Data publikacji:

Płać, a świat stanie przez tobą otworem. Recenzja Need for Speed: Payback

Pay to win? Trochę tak...

Ubiegłoroczna edycja Need for Speed, za którą również było odpowiedzialne studio Ghost Games, w moim odczuciu była całkiem dobrym reprezentantem serii. Co prawda, gra borykała się z różnymi problemami, ale z ogromną werwą brałem udział w kolejnych wyścigach – do tego stopnia, że zaliczyłem wszystko na sto procent, co zdarza mi się niezwykle rzadko. Miałem nadzieje, że szwedzki deweloper pójdzie za ciosem i przygotuje równie dobrą, jeśli nie lepszą produkcję. Niestety, coś poszło nie tak i obstawiam, że bardzo pomogło w tym Electronic Arts.

EKIPA DO ZADAŃ SPECJALNYCH

W Need for Speed: Payback zrezygnowano z ziomalskiego klimatu na rzecz hollywoodzkiej historii rodem z „Szybkich i Wściekłych”. Oznacza to, że przez cały czas trwania gry śledzimy losy trójki bohaterów, którzy robią wszystko żeby uprzykrzyć życie kartelowi Familia rządzącemu miastem Fortune Valley. Fabuła miała być jednym z jaśniejszych punktów programu, a ostatecznie okazała się być bzdurną wydmuszką, która już od pierwszych scen razi sztucznością. Motywy protagonistów są niezrozumiałe (z jednej strony walczą z mafią, a z drugiej nie mają problemów z mordowaniem policjantów), a sceny akcji i przerywniki filmowe tak przerysowane, że nawet Vin Diesel złapałby się za głowę. Sytuacji nie pomagają również drętwe dialogi oraz irytujący, stereotypowi bohaterowie. Pamiętajcie, jeśli idziecie walczyć z gliniarzami i bandziorami, koniecznie załóżcie koszulkę z napisem „Rebels”. Plus dwa do agresywności…

Wbrew pozorom misji fabularnych, w których musimy wykonywać konkretne cele (jak chociażby napad na ciężarówkę znany z pokazu na E3) jest stosunkowo niewiele. Większość rozgrywki skupia się na tradycyjnym ściganiu oraz innych rodzajach rywalizacji samochodami, takich jak drift, drag czy przejażdżka terenowa. Model jazdy bazuje na tym z ubiegłorocznej odsłony – podobnie jak tam, bez problemu wchodzimy w ostre zakręty, każdy pojazd prowadzi się niemal identycznie, a sterowanie jest tak proste do opanowania, że już po dziesięciu minutach nie ma dla nas żadnych tajemnic. Osobiście, takie rozwiązanie przypadło mi do gustu, ponieważ po ograniu Gran Turismo Sport czy Project CARS 2 z chęcią sięgnąłem po szaloną arcade’ówkę, w której uderzenie w bok innego pojazdu nie jest wcale takim złym pomysłem.

POTRZEBUJESZ GOTÓWKI?

Need for Speed: Payback oferuje otwarty świat, w którym mamy sporą dowolność w dobieraniu wyścigów. Pomiędzy nimi, możemy zająć się aktywnościami pobocznymi, polegającymi na rozbijaniu billboardów, zbieraniu porozrzucanych żetonów czy odnajdywaniu wraków samochodów. Rozgrywka pod wieloma względami przypomina serię Burnout, z odsłoną Paradise na czele. Szkoda tylko, że Criterion Games było w stanie zrobić to wszystko lepiej i bardziej angażująco kilka lat temu, nie mając jeszcze takich środków jak studio pracujące na nowym NFS-em. Zazwyczaj, napisałbym, że szukanie znajdziek, zaliczanie misji pobocznych czy innych wyścigów jest wyłącznie bonusem umożliwiającym przyjemne wydłużenie rozgrywki, ale niestety tym razem sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Wszystkiemu winne są karty Speed odpowiedzialne za tuning pojazdów. W przeciwieństwie do starszych części, nie możemy ot tak kupować pożądanych przez nas ulepszeń. Zamiast tego, za ukończenie przejazdów zdobywamy losowe karty lub nabywamy je w warsztacie, ale tam także wszystko działa na zasadzie loterii. Sam pomysł nie byłby wcale taki zły, gdyby nie pazerność wydawcy. Otóż, kupno nowych dodatków (o samochodach już nie wspominając) kosztuje kupę siana, a niestety przypływ gotówki w Need for Speed: Payback bywa okrutnie mozolny.

Z tego właśnie względu jesteśmy zmuszeni do irytującego grindowania, polegającego na zaliczaniu tych samych zawodów. W przeciwnym razem, nasz pojazd będzie miał zbyt słabą moc i nawet idealne wchodzenie w zakręty nie da nam wygranej. Sztuczna inteligencja przeciwników została tak zaprojektowana, żeby w odpowiednim momencie przyspieszyć (a nawet się teleportować), nawet jeśli przeczyłoby to wszelkim prawom fizyki. Szybkim rozwiązaniem tego problemu są płatne dodatki, pozwalające na zdobycie wymaganej liczby kredytów, potrzebnych do kupna nowej fury lub ulepszeń. Nie dosyć, że jestem przeciwny mikrotransakcjom w grach AAA, to na dodatek w tym przypadku są one mi wciskane chamsko pod nos. Nieładnie…

GENERATOR KASIORY

Need for Speed: Payback to zlepek kilku gier wyścigowych, zrobiony nieco po macoszemu. Prowadzenie pojazdów daje masę frajdy, ale i tak przez cały czas nie mogłem pozbyć się wrażenia, że mam do czynienia z podróbką Burnout: Paradise. Nie pochwalam również decyzji wydawcy o wprowadzeniu mikrotransakcji, do których musiała zostać dostosowana mechanika gry. W tej sytuacji, najbardziej jest mi szkoda studia Ghost Games, ponieważ to ono dostanie bęcki od graczy za przygotowanie efektownej wizualnie maszynki do robienia pieniędzy.

OCENA KOŃCOWA: 60/100

PLUSY:

+ ładna grafika

+ arcade'owy system jazdy

+ niektóre misje fabularne

+ driftowanie!!!

MINUSY:

- irytujące mikrotransakcje

- nastawienie na grinding

- miałka fabuła

- spadająca liczba FPS-ów

- nieudana podróbka Burnouta

Grę do testów dostarczyła firma Electronic Arts Polska, za co serdecznie dziękujemy!

 

Autor: Łukasz Morawski