Data publikacji:

Pan życia i śmierci. Recenzja gry We. The Revolution

Przyglądamy się polskiej grze komputerowej We. The Revolution. Nie będziemy was trzymać w niepewności - wśród gier historycznych to prawdziwa perełka.

Wpływ wyborów na rozgrywkę to już standard w nowych produkcjach. Element ten dawno temu opuścił erpegowy matecznik i zagościł w wielu różnych gatunkach, od przygodowych gier akcji po strzelanki. Jednak tylko niekiedy zdarza się, aby od naszych decyzji zależało także nasze życie. W We. The Revolution krakowska ekipa Polyslash postanowiła pokazać, że rewolucyjna maszyna nie oszczędzi nikogo, nawet swoich dzieci. Czy jesteście gotowi podjąć to ryzyko? Jeżeli tak, zachęcam was do lektury!

WE. THE REVOLUTION W CIENIU GILOTYNY

Akcja gry toczy się w trakcie Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego nasz bohater orzeka w dziesiątkach spraw, jakie miały lub mogły mieć miejsce w XVIII-wiecznym Paryżu. Pasjonaci historii będą wniebowzięci, ponieważ przez ekran przewija się cała plejada historycznych postaci, a wśród nich Ludwik XVI, Maksymilian Robespierre czy Jean-Paul Marat. Orzekanie w sprawach sądowych to nie jedyne zadanie gracza w We. The Revolution. Nasz protagonista jednocześnie wspina się po szczeblach kariery politycznej, dlatego musi dbać też o dobre nastroje wśród rewolucjonistów, rojalistów i wolnego ludu Paryża. Jak łatwo można się domyślić, interesy wszystkich grup często są ze sobą sprzeczne. Jeżeli zaczniemy sprzyjać za bardzo jednej, a ignorować żądania innych, możemy szybko stracić nie tylko ich szacunek, ale także głowę. Taniec na ostrzu noża to istota całej gry. Dodam, że sprawiedliwość szybko schodzi na drugi plan, a naszym głównym celem staje się lawirowanie pomiędzy różnymi siłami politycznymi.

Zastanawiacie się pewnie, jak wygląda samo orzekanie. Element ten naprawdę jest dopracowany. Nasz protagonista dostaje do rąk akta każdej sprawy, na podstawie których łączy fakty, a następnie formułuje pytania. Jeżeli pomyli się zbyt wiele razy w swoich dociekaniach, nie będzie mógł wydać wyroku, na jakim mu zależy. Celowo nie napisałem "sprawiedliwego wyroku", ponieważ taki rzadko kiedy pada. Zwykle, jak już wyżej wspominałem, kierują nami własne interesy i wręcz zwierzęca wola przetrwania. Żeby zadanie właściwych pytań nie było zbyt łatwe, w aktach sprawy czyhają na nas niekiedy pułapki. Kiedy nasz bohater w końcu wyda wyrok, sporządza protokół sprawy, który później podpisuje. Dokument jest dowodem na to, że znaliśmy szczegóły sprawy i wydaliśmy "sprawiedliwy" wyrok.

CZĘŚĆ GRY "PO GODZINACH"

Jeżeli myślicie, że wasze problemy kończą się, kiedy opuścicie trybunał, jesteście w błędzie. W domowym zaciszu nasz bohater także staje przed różnymi wyborami. Zająć się dziećmi? Porozmawiać z ojcem? Pobyć z żoną? A może spędzić wieczór na graniu w kości? Co ciekawe, nie jest to jedynie "miła" odskocznia od codziennej pracy. Decyzje podjęte w domowym zaciszu również mają wpływ na nasz los i opowiadaną historię. Jakby tego było mało, rodzina stanowi kolejną "frakcję", na dobre stosunki z którą nasz bohater musi pracować na sali sądowej.

Na tym nie koniec! W pewnym momencie do listy naszych zadań dochodzą walka o wpływy w poszczególnych dzielnicach Paryża i knucie intryg wymierzonych w naszych przeciwników politycznych. Wszystkie podejmowane przez nas decyzje odbijają się na reputacji protagonisty i mogą doprowadzić do jego wywyższenia lub upadku. Strzałem w dziesiątkę było położenie przez twórców nacisku na zdolności krasomówcze naszego bohatera. Przemawiamy m.in. do tłumów przed egzekucją lub potencjalnych sojuszników. Każda sytuacja wymaga innego podejścia; niekiedy musimy być nonszalanccy, czasami pobożni, a bywa i tak, że nie osiągniemy zamierzonego celu bez groźby lub manipulacji. Jeżeli wyczujemy rozmówcę, zyskamy wpływy, jeżeli nie, stracimy je.

Przyznam szczerze, że w pewnym momencie liczba i różnorodność mechanik zaczęły mnie nieco przytłaczać. Myślę też, że koniec końców, niektóre z nich są zupełnie zbędne. Mam tu na myśli walkę o wpływy w dzielnicach Paryża lub bitwy. Ma się wrażenie, że twórcy wręcz na siłę starali się upchnąć niektóre mechaniki, a w rzeczywistości gra byłaby ciekawa również bez nich. Z drugiej strony, dzięki nim atmosfera rewolucji jest znacznie lepiej odczuwalna.

WARSTWA ESTETYCZNA WE. THE REVOLUTION REVOLUTION

Zacząłem od fabuły i mechanik, ale rzeczą, która jako pierwsza rzuca się w oczy po odpaleniu We. The Revolution jest grafika. Łączy ona w sobie neoklasyczny styl z czasów rewolucji francuskiej z nowoczesnym. Efekt, jaki daje ta fuzja, jest naprawdę nie do podrobienia. Gorzej wypada oprawa dźwiękowa, która została mocno okrojona, zapewne przez wysokie koszty. Tam, gdzie dźwięk się pojawia, buduje klimat, ale jego brak, na przykład na sali sądowej, daje się we znaki. Summa summarum oprawa audiowizualna We. The Revolution to jeden z głównych atutów gry.

Koniecznie trzeba też zaznaczyć, że We. The Revolution to produkcja, której siła tkwi przede wszystkim w słowie pisanym. Jeżeli jesteście na bakier z przegadanymi grami i nie czytacie większości znajdowanych dokumentów, tytuł ten nie jest zdecydowanie dla was. Natomiast amatorzy przygodówek i erpegów, którzy przyzwyczajeni są do dużej ilości tekstu i zjedli zęby na grach-książkach, będą, tak jak ja, wniebowzięci.

WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, BRATERSTWO

We. The Revolution to prawdziwa perełka pośród gier historycznych. Położenie nacisku na fabułę sprawia, że Wielka Rewolucja Francuska, jawi się taką, jaką znamy z podręczników i opracowań naukowych, a dzięki oryginalnej warstwie wizualnej i klimatycznej oprawie dźwiękowej tytuł zapada w pamięć. Chociaż uważam, że niektóre mechaniki twórcy dodali trochę na siłę, myślę, że główne założenia rozgrywki są przemyślane i po prostu grywalne. Rzadko kiedy zdarza się też, że nasze decyzje tak bardzo wpływają na to, co dzieje się na ekranie. Niech żyje Wielka Rewolucja Francuska!

Grę do testów podesłała firma cdp.pl, za co serdecznie dziękuję!

Autor: Dawid Sych