Data publikacji:

Recenzja Far Cry 5. Grzesznik, który zmienia się powoli

Nowy Far Cry pojawił się w mieście.

Starłem się z Doktorem Kriegerem i jego armią mutantów. Stanąłem do walki z handlarzem broni o ksywce Jackal. Próbowałem obalić Vaasa, Hoyta i ich sieć handlu żywym towarem. Zakończyłem też rządy Pagana Mina i jego armii w Kyracie. Teraz jednak stanęła przede mną misja nie podobna do żadnej z poprzednich. Los rzucił mnie do hrabstwa Hope w Stanach Zjednoczonych, gdzie musiałem stanąć naprzeciw sekty nazywającej siebie Projektem Bram Edenu. Moim głównym przeciwnikiem stał się więc guru tego kultu o imieniu Joseph Seed. To właśnie o tej przygodzie, o kryptonimie Far Cry 5, Wam teraz opowiem.

W IMIĘ OJCA

We wstępniaku powiedziałem już co nieco o głównym złym. Fabuła jednak zasługuje na trochę szerszy opis. Akcja piątego Far Cry’a zaczyna się w momencie, w którym wraz z funkcjonariuszami policji z Hope County oraz Szeryfem Federalnym udajemy się do głównej siedziby wcześniej wspomnianej sekty. Celem jest areszt właśnie Josepha „Ojca” Seed'a. Wszystko przebiega bez problemu, do czasu aż w kajdankach znajdzie się Przywódca Kultu. To co dzieje się potem to istna katastrofa. Kultyści zaczynają reagować agresywnie, skutecznie utrudniają ewakuację helikopterem i ostatecznie doprowadzają do jego rozbicia. Nam udaje się uciec, jednak pojmany zostaje nasz cały policyjny skład. Rękę w naszym kierunku wyciąga niejaki Dutch i skutecznie pomaga nam w ucieczce.

W ten oto sposób rozpoczyna się nasz udział w rebelii przeciwko „Edeniarzom”, jak zwykli nazywać członków Projektu Bram Edenu miejscowi. Na początku gracz jest zwykłym chłopcem na posyłki i tym, od brudnej roboty, jednak – jak to zwykle bywa w serii – mamy tutaj do czynienia z typową historią „od zera do bohatera”. Już niedługo później okaże się, że to właśnie postać prowadzona przez gracza jest głównym zapalnikiem dla zbrojnej rebelii przeciwko nękającej Hope County sekcie. I to właśnie gracz będzie brał udział w kluczowych zadaniach, mających na celu zakończenia terroru Josepha Seeda.

Trzeba sobie powiedzieć, że historia którą możemy poznać stoi na bardzo wysokim poziomie. Owszem, ponownie misje głównego wątku bywają totalnie odjechane, ale już sama opowieść charakteryzuje się ogromnym stopniem dojrzałości, chyba największym w dotychczasowym portfolio serii. Gracz ma okazję poznać historię trójki rodzeństwa Seedów oraz samego „Ojca”. I momentami czuć aż ciarki na plecach, gdyż sceny konfrontacji nie pozostawiają złudzeń – w Far Cry 5 mamy do czynienia z ludźmi o wykrzywionym poglądzie na świat oraz wiarę, którzy jeszcze dodatkowo ślepo wierzą w swój cel i przejawiają ogromną determinację w jego realizacji. Fabuła zdaje się pokazywać jak niebezpieczny potrafi być ślepy i bezrefleksyjny pogląd na religię.

ŚWIĘTA TRÓJCA

W tekście pisałem już o głównym bohaterze. W tej odsłonie serii nie ma jednak predefiniowanej postaci, w którą musi się wcielić odbiorca. Na samym początku gracz samodzielnie wybiera płeć swojej postaci, by po ukończeniu prologu dokończyć kreację swojego bohatera, wybierając mu jeden z dostępnych modeli twarzy,  fryzur oraz ubrań. I o ile jest to coś nowatorskiego, czego wcześniej próżno było szukać w Far Cry’ach, tak niestety zapewne właśnie z tym wiązała się też decyzja o tym, aby postać gracza była niema. W ten oto sposób, przez cały czas spędzony z grą, jedyne co wydobywa się z ust głównego bohatera/bohaterki, to odgłosy związane ze zmęczeniem lub otrzymaniem obrażeń.

Znacznie więcej serca włożono ponownie w kreację antybohaterów. Joseph Seed to bez wątpienia najlepsza postać stworzona na potrzeby tej produkcji. Jest charyzmatyczny, zdeterminowany, a przy okazji bije od niego niespotykany wręcz spokój, co momentami jest wręcz mocno niepokojące. Jest też trójka jego rodzeństwa, z którym będą się toczyć starcia we wszystkich trzech regionach. Jest więc John, zajmujący się rekrutacją i propagandą, który przez trudne dzieciństwo ‘poznał potęgę słowa tak’. Jest Jacob, odpowiadający za brutalne szkolenia wojskowe, jako weteran pierwszej wojny w Zatoce, z której przywiózł ze sobą utracony cel i pokrzywiony umysł. Na sam koniec zostaje Faith, niosąca w sobie ból samotności z lat młodości, która przy pomocy narkotyku o nazwie ‘błogość’, zamienia ludzi w bezmyślne, fanatyczne zombie. Każdą z tych postaci poznamy bliżej i każda z nich kryje za sobą mroczną, a za razem ciekawą historię.

Cała zawartość fabularna w produkcji jest świetna. Historia, prowadzona zresztą w świetny sposób  wywołuje typowy syndrom 'co będzie dalej', a jej zakończenie... cóż, to chyba najlepszy finał w serii i zdecydowanie trudno go zaliczyć do szczęśliwych. Sam główny wątek, oparty o nowy system (o tym zaraz) to była dla mnie przygoda na około 20-25 godzin, co jest moim zdaniem uczciwą propozycją.

Kolejną z większych zmian, jest też modyfikacja struktury rozgrywki. Mapa, która swoją drogą jest całkiem spora, podzielona jest na trzy regiony, dzielone między trójkę rodzeństwa Seedów. W każdym z nich mieści się główny bastion ruchu oporu i to w nim rozpoczynamy swoje działania na danym terenie. Żeby jednak odblokować na nim misje głównego wątku, trzeba najpierw zdobyć odpowiednią ilość, tak zwanych, punktów oporu, które otrzymujemy za wykonywanie rozmaitych aktywności w danym rejonie. Przypomina wam to nieco Mafię 3? Mnie, owszem i nie ukrywam, że moja główna obawa wiązała się z tym, że podobnie jak we wspomnianej produkcji, wiązać się to będzie z koniecznością wykonywaniem żmudnych i powtarzalnych poboczniaków. Uspokoję was jednak od razu, bo tak nie jest. Misje, które nagradzane są punktami oporu, są w większości fabularyzowane i z każdą z nich wiąże się historia któregoś z członków ruchu oporu. Dzięki temu system ten działa dosyć sprawnie i nie nuży.

 

To z czym jednak mam problem, to to, co dzieje się, gdy wypełnimy pasek na odpowiednim poziomie. Za każdym razem, we wszystkich trzech regionach, wiąże się to z tym, że zaczyna się polowanie na postać gracza i zwyczajnie nie da się uniknąć rozpoczęcia misji głównego wątku. Dlaczego? Otóż dlatego, że protagonist(ka)a nagle odpływa w terenie i trafia do niewoli któregoś z trójki rodzeństwa Seed. Same misje starają się to oczywiście wynagrodzić, jednak znacznie lepiej byłoby, gdyby gracz sam mógł podjąć decyzję o tym, kiedy zacząć konfrontację z porucznikami Josepha. Zresztą, sam fakt, że za każdym razem jesteśmy łapani, a potem w jakiś sposób trafiamy na wolności, jest wyjątkowo grubymi nićmi szyty i to nawet jak na przedstawiciela serii Far Cry.

DOBRE ZMIANY?

Oprócz tego co już napisałem, jest też kilka pomniejszych zmian, które wychodzą grze na plus. Poszerza się ilość maszyn, do których możemy wsiąść, bo w „piątce” pojawiają się nie tylko samochody i łodzie, ale również helikoptery i różnej maści samoloty. Dodatkowo na mapie rozrzucone są punkty, w których można kupić i przywołać pojazd. Zaimplementowana została też mechanika łowienia ryb, która jest całkiem niezła, a która też usilnie nie jest wpychana w obowiązki gracza, bo do posiedzenia z wędką zostałem zmuszony tylko w jednej misji. W końcu zdecydowano się też na zmianę mapy do wglądu, bo zamiast rysowanego izometrycznie terenu, można sobie podejrzeć mapę hrabstwa Hope w pełnym 3D i z uwzględnieniem kształtu terenu. Zmienia się także część animacji, w tym te związane z eliminacją przeciwników.

Tutaj jednak pojawia się paradoks. Bo niby zmiany są, ale wciąż bardzo wiele rzeczy zostało po staremu. Nie czuć tutaj w ogóle większej rewolucji, która już powoli zdaje się być konieczna w kontekście tej serii. Ewidentnie potrzeba tutaj nowej wersji Dunia Engine, bo dopóki się to nie wydarzy, wciąż będzie pojawiało się uczucie deja vu w większości momentów zabawy. Kilka modyfikacji i jedna nowa mechanika to zdecydowanie zbyt mało – nawet gdy, jak w tym przypadku, nowości wypadają nieźle.

WSPÓLNA NADZIEJA

Sieciowych trybów nie było mi dane przetestować w praktyce, gdyż znalezienie kogokolwiek do gry przed premierą graniczy z cudem. Trzeba jednak napisać o tym, że twórcy umożliwiają tym razem przejście całej kampanii w trybie kooperacji, co wydaje się być dobrą decyzją. W kilku momentach odczuwałem wręcz brak możliwości współpracy z żywym znajomym, a trzeba przyznać, że już teraz widać iż gra ma w tej materii ogromny potencjał.

Ci, którzy nie są jednak przekonani do zabawy z żywym towarzyszem, mogą do drużyny wciągnąć NPC. Tych na mapie jest rozrzuconych bardzo dużo i każdy przypisaną ma specjalizację, związaną z dzierżonym rodzajem oręża. Tacy towarzysze oferują też po dwa perki, które odblokowują się wraz z zebranymi zabójstwami. Możemy mieć więc w zespole gościa, który w wolnych chwilach będzie zbierał rośliny, albo pannę, która posiada zdolność samodzielnego podniesienia się po otrzymaniu zbyt dużej ilości ołowiu. Dodatkowo, w grze znajduje się dziewięciu kompanów specjalnych (między innymi pilot samolotu, łuczniczka czy też... puma) , którzy charakteryzują się największą skutecznością w walce. To właśnie na nich będzie padał wasz wybór, jeżeli zdecydujecie się na współpracę z botami. Aby ich jednak odblokować, trzeba dla każdego wykonać po misji.

 

Na mapie porozrzucane są też automaty do gier, oferujące zabawę w „Far Cry Arcade”. Nie jest to jednak żadna mini-gra – po skorzystaniu z automatu przenoszeni jesteśmy do menu, w którym znajdzie się kilka trybów rozgrywki, przeznaczonych głównie do zabawy w towarzystwie innych żywych graczy. Jest więc możliwość wzięcia udziału w kompetytywnych starciach oraz rozmaitych króciutkich misjach, rozgrywających się na zamkniętych mapach. Świetną sprawą jest też obecność edytora, umożliwiającego tworzenie własnych map oraz całych zadań.  Cały tryb „salonu gier” wygląda jak ciekawe urozmaicenie, które pozwoli chwilę odetchnąć od głównego wątku.

EDEŃSKI OGRÓD

O ograniczeniach silnika Dunia napisałem już wcześniej. Trzeba jednak przyznać, że twórcom i tak udało się znacznie usprawnić oprawę wizualną gry w porównaniu z poprzednikami. Zalesione tereny, charakterystyczne dla pomniejszych hrabstw w Stanach Zjednoczonych, prezentują się naprawdę świetnie. Z bliska też wygląda to wszystko naprawdę rewelacyjnie. Jak zwykle, w kontekście świata gry, udało się twórcom stworzyć coś pięknego i, w porównaniu ze wcześniejszymi odsłonami, nowatorskiego. W końcu też da się normalnie patrzeć na modele postaci niezależnych, które chociażby w trójce i czwórce były wyjątkowo ohydne. Pod kątem oprawy graficznej, Far Cry 5 ma się czym pochwalić.

Bardzo dużą robotę robi też tutaj strona dźwiękowa. Na szczególne pochwały zasługuje skomponowana ścieżka dźwiękowa, która w moim odczuciu jest najlepsza w dotychczasowej historii serii i świetnie potęguje wydarzenia obserwowane na ekranie. Ponownie rewelacyjnie wypada gra aktorska osób podkładających głosy pod postaci. I biorąc pod uwagę całą tematykę produkcji, trzeba sobie powiedzieć wprost, że strona dźwiękowa ma ogromny wpływ na cały klimat settingu i całego religijnego motywu produkcji.

WARTO WIERZYĆ?

W momencie w którym ogrywałem produkcję, doświadczyłem też sporej ilości bugów. Główne problemy dotyczą sztucznej inteligencji, przez co większość zachowań widocznych na ekranie woła o pomstę do, nomen omen, nieba. Nie lepiej jest z doczytywaniem tekstur i systemem kolizji. Widać, że również w przypadku Far Cry'a 5, Ubisoft idzie z nowoczesnymi trendami niedopracowania, bo wątpliwe jest, że te pożary uda się ugasić przed premierą.

I tak prezentuje się obecnie Far Cry 5. Z jednej strony, wiele rzeczy zadziałało na plus, z głównym motywem gry na czele, przez co na pewno jest to najlepsza odsłona serii. Czuć też jednak, że wraz z idącym w przód rynkiem gier, potrzeba więcej zmian, by mówić tutaj o jakiejkolwiek rewolucji. Liczę na to, że już kolejna pelnoprawna odsłona zadziała na nowej wersji Dunia Engine. W każdym razie, jeżeli lubicie konwencję serii Far Cry i szukacie czegoś nowego w kontekście wątków fabularnych - ‘piątkę’ możecie brać w ciemno. Ci, którzy jednak już odbili się od serii albo liczą na kolosalne zmiany, powinni odpuścić sobię również tę odsłonę.

OCENA KOŃCOWA: 75/100

PLUSY:

+ świetnie opowiedziana i poprowadzona historia

+ fantastyczne kreacje antybohaterów

+ oprawa audiowizualna na wysokim poziomie

+ Far Cry Arcade

+ kilka ciekawych zmian i modyfikacji

+ mocne zakończenie

+ kampania możliwa do ukończenia w kooperacji

MINUSY:

- wciąż zbyt mało zmian, by mówić o rewolucji

- sposób rozpoczynania głównych misji fabularnych

- niemy bohater/bohaterka

- sporo problemów technicznych

Grę do testów dostarczyła firma Ubisoft, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Tomasz Mendyka