klęską z rąk krwiożerczych barbarzyńców.

Rozmiary drzewka technologii robią wrażenie

Jednostki oddziałują na siebie w myśl zasad gry w „papier, nożyce, kamień”, ale to nic niezwykłego dla gatunku strategii. Cieszy natomiast różnorodność oddziałów, zarówno po naszej, jak i komputera stronie. Wrażenie robi zwłaszcza ogromny awatar boga Mitry, który sieje spustoszenie wśród przeciwników Conana. Skoro już o barbarzyńcy mowa, to koniecznie należy wspomnieć o bohaterach. Herosi działają na podobnej zasadzie jak chociażby w leciwym Warcraft III, w którym mogli oni używać swoich zdolności specjalnych i zbierać zdobyte w trakcie eksploracji otoczenia artefakty. W Conan Unconquered zrealizowano ten pomysł na mniejszą skalę, ale i tak miło, że w grze pojawił się ów element. Zwłaszcza w przeznaczonym dla dwóch graczy trybie kooperacji, w którym jeden może skupić się na rozbudowie twierdzy, a drugi – na eksploracji mapy. Niestety w podstawowej wersji gry dostępnych jest jedynie dwóch bohaterów. Trzeci wchodzi jedynie w skład wersji Deluxe…

W trybie Unconquered można dostosować trudność mapy do swoich umiejętności

Diabeł tkwi w szczegółach

Tym, co szczególnie przypadło mi do gustu, były detale. Żołnierze gaszący płonące budowle, gnijące ciała przeciwników mogące doprowadzić do zarazy czy konieczność dbania o wyżywienie, szkolenie i żołd żołnierzy. To nie tylko elementy mechaniki rozgrywki, ale także szczegóły, które budują jej klimat. Chociaż Conan Unconquered jawi się jako bardzo grywalny tytuł (i taki też jest!), nie obeszło się niestety bez pewnych potknięć.

Ogień to szalenie niebezpieczny przeciwnik

Po włączeniu gra wielokrotnie wysypywała mi się do pulpitu. Raz straciłem przez to nawet postępy w rozgrywce. Przeszkadzała mi też szeroko pojęta nieczytelność. Nie mam na myśli samej twierdzy i pól bitewnych (chociaż mogłoby być lepiej), bo wszechobecny chaos jest jednym z założeń rozgrywki, ale interfejsu. Nawet po kilku godzinach gry zastanawiałem się niekiedy, co jest czym i szukałem kursorem myszy właściwej ikony. Wcześniej wspomniałem o chaosie na polu bitwy. Twórcy starali się go ograniczyć przez możliwość przełączenia rzutu izometrycznego na plan. W zamyśle rozwiązanie jest dobre, zwłaszcza kiedy budujemy fortyfikacje i inne budynki, ale nie likwiduje całkowicie problemu nieczytelności. Również bohaterowie są zbyt mali w porównaniu ze zwykłymi jednostkami. Jeżeli należycie do fanów filmowych kampanii, Conan Unconquered będzie wielkim rozczarowaniem. Fabuła jest szczątkowa, a kampania składa się z zaledwie pięciu misji, które należałoby uznać raczej za rozbudowany samouczek. Przyczepić można się też do problemów z balansem rozgrywki, zarówno w odniesieniu do potyczek, jak i ekonomii. Nieustannie miałem wrażenie, że przyrost środków jest zdecydowanie za wolny.

Przeczytaj również: Strategiczne gry planszowe. Nasze typy

Conan Niszczyciel

Czy więc Conan Unconquered to tytuł wart uwagi? Ciekawe połączenie mechanik znanych ze strategii czasu rzeczywistego i Tower Defense oraz wybór uniwersum, którego klimat doskonale wpisuje się w założenia gry, to na pewno powody, aby się nim zainteresować, zwłaszcza jeżeli podobało ci się They Are Billions. Dodaj do tego możliwość rozgrywki w trybie kooperacji czy tworzenia własnych wyzwań, a otrzymasz produkcję, która przykuje cię do ekranu komputera na dłuższy czas. Z zakupem lepiej będzie wstrzymać się jednak chwilę do czasu, kiedy twórcy poprawią błędy i naprawią balans.

Grę do testów dostarczyła firma Terminals.io, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Dawid Sych