Data publikacji:

Za Imperatora! Recenzja Space Hulk: Deathwing

Czyli jak osiągnąć połowiczny sukces przerabiając planszówkę na strzelankę.

Space Hulk: Deathwing to najnowsza adaptacja popularnej planszówki Games Workshop z końca lat 80-tych, której akcja toczy się w uniwersum Warhammer 40,000. Jeżeli ktokolwiek zastanawiał się czy jest to dobry materiał na strzelankę, w końcu dane jest nam to sprawdzić. Ekipa Streum on Studio sprostała zadaniu, ale nie obeszło się bez kilku wpadek. Koniec końców sukces można nazwać połowicznym.

KLIMAT PRZEDE WSZYSTKIM

Osią fabuły jest misja elitarnego oddziału terminatorów Deathwing na potężnym amalgamacie statków kosmicznych tak zwanym "Space Hulk" opanowanym przez krwiożercze Genokrady. Opowiedziana historia nie powala na kolana, ale przyznam szczerze, że nawet mnie wciągnęła. Była to głównie zasługa fenomenalnej scenerii i doskonałej atmosfery. Space Hulk jest monumentalny, ale ma też w sobie coś z klaustrofobicznego klimatu Nostromo. Dodajcie do tego wszechobecny mrok i kryjące się w nim bestie. Efekt jest naprawdę porażający. Niestety, misje są schematyczne i nudne, a do tego gracz goniony jest nieustannie z jednego końca statku do drugiego. O ile w trybie kooperacji nie doskwiera to tak bardzo, o tyle w kampanii jest nie do zniesienia.

Chociaż Space Hulk: Deathwing wygląda bardzo dobrze (w końcu opiera się na Unreal Engine 4), to niestety trochę brakuje mu do ideału. Zauważalne jest to głównie, kiedy przyglądamy się z bliska detalom, tekstury są rozmazane i gryzą w oczy. Nie jest to jednak największa bolączka gry. O pomstę do nieba woła optymalizacja, która jest po prostu tragiczna. Regularnie doświadczałem klatkowania tak uciążliwego, że wręcz uniemożliwiającego zabawę. Naprawdę dziwię się, że udało mi się dotrwać do napisów końcowych. Jeżeli chodzi o stronę audio, to jestem zdania, że efekty wypadły całkiem nieźle, więcej spodziewałem się natomiast po ścieżce dźwiękowej, która jest po prostu nijaka.

ZATRZĘSIENIE BŁĘDÓW

Space Hulk: Deathwing, tak jak większość współczesnych gier, jest wariacją na temat kilku gatunków. Znajdziecie tutaj elementy zaczerpnięte z gier fabularnych w postaci drzewek ze zdolnościami specjalnymi (magia wymiata wizualnie!), proste rozkazy wzbogacają natomiast rozgrywkę o pierwiastek taktyczny, niestety, tylko i wyłącznie na papierze, ponieważ sztuczna inteligencja kierująca resztą oddziału pozostawia wiele do życzenia. Do tego gracz musi borykać się z bugami, takimi jak na przykład znikające z paska szybkiego dostępu zdolności specjalne czy samoczynnie zmieniająca się broń. Mniej lub bardziej uciążliwych błędów jest  znacznie więcej, ale wymienianie ich wszystkich tutaj naprawdę mija się z celem.

size="full" link="file" ids="http://ekspert.ceneo.pl/wp-content/uploads/2016/12/SpaceHulkGame-Win64-Shipping-2016-12-15-15-20-05-876-e1482176374619.jpg|,http://ekspert.ceneo.pl/wp-content/uploads/2016/12/SpaceHulkGame-Win64-Shipping-2016-12-17-13-48-27-464-e1482176387694.jpg|,http://ekspert.ceneo.pl/wp-content/uploads/2016/12/SpaceHulkGame-Win64-Shipping-2016-12-15-15-18-15-592-e1482176398498.jpg|"]

Tytuł nabiera tak naprawdę rumieńców dopiero w trybie kooperacji, która jest tak miodna, że pozwala zapomnieć o większości błędów. Wspólna anihilacja hord wrogów, plombowanie przejść z nadzieją powstrzymania kolejnych ataków, desperacki opór w obliczu przeważającej liczby przeciwników. Trudno to wyrazić słowami, to po prostu trzeba przeżyć. Szkoda tylko, że ekipa Streum on Studio nie wpadła na to, że w grze nastawionej na kooperację powinien znaleźć się wbudowany komunikator głosowy.

columns="2" link="file" size="full" ids="http://ekspert.ceneo.pl/wp-content/uploads/2016/12/space-hulk-ekspert-ceneo.jpg|,http://ekspert.ceneo.pl/wp-content/uploads/2016/12/space-hulk-ekspert-ceneo_1.jpg|"]

W ręce graczy oddano w sumie pięć klas postaci (Kronikarz, Konsyliarz, Specjalista od broni ciężkiej, Specjalista od broni szturmowej i Taktyczny), które różnią się zdolnościami specjalnymi i wyposażeniem. Kluczem do sukcesu, w szczególności na wyższych poziomach trudności, jest ścisła współpraca wszystkich członków oddziału i dobór odpowiedniego sprzętu. Skoro już o wyposażeniu mowa, trzeba podkreślić, że wybór jest naprawdę spory, począwszy od kanonicznego miecza i boltera, przez działko szturmowe oraz miotacz ognia, a na Buławie Rozgrzeszenia kończąc. Myślę, że fani uniwersum będą zadowoleni. Zresztą zerknijcie poniżej, aby przekonać się, co na ten temat ma do powiedzenia Paweł.

OTWARTA BETA

W trakcie rozgrywki w Space Hulk: Deathwing nieustannie towarzyszyło mi uczucie, że mam do czynienia nie z finalną, ale testową wersją gry. Sporo mniejszych i większych błędów oraz brak stabilności skutecznie psują przyjemność z zabawy, głównie dlatego, że gra ma naprawdę ogromny potencjał i daje sporo frajdy... pod warunkiem, że akurat wszystko działa tak, jak powinno. Mam nadzieję, że w wkrótce twórcy zabiorą się za łatkę i fani uniwersum Warhammer 40,000 dostaną adaptację Space Hulka na jaką czekali i o jakiej marzyli. Do tego czasu radzę wstrzymać się z zakupem gry.

GŁOS ZNAD STOŁU, CZYLI OKIEM BITEWNIAKOWCA

W bitewnego Warhammera 40,000 gram (z przerwami) od przeszło 12 lat. W międzyczasie, jak chyba każdy grający w tego bitewniaka, prowadziłem do boju dzielnych Kosmicznych Marines. Nie będę ukrywał, że gdy zobaczyłem zapowiedź najpierw Space Marine, a niedawno - Space Hulka: Deathwing, w mojej duszy odezwał się wewnętrzny głos "to szansa na hit". Niestety, strzelanki w sztandarowym uniwersum Games Workshop mają dużego pecha.

Całe szczęście, jeśli chodzi o zgodność z figurkowym pierwowzorem, Deathwing ma się całkiem nieźle. Gra bardzo dobrze oddaje klimat planszowej wersji. Nieco gorzej jest pod względem zgodności z Kodeksem Mrocznych Aniołów, czyli główną publikacją dotyczącą zakonu, którego wojowników przyjdzie nam poprowadzić na ekranie komputera. Szczególnie boli mnie duża dowolność uzbrojenia poszczególnych członków oddziału. Kosmiczni Marines są zazwyczaj ultrakonserwatywni, stąd ich doktryny bojowe spisywane są w formie kodeksów. Nikt nie wyobraża sobie wyposażenia Kronikarza w działo plazmowe, czy miotacz ognia, nie mówiąc już o rękawicy energetycznej. Ponadto Marines operują zazwyczaj w pięcioosobowych oddziałach. Wydaje mi się też, że zmarnowano potencjał związany ze zdobywaniem reliktów, czy rozwojem bohaterów. Oprócz tego pancerze terminatorskie, jedne z najtrwalszych w uniwersum, są zatrważająco podatne na ataki Genokradów. Inna sprawa, że te w planszowym pierwowzorze, zazwyczaj rwały je jak papier.

Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z opinią Dawida. Space Hulk: Deathwing to jeszcze nie diament, ale całkiem solidny kawał klimatycznej strzelanki, gdzie przy odpowiednio dobranej grupie graczy w trybie kooperacyjnym możemy się wczuć w rolę członków elitarnego Deathwing.

Grę do testów dostarczyła firma Focus Home Interactive, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Dawid Sych