Data publikacji:

Najlepsze filmy fantasy w historii

Filmy fantasy od zawsze pozwalały na chwilową ucieczkę do fantastycznych światów, przepełnionych magią i innymi, niestworzonymi rzeczami. W tym zestawieniu przyjrzymy się kilkunastu najlepszym filmom (lub seriom) fantasy, które uznawane są za klasyki gatunku.
filmy fantasy
Oczywiście musicie mieć świadomość, że dobór tytułów do zestawienia był mocno subiektywny. Jednakże sugerowałem się również ocenami i popularnością danych produkcji w renomowanym serwisie IMDb. Zobacz także najlepsze filmy science fiction - top 10.

Na liście zabrakło miejsca dla wielu fantastycznych produkcji, dlatego nie traktujcie jej jako zamkniętej całości, tylko przyczynku do dalszej dyskusji.

Filmy fantasy, które powinien obejrzeć każdy fan gatunku

Trylogia „Władcy Pierścieni”

Z pewnością nie będę oryginalny, jeśli stwierdzę, że filmowa trylogia „Władcy Pierścieni”, to najlepsze fantasy, jakie kiedykolwiek trafiło do kin. Peter Jackson wraz ze swoją ekipą, w rewelacyjny sposób przełożyli powieści J.R.R. Tolkiena na wielki ekran.

Otrzymaliśmy trzy cudowne filmy fantastyczne, w których znalazło się miejsce na epickie bitwy batalistyczne, wielką przyjaźń, poświęcenia oraz dziwaczne kreatury w stylu entów. Cudowna mieszanka, która praktycznie w ogóle się nie zestarzała i nadal potrafi dostarczyć mnóstwo frajdy.

„Avengers: Wojna bez granic” i „Koniec gry”

Obie produkcje można traktować jako jedno dzieło, ponieważ fabularnie są ze sobą bardzo mocno połączone. Są to jednocześnie dwa najbardziej widowiskowe filmy, jakie zostały stworzone w ramach Marvel Cinematic Universe. Miłośnicy kina superbohaterskiego zdecydowanie nie mają na co narzekać. „Avengersi” braci Russo to fantasy pełną gębą.

„Labirynt Fauna”

Guillermo del Toro od zawsze miał dryg do tworzenia filmów fantasy utrzymanych w baśniowej stylistyce. „Labirynt Fauna” to zdecydowane jego magnum opus, które aż kipi miłością reżysera do kina.

Meksykański twórca przygotował przepiękną (i brutalną) opowieść o jedenastoletniej Ofelii uciekającej przed brutalnością wojny do świata marzeń oraz tajemniczych stworzeń.

„Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły”

Marka „Piratów z Karaibów” zaliczyła świetny początek, a następnie coraz bardziej zmierzała ku porażce. Obecnie seria jest już martwa, ale w moim sercu nadal gości „Klątwa Czarnej Perły”.

To pierwszy w historii film o piratach, który został zrealizowany z tak dużym rozmachem. Dzieło Gore’a Verbińskiego miało wszystko, czego potrzebują porządne blockbustery – był humor, widowiskowe sceny akcji i ciekawa kreacja świata.

„Thor: Ragnarok”

Thor jest idealnym przeciwieństwem Jacka Sparrowa. Kiedy widzowie z każdą kolejną częścią „Piratów z Karaibów” mieli dosyć Johnny’ego Deppa, tak kolejne wystąpienia Chrisa Hemswortha w filmach MCU zyskiwało na coraz większym uznaniu.

„Thor: Ragnarok” w reżyserii Taiki Waititiego wycisnął z postaci wszystko, co najlepsze. Przy okazji film okazał się jednym z bardziej odświeżających filmów fantasy ostatnich lat.

Saga „Harry’ego Pottera”

Ciężko było mi wybrać ulubioną odsłonę „Harry’ego Pottera”, ponieważ każda ma coś ciekawego do zaoferowania. Ponadto seria jest na tyle różnorodna, że na dobrą sprawą nie sposób porównywać ze sobą „Kamienia Filozoficznego” i „Insygniów Śmierci”.

Nawet, jeśli późniejsze odsłony trochę straciły na jakości, to jednak nadal jest to najlepszy cykl (bo jedyny? Hmm) traktujący o młodych czarodziejach.

„Armia ciemności”

Najpierw Sam Raimi przygotował za parę złotych „Martwe Zło”. Następnie zebrał więcej funduszy i stworzył kontynuację, która na dobrą sprawę była remakiem pierwszej części. Kiedy reżyser doszedł do wniosku, że w temacie teen slasherów nie ma już nic do powiedzenia, wtedy wpadł na pomysł stworzenia „Armii ciemności”.

Nieokrzesany Ash przenosi się w czasie do średniowiecza, gdzie musi stawić czoła tytułowej armii. Uważajcie tylko, to nie jest poważne fantasy.

„Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”

O filmie „Opowieści z Narnii” mówi się, że jest to „Władca Pierścieni” dla dzieci. Jest trochę racji w tym stwierdzeniu, aczkolwiek może być ono delikatnie krzywdzące dla filmu Andrew Adamsona i powieści C.S. Lewisa.

„Lew, czarownica i stara szafa” również opowiada o poważnym konflikcie dobra ze złem, ale w trochę bardziej symboliczny, nawiązujący do chrześcijaństwa, sposób. Świat wykreowany przez pisarza oferuje również całkowicie inny bestiariusz, któremu bliżej do najróżniejszych mitologii.

„Księżniczka Mononoke”

Japońscy twórcy nie mają tak dużych budżetów jak w Hollywood, dlatego większość ich najważniejszych dzieł przybiera formę filmów animowanych. Działa to również na ich korzyść, ponieważ w ten sposób reżyser Hayao Miyazaki za każdym razem mógł w pełni popuścić wodze fantazji.

Tak zrobił przy okazji filmu „Księżniczka Mononoke”, który opowiada o brutalnej wojnie mieszkańców małej wioski z potężnym demonem.

„Wielka draka w chińskiej dzielnicy”

Kurt Russell to zdecydowanie jeden z moich ulubionych aktorów. Z kolei reżysera Johna Carpentera doceniam praktycznie za każde jego dzieło. Kiedy ta dwójka ponownie (wcześniej zrobili razem „Coś”) spotkała się na planie filmowym, powstała najlepsza komedia fantasy, jaką kiedykolwiek oglądałem.

„Wielka draka w chińskiej dzielnicy” to jedna wielka zgrywa z filmów fantastycznych, którą obowiązkowo powinien znać każdy miłośnik gatunku.

(bonusowo) Trylogia „Gwiezdnych Wojen” z lat 77-83

Obecność „Star Wars” w zestawieniu może być dla was zaskoczeniem, choć nie powinno. Cykl zapoczątkowany przez George’a Lucasa nigdy nie reprezentował gatunku science-fiction, a science fantasy.

Ostatnie odsłony cyklu niezbyt trafiają w moje gusta, podobnie z trylogią poświęconą młodemu Anakinowi. Trzy pierwsze części (epizody IV, V i VI) uważam jednak za świetne kino, które, w zremasterowanej formie, do dzisiaj oferuje kawał solidnej rozrywki.

Autor: Łukasz Morawski