Data publikacji:

Nintendo Switch OLED - czy warto kupić nową wersję konsoli?

Kiedy takie firmy, jak Sony i Microsoft próbują podbić serca graczy za pomocą PlayStation 5 i Xbox Series X, Nintendo standardowo nie goni za trendami, tylko skrupulatnie trzyma się swojej polityki. Japoński gigant na ten moment nie planuje wskoczyć do 9. generacji konsol, ponieważ w obecnej radzi sobie doskonale i nic nie wskazuje na to, że sytuacja miałaby ulec zmianie. W chwili, gdy konkurencja wypuszcza do sprzedaży nowe sprzęty do grania, Nintendo postanowiło odświeżyć kilkuletniego Switcha. Sprawdźmy, dlaczego warto kupić Nintendo Switch OLED.

Polecamy: Nintendo Switch. Gry, w które musisz zagrać

nintendo switch oled

Co nowego ma do zaoferowania Nintendo Switch OLED?

Dla przeciętnego konsumenta parametry techniczne konsol nie mają zbyt wielkiego znaczenia, ponieważ nie jest istotne to, jakie podzespoły posiadają urządzenia, tylko jak działają na nich najnowsze produkcje. Jednakże wersja OLED nie jest całkowicie nową platformą, która w diametralny sposób odróżniałaby się od wcześniejszego modelu konsoli oznaczanego jako V2, dlatego tutaj warto pochylić się nad specyfikacją. Przed premierą w sieci spekulowało się o Nintendo Switch PRO, lecz plotki nie znalazły pokrycia w rzeczywistości. Producent nie zdecydował się na zmianę procesora graficznego oraz nie zwiększył pamięci RAM. Oznacza to, że na nowym wydaniu sprzętu gry działają tak samo, jak na wcześniejszych edycjach.

Nintendo Switch OLED ma natomiast inne asy w rękawie, które mogą zachęcić potencjalnym klientów do kupna swojego egzemplarza, a nawet do przejścia ze starszego modelu na nowy. Największą atrakcją urządzenia Nintendo jest przede wszystkim siedmiocalowy wyświetlacz OLED, który oryginalnie posiadał 6,2 cala LED. Zmiana wydaje się być kosmetyczna, ale w rzeczywistośći różnica jest przeogromna. Przede wszystkim nieco większy ekran sprzyja grom z małymi interfejsami, a technologia OLED sprawia, że kolory są o wiele bardziej żywe i lepiej oddają wizję twórców gier. Warto natomiast dodać, że tym razem Nintendo zastosowało szklany wyświetlacz, dlatego też fabrycznie została naklejona na niego folia ochronna.

Z innych różnic na pewno warto wyróżnić powiększoną pamięć wewnętrzną z 32 do 64 gigabajtów. Co prawda nadal jest to trochę mało (128 GB byłoby idealnym rozwiązaniem w przypadku przenośnej konsoli), ale przynajmniej od teraz z powodzeniem można zainstalować dwie-trzy duże gry, bez konieczności umieszczania w konsoli zewnętrznej karty pamięci. Na szczęście miejsce na takowe nadal występuje, dzięki czemu bardziej wymagający użytkownicy ponownie otrzymają możliwość zwiększenia przestrzeni na dane.

Nintendo Switch OLED jest też troszeczkę większy od swojego poprzednika – model V2 był szeroki na 239 mm, natomiast nowa wersja mierzy 242 mm. Wzrosła także waga, dlatego przygotujcie się na dodatkowe dwadzieścia dwa gramy. A skoro już jesteśmy przy kwestiach gabarytowo-wizualnych, to muszę wspomnieć, że twórcy wyrzucili do kosza fatalną podpórkę z oryginału, zastępując ją praktycznym stojakiem obejmującym całą szerokość konsoli. Do tego oferuje on bardzo elastyczne kąty nachylenia, aż do 180 stopni. Premierowa cena Nintendo Switch OLED wynosi 1649 złotych.

Specyfikacja techniczna Nintendo Switch OLED:

  • ekran: 7-calowy OLED 
  • rozdzielczość: 1280x720 px (720p) jako handheld, 1080p w trybie stacjonarnym
  • processor: quad-core Cortex A57 + quad-core Cortex A52 1,02 GHz 
  • pamięć RAM: 4 GB 
  • pamięć wewnętrzna: 64 GB
  • pamięć dodatkowa: slot na karty microSDHC i microSDXC do 2TB
  • moduł: Bluetooth 4.1
  • łączność bezprzewodowa: Wi-Fi (802.11 a/b/g/n/ac)
  • głośniki: Stereo
  • bateria: 4310 mAh (4.5 – 9 godzin )
  • wymiary: 102 mm x 242 mm x 13,9 mm 
  • waga: ok. 320 g, z joy-conami 420 g

Nowa stacja dokująca w Nintendo Switch OLED

Wraz z Nintendo Switch OLED zadebiutowała całkowicie nowa stacja dokująca, która doczekała się kilku zmian względem oryginalnego projektu. Pierwsze co rzuca się w oczy, to oczywiście odmieniony design, który oferuje więcej zaokrąglonych elementów oraz mniejsze logo z frontu. Jeśli zdecydujecie się na biały model OLED-a, to dock również będzie w takim kolorze, dzięki czemu wygląda nowocześnie oraz elegancko. Całościowo sprawia jednak wrażenie o wiele bardziej kruchego od stacji dołączanej do zestawu z V1 i V2. Z tyłu usuniętą otwierające się drzwiczki, mające na celu zabezpieczać kable. W tej wersji zdecydowano się na zdejmowaną klapkę, co ma sens w przypadku osób często podpinających zewnętrzne urządzenia.

W nowej stacji dokującej najważniejszy nie jest jednak design, tylko funkcjonalność. Nintendo w końcu naprawiło jeden z większych błędów Switcha i umieściło w docku gniazdo na złącze Ethernet RJ-45. Oznacza to, że w trybie stacjonarnym można korzystać z internetu kablowego, co dla graczy ze słabym łączem ma kolosalne znaczenie. Jeżeli męczyło was żmudne ściąganie gier przez Wi-Fi, to od teraz macie możliwość pobierania plików przy pełnym wykorzystaniu łącza internetowego.

Możliwość korzystania z portu Ethernet docenią też osoby, które kupują gry na Switcha w edycjach Cloud Version, działających dzięki technologii streamowania. Na ten moment lista produkcji jest niewielka, ale z czasem z pewnością wzrośnie. Już teraz dostępne są takie tytuły, jak Control Ultimate Edition, Hitman 3, A Plague Tale: Innocence, a w przyszłości otrzymamy m.in. Marvel’s Guardians of the Galaxy lub Dying Light 2: Stay Home. Każda z tych gier musiałby być mocno okrojona, jeżeli miałaby działać poprawnie na podzespołach konsoli Nintendo.

Czy warto kupić Nintendo Switch OLED?

Nowy model konsoli nie wprowadza wielkiej rewolucji, a bardziej lifting. Poprawiony wyświetlacz prezentuje się naprawdę okazale, a do tego powiększona pamięć wewnętrzna sprawia, że nie trzeba dokupować zewnętrznej karty microSD. Jeżeli to miałby być wasz pierwszy egzemplarz Switcha, to bez zastanowienia wybierajcie wersję OLED, nawet jeśli jest ona nieco droższa od wydania V2. Zdecydowanie warto dopłacić do trochę większego ekranu i lepszego oddania kolorów, dzięki którym gry prezentują się o wiele ładniej.

Autor: Łukasz Morawski