Data publikacji:

Top10 najlepszych gier według Dawida Sycha

W to się grało.

Rok rocznie wypuszczane są dziesiątki, a nawet setki gier. Niewielki ułamek tej liczby zapada nam w pamięć na lata. Później wspominamy je z rozrzewnieniem, a niekiedy nawet do nich wracamy. Wybrałem dziesięć pozycji, które zapisały się w mojej pamięci złotymi zgłoskami i przez ostatnie dwie dekady kształtowały mój gust i poglądy na temat gier. Znajdziecie tutaj zarówno starsze, jak i nieco młodsze produkcje reprezentujące różne gatunki. Życzę przyjemnej lektury!

Planescape Torment

Budzisz się na stole prosektoryjnym w kostnicy, w głowie masz pustkę, a przed tobą unosi się nad ziemią szczerząca zęby czaszka. Tak rozpoczyna się jedna z najwspanialszych przygód w historii gier komputerowych. Mimo że grafika trąci już nieco myszką, a mechanika jest trochę przestarzała, Planescape Torment nadal zachwyca świetną fabułą, bohaterami z krwi i kości oraz bardzo dużą swobodą. Marzenie fanów o kontynuacji ma szansę ziścić się dzięki nadchodzącemu Torment: Tides of Numenera, który sami twórcy opisują jako duchowego spadkobiercę Planescape Torment.

Star Wars Jedi Knight II: Jedi Outcast

Od premiery Jedi Knight II: Jedi Outcast minęło z górą czternaście lat, a od tej pory nikt nie stworzył jeszcze lepszego systemu walki na miecze świetlne. Po dzień dzisiejszy z rozrzewnieniem wspominam klanowe treningi i pojedynki na śmierć i życie. Niezgorzej wypadał też tryb kampanii, który pozwalał na ponowne wcielenie się w Kyle'a Katarna, żołnierza Imperium, najemnika, agenta Rebelii, a w końcu Rycerza Jedi. Przemierzając Odległą Galaktykę w pościgu za zabójcą ukochanej osoby, Kyle odwiedza między innymi Miasto w Chmurach, Akademię Jedi na Yavin 4, czy Nar Shaddaa i walczy u boku sław, takich jak Luke Skywalker, czy Lando Calrissian.

Star Wars: Knights of the Old Republic

Swego czasu Knights of the Old Republic było dla uniwersum Gwiezdnych Wojen tym, czym dzisiaj komputerowy i konsolowy Wiedźmin jest dla prozy Andrzeja Sapkowskiego. Studio BioWare stanęło na wysokości zadania, tworząc erpega, który jak żadna inna gra wcześniej oddawał ducha i klimat Gwiezdnych Wojen. Zachwyca tutaj dosłownie wszystko, poczynając od ogromnej, nawet jak na dzisiejsze standardy, swobody rozwiązywaniu różnorodnych problemów, poprzez wciągającą fabułę, i na świetnie rozpisanych bohaterach kończąc. Kontynuacja stworzona przez ekipę Obsidian Entertainment była o krok od zepchnięcia oryginalnego KotOR-a z piedestału, niestety, terminy i agresywna polityka wydawnicza odbiły się negatywnie na jakości. Dlatego właśnie w moim rankingu, to oryginał zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce.

Dead Space

Nigdy nie zapomnę chwili, w której podczas pierwszej wizyty na statku kosmicznym USG Ishimura złowróżbną ciszę przerwał wyjący alarm, a z mroku wyłonił się stwór z piekła rodem. Nie zapomnę też spływającej na serce ulgi, jaką poczułem, kiedy drzwi windy, do której uciekłem, okazały się mocniejsze od szponów Nekromorfa. Dead Space pokochałem za ciężki i mroczny klimat sci-fi, wciągającą fabułę oraz sugestywną oprawę audiowizualną. Najlepszą rekomendacją jest jednak to, że nawet teraz przechodzi mnie dreszcz, kiedy słyszę znaną ze zwiastuna kołysankę "Twinkle Twinkle Little Star". Niestety, druga i trzecia część gry poszły w zupełnie innymi kierunku, gubiąc po drodze wszystko to, co przesądziło o ogromnym sukcesie oryginału.

Prince of Persia (2008)

Spośród wszystkich części Prince of Persia, które wyszły spod ręki Ubisoftu, najlepiej wspominam restart serii z 2008 roku. Powodów jest co najmniej kilka. Te najważniejsze to przepiękna grafika, walki oparte na pojedynkach, nowy świat, nowa fabuła i nowy Książę. Po dzień dzisiejszy pozostaje dla mnie tajemnicą, dlaczego Francuzi porzucili pomysł i wrócili na stare śmieci. Zapomniane Piaski z 2010 roku nie były złą grą, ale zabrakło w nich magii, za którą pokochałem poprzedniczkę, przypieczętowały też na kolejne lata losy serii pozostającej na razie w uśpieniu.

Mass Effect 2

Druga część przygód komandora Sheparda zapadła mi w pamięć głównie za sprawą akcentu jaki zespół BioWare położył na relacje z członkami drużyny, z którymi po kilkudziesięciu godzinach rozgrywki można było się naprawdę zżyć. Śmierć któregokolwiek towarzysza broni w finałowej "samobójczej misji" była prawdziwie traumatycznym przeżyciem. Ten przeogromny ładunek emocjonalny został przeniesiony przez twórców do "trójki" i w mojej opinii to właśnie on ratuje mało satysfakcjonujące zwieńczenie trylogii.

Diablo 3

Mimo że znam i bardzo cenię dwie pierwsze części serii, to jednak Diablo III pozostaje tą ulubioną. Przyznam, że początki nie były łatwe. W dniu premiery "trójce" do ideału było naprawdę daleko. Blizzard wsłuchiwał się w opinie fanów i sukcesywnie wprowadzał zmiany do mechaniki rozgrywki. Obecnie Diablo III nie przypomina prawie gry sprzed czterech lat, a ja z chęcią powracam co pewien czas do świata Sanktuarium, aby oczyścić lochy, powalczyć z potworami i zapolować na skarby.

Wolfenstein: The New Order

Szczerze mówiąc, przed premierą nie miałem wyrobionego zdania na temat Wolfenstein: The New Order... i przyznam, że tak pozytywnego rozczarowania nie przeżyłem jeszcze nigdy. Staroszkolna mechanika rozgrywki w połączeniu z oryginalną fabułą, przemyślaną wizją świata i genialną ścieżką dźwiękową stworzyły prawdziwie wybuchową miksturę. Z powodu wszystkich wyżej wymienionych zalet znacznie gorzej przyjąłem dodatek The Old Blood, który był po prostu "OK".

Obcy: Izolacja

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłem fanem filmów z serii Obcy. Na przestrzeni lat powstało wiele komputerowych adaptacji, ale według mnie żadna nie oddawała klimatu filmów tak dobrze, jak niedoceniona Izolacja. Jeżeli mi nie wierzycie, spróbujcie odpalić grę na słuchawkach, przy zgaszonym świetle i najlepiej w okularach 3D. Jeden nieśmiertelny i inteligenty Ksenomorf zdziałał o niebo więcej niż dziesiątki, a nawet setki, potworów przed nim.

Wiedźmin 3: Dziki Gon

"Wiedźmin jaki jest, każdy widzi" - można powiedzieć, parafrazując pierwszą polską encyklopedię powszechną autorstwa Benedykta Chmielowskiego. Trzecia część rozpoznawanej na całym świecie serii jest wyrazem szczytowej formy studia CD Projekt RED. Nawet liczne błędy natury technicznej nie zdołały przysłonić zalet w postaci wciągającej fabuły i doskonałych zadań pobocznych, świetnie napisanych postaci, niepowtarzalnego słowiańskiego klimatu oraz zapierającej dech w piersiach oprawy audiowizualnej. Mam tu na myśli nie tylko Dziki Gon, ale też dodatki, Serca z Kamienia oraz Krew i Wino. Wiedźmin 3 to bez dwóch zdań gra, do której będę wracał jeszcze za wiele lat.

Autor: Dawid Sych