Data publikacji:

The House of the Dead: Remake – recenzja

Gatunek tzw. strzelanek na szynach jest już reliktem przeszłości, który odszedł w niepamięć wraz z rozwojem technologii umożliwiającej stworzenie pełnoprawnych FPS-ów. Gracze są jednak bardzo sentymentalni i z chęcią powracają do klasyków sprzed wielu lat, co nie umyka uwadze spostrzegawczych producentów gier. Polskie studio MegaPixel postanowiło wziąć na warsztat jednego z bardziej kultowych przedstawicieli rail shooterów i dostosować go do współczesnego sprzętu gamingowego. Czy ten eksperyment wypalił? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części recenzji remake’u The House of the Dead.

Polecamy: Czy warto kupić Nintendo Switch w 2022 roku?

the house of the dead remake

Czy warto zagrać w The House of the Dead: Remake? Recenzja gry

Jak ja tęsknie za czasami spędzonymi przy „celowniczkach”! Ostatni raz przy tego typu produkcjach bawiłem się na PlayStation 3, które w ciekawy sposób wykorzystywało możliwości kontrolerów PS Move. Potem na lata gatunek odszedł do lamusa, aż tu w końcu na scenę wkroczył rodzimy producent z The House of the Dead: Remake. Już od pierwszej zapowiedzi bardzo śledziłem ten projekt, licząc na to, że ponownie będą mógł machać łapami przed ekranem i wciskać przycisk strzału tak często, aż pojawią mi się odciski. Od razu zaznaczę, że nie zawiodłem się na produkcji studia MegaPixel – oczywiście nie jest to produkt z najwyższej półki i można byłoby w nim parę rzeczy poprawić, ale to co dostałem, było dla mnie w pełni satysfakcjonujące.

Wejdź na Ceneo i sprawdź The house of the Dead: Remake (gra NS)

Młodsi gracze nie mający wcześniej do czynienia ze strzelankami na szynach mogą narzekać na bardzo krótki czas rozgrywki, co w czasach takich gigantów jak Assassin’s Creed Valhalla czy Red Dead Redemption 2 jest bardzo mocno odczuwalne. Jeżeli zdołacie dotrzeć do finału, to zaliczenie wszystkich czterech rozdziałów nie powinno wam zająć nawet godziny. Taki czas gry brzmi śmiesznie, aczkolwiek zapewniam, że te sześćdziesiąt minut zmęczy was (pozytywnie, jak dobry trening) o wiele bardziej, niż trzy godziny monotonnej jazdy na koniu w dziele Rockstar Games. The House of the Dead: Remake to niesamowicie dynamiczna produkcja, w której gracz nawet na przez chwilę nie ma czasu na złapanie większego wdechu.

Jak to w rail shooterach bywa, użytkownicy nie przemieszczają się sami po mapie, tylko bohater robi to za nich. My natomiast musimy wyłącznie celować do oponentów, którzy robią wszystko, żeby doprowadzić do napisu „Game Over”. Bardzo pozytywnie zaskoczyłem się poziomem trudności – nawet na Normalu początkowo miałem problemy żeby przebrnąć przez pierwsze plansze, a przecież im dalej, tym rozgrywka robi się jeszcze trudniejsza. Jeśli natomiast lubicie wyzwania, to takowe z pewnością tutaj znajdziecie ponieważ do dyspozycji macie jeszcze wyższe poziomy trudności, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odpalić grę na Easy. Wtedy rozgrywka także potrafi dać w kość (zwłaszcza podczas walk z bossami), ale jest idealna dla świeżaków, którzy potrzebują trochę czasu, żeby wczuć się w ten klimat.

Producent zadbał również o to, żeby poziomy można było przechodzić wspólnie z innym graczem, co znacząco podnosi poziom frajdy. Ponadto można odpalić tryb Hordy polegający na tym, że na ekranie pojawia się o wiele więcej przeciwników, których ubicie wymusza na graczach wręcz nadludzkich zdolności. Na szczęście w opcjach można dostosować sterowanie do swoich potrzeb, co polecam czym prędzej uczynić. Dobrze skalibrowany celownik odgrywa tutaj bardzo dużą rolę i pomaga w przetrwaniu. Studio dało użytkownikom również wybór, czy chcą celować za pomocą analogów lub przy wykorzystaniu funkcji ruchowych kontrolerów joy-con – obie opcje sprawdzają się równie dobrze.

The House of the Dead: Remake to fantastyczny rail shooter, przy którym bawiłem się o wiele lepiej, niż przy wielu innych współczesnych strzelankach. Polskie studio MegaPixel w fajny sposób odświeżyło tego klasyka, choć oczywiście brakuje jakichś dodatkowych poziomów – nawet jeśli byłoby to coś na wzór areny. Kolorystyka w grze jest trochę zbyt jednolita, przez co przeciwnicy czasami zlewają się z tłem, ale i tak grafika prezentuje o wiele wyższy poziom niż oryginał z 1998 roku, który pod tym względem nie zestarzał się zbyt dobrze. Polecam!

Ile godzin zajmuje ukończenie The House of the Dead: Remake?

Jak już pisałem wcześniej, remake The House of the Dead jest bardzo krótką grą, którą można ukończyć w niespełna godzinę. Nie oznacza to jednak końca zabawy, ponieważ na graczy czekają dodatkowe tryby, a także można zaliczyć grę ponownie, żeby pobijać swoje poprzednie wyniki.

Na czym zagrać w The House of the Dead: Remake?

Studio MegaPixel podczas prac nad nową wersję The House of the Dead skupiło się wyłącznie na konsoli Nintendo Switch. Z pewnością taka decyzja został podjęta z powodu kontrolerów ruchowych Joy-con, które bardzo dobrze oddają charakter oryginału, gdzie mogliśmy stać przed automatem i celować do ekranu z plastikowej broni. W związku z tym są małe szanse, że tytuł trafi na inne platformy, choć z pewnością świetnie sprawdziłby się też na PSVR.

Premiera The House of the Dead: Remake – kiedy?

Produkcja jest już dostępna w sprzedaży od 7 kwietnia 2022 roku, ale tylko w wersji cyfrowej. Gdyby zależało wam na edycji fizycznej, to takowe zadebiutuje dopiero 26 maja bieżącego roku. Za Limidead Editioon odpowiada firma Koch Media Poland, która dodatkowo zadbała o to, żeby w pudełku znalazło się miejsce na parę bonusów, jak np. arkusz naklejek, dwa kartonowe zombiaki oraz dodatkowy box wykonany w technice druku soczewkowego.

Czy The House of the Dead: Remake posiada polską wersję językową?

W tej produkcji fabuła raczej nie odgrywa zbyt dużej roli, dlatego polonizacja nie była w tym przypadku wymagana. Mimo wszystko twórcy zdecydowali się na zaimplementowanie do swojego dzieła polskich napisów.

Grę do testów dostarczyła firma Forever Entertainment, za co serdecznie dziękuję!

Zdjęcie: Materiały prasowe MegaPixel Studio

Łukasz Morawski
Łukasz Morawski

Magister Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na UMK. Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego, co związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Od najmłodszych lat gra w gry, ogląda filmy i seriale, czyta książki oraz komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.