Data publikacji:

Oblicza II Wojny Światowej, których unikają gry wideo

Tematy, których w kontekście drugo-wojennych gier, twórcy wolą nie poruszać.

Jestem wielkim fanem gier, których akcja osadzona jest w czasach drugiej wojny światowej. Wynika to oczywiście z zainteresowania tym konfliktem, które zaszczepił we mnie mój ojciec dobre naście lat temu. Po dziś dzień rozszerzam i uzupełniam swoją wiedzę w tym temacie, na co oczywiście ogromny wpływ miały wcześniej wspomniane gry. Gdyby nie Medal of Honor: Allied Assault czy pierwsze Call of Duty, kto wie, może dziś głównie interesowałbym się produkcją jedwabników.

Tak jednak nie jest. I jako, że postrzegam produkcję zahaczające o tę tematykę, jako pewne źródło wiedzy, stwierdzam, że w tej kwestii nie wszystko było jeszcze powiedziane. Mieliśmy okazję powalczyć w Afryce, można było zwiedzić Stalingrad (dziś Wołgograd) w jego letnim i zimowym wydaniu, była okazja aby wciąć udział w ciężkich walkach na Pacyfiku i wielokrotnie wałkowane było otwarcie frontu zachodniego w trakcie operacji opatrzonej kryptonimem D-Day. Są jednak wątki, które gry wideo poruszają w sposób znikomy albo nie robią tego wcale. I o tym właśnie będzie ten artykuł.

 

KAMPANIA WRZEŚNIOWA/PAKT RIBBENTROP-MOŁOTOW

Zacznę od motywu, który będzie zdecydowanie najbliższy dla naszych, rodzimych graczy. II wojna światowa, według naszych książek, rozpoczęła się 1 września 1939 roku. To tego dnia wybrzeża Westerplatte zostały ostrzelane przez pancernik Schleswig-Holestein i była to pierwsza bitwa Kampanii Wrześniowej, mającej na celu działania obronne naszej armii przed wojskami nazistowskich Niemiec oraz Związku Radzieckiego, który wkroczył na nasze ziemie 17 września. W tle całej tej kampanii przewija się też właśnie Pakt Ribbentrop-Mołotow, który oficjalnie był paktem o nieagresji między Niemcami, a Związkiem Radzieckim, ale który w swojej treści uwzględniał podział terytoriów Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Estonii i właśnie Polski między obie strony.

Jak zakończyła się Kampania Wrześniowa, wiecie prawdopodobnie wszyscy. Nasze wojska zostały pozostawione na pastwę dwóch potężnych armii, więc w ciągu nieco ponad miesiąca Polska zmuszona została do kapitulacji.

Wiadomo, ten etap wojny mało kogo będzie interesował na zachodzie czy wschodzie. Ba, dla Amerykanów i Rosjan wojna rozpoczęła się tak naprawdę w 1941. Myślę jednak, że cały czas istnieje zapotrzebowanie na produkcję, która poruszy temat wydarzeń września 1939. Taki tytuł z pewnością spotkałby się z naprawdę ciepłym odbiorem u nas w kraju i być może w całej europie środkowej, a na terenach państw zachodnich i wschodnich mogłoby wpłynąć na poszerzenie horyzontu poglądów.

To był w końcu pierwszy, zbrojny etap największego światowego konfliktu i w moim odczuciu zasługuje na trochę więcej miejsca na poletku gier wideo. Panzer General, Codemname: Panzers: Faza Pierwsza i Fall Weiss 1939 to moim zdaniem zdecydowanie za mało. A i o pakcie Ribbentrop-Mołotow twórcy gier zapominają, gdyż w grach obserwujemy głównie jak radziecka machina wojenna przetacza się niczym walec przez siły niemieckie, a moim zdaniem warto pokazać jak wyglądały relacje obydwu mocarstw jeszcze przed Operacją Barbarossa.

 

WOJNA ZIMOWA

Wspomniałem już o Pakcie Ribbentrop-Mołotow i o tym, że uwzględniał między innymi rozbiór Finlandii. To właśnie bezpośrednim następstwem zawarcia tej umowy była Wojna Zimowa. Związek Radziecki, w dużym uproszczeniu, chciał „odzyskać” ziemie, które wcześniej przynależały do Imperium Rosyjskiego. Tym samym 30 listopada 1939 roku rozpoczęła się ofensywa wojsk Armii Czerwonej. Konflikt trwał tam aż do 13 marca 1940 roku. Cała operacja okazała się dla sił Radzieckich zwycięstwem połowicznym, ponieważ mimo utraty sporej części terenów, Finom udało się obronić swoją niezależność i zakończyć konflikt na mocy traktatu pokojowego.

Cała otoczka starć na terenie Finlandii wydaje się być sporym polem do popisu dla twórców gier. Finowie swoją obronę opierali o sporą dozę strategicznej improwizacji i jej przedstawienie mogłoby okazać się prawdziwym strzałem w dziesiątkę w kontekście gier poruszających tematykę drugiej wojny światowej. Dla wojsk radzieckich zimowe ziemie Skandynawii przedstawiły się jako teren trudny, który „miejscowi” byli wręcz w stanie obrócić na korzyść działań obronnych. I tak Radzieckie jednostki zmechanizowane borykały się z problemami zaopatrzeniowymi, co znacząco opóźniało działania ofensywne, piechota Armii Czerwonej znosić musiała ekstremalnie niskie temperatury, podczas, gdy Finowie wyciągali swoje asy z rękawów – koktajle Mołotowa, świetnie zakamuflowanych i śmiertelnie skutecznych strzelców wyborowych oraz strategiczne ataki na punkty z żywnością, a także zaopatrzeniem.

Do tej pory temat poruszył jedynie Blitzkrieg, który oferował dwie misje kampanii Związku Radzieckiego, rozgrywające się na zaśnieżonych terenach Finlandii. A wyobrażacie sobie FPSa na modłę Call of Duty osadzonego właśnie podczas tych działań zbrojnych? Albo odsłonę Sniper Elite, która pozwalałaby wcielić się w fińskiego snajpera z tamtego okresu? Ja jestem w stanie sobie coś takiego wyobrazić. I w mojej głowie rysuje się też obraz mnie, który na wieść o takiej grze zaczyna zacierać ręce. Finom się to zwyczajnie należy – chociażby dlatego, że to właśnie oni, podczas walk ze Związkiem Radzieckim, ochrzcili butelki z benzyną i zatkniętą szmatą mianem „Koktajli Mołotowa”.

 

HOLOCAUST

Jeszcze przed wojną, na terenie Niemiec rosły w siłę nastroje anty-żydowskie. W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku miała miejsce „noc kryształowa”, podczas której rozpoczęto pogromy przedstawicieli narodu żydowskiego i niszczenie należących do nich nieruchomości. Tak naprawdę, cała nienawiść w stosunku do „narodu wybranego” osiągnęła swoje apogeum jednak w 1942 roku. To właśnie wtedy, a dokładniej 20 stycznia, odbyła się konferencja w Wannsee, podczas której powstał plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Jej bezpośrednią konsekwencją było zapoczątkowanie zmasowanych działań, mających na celu całkowitą eksterminację narodu semickiego, które po dziś dzień znane będą pod nazwą Holocaust.

Na terenach okupowanych przez nazistowskie Niemcy nie trudno było znaleźć obozy śmierci. W nich, nieludzko traktowani ludzie, byli zmuszani do nieludzko ciężkiej pracy. A wszystko to w poczuciu zbliżającej się śmierci – z wycieńczenia, z zagłodzenia, od kulki z pistoletu albo w komorze gazowej. Samych Żydów, w wyniku tej ogromnej zbrodni, zginęło ponad 6 milionów. A pamiętać trzeba też, że podobną „sympatią” naziści darzyli chociażby Cyganów czy też Słowian.

W samej kinematografii Holocaust poruszany i przedstawiany był już kilkanaście razy. Powstały setki dokumentów, które przedstawiają naprawdę różne oblicza zbrodniczego planu Trzeciej Rzeszy. A co najważniejsze, po dziś dzień jest to naprawdę głośny temat. Przeglądając rozmaite media, można odnieść nieodparte wrażenie, jakby świat wciąż nie był w stanie się z tego rozliczyć.

Może to właśnie dlatego jest to temat omijany szerokim łukiem przez gry? Wiadomo, że taka produkcja wzbudziłaby ogromne kontrowersje i nastąpiłaby na odcisk wielu osób. Fakt, faktem, o temat ten zahaczyło ostatnie Call of Duty, a powstaje też polska gra przygodowa, My Memory of Us, która w metaforyczny sposób stara się nawiązać do tematyki Holocaustu, ale to wciąż wyjątki. Osobiście uważam, że należy o tym zrobić grę. Skoro jest miejsce dla takich gier jak Hellblade: Senua’s Sacrifice czy This War of Mine, to jest to dla mnie znak, że growy świat wszedł już na odpowiedni poziom dojrzałości, aby nie unikać trudnych tematów.

 

MNIEJ BOHATERSKIA STRONA AMERYKANÓW

Obraz amerykańskich żołnierzy w grach drugo-wojennych jest często bardzo podobny. Są to prawdziwi bohaterowie – odważni, zdeterminowani, dla których dodatkowo wyjątkowo ważne są relacje z towarzyszami. Przed oczami gracza powstaje więc wyjątkowo pozytywny obraz armii Wujka Sama. Niestety, nie jest on w stu procentach rzeczywisty, gdyż żołnierze tej armii mają też naprawdę sporo na sumieniu.

Najwięcej udokumentowanych przypadków, dotyczy masakr na żołnierzach, którzy trafiali do amerykańskiej niewoli. Chenogne (30 jeńców rozstrzelanych z karabinu maszynowego), Audouville-la-Hubert (amerykańscy spadochroniarze dokonali tam egzekucji na kolejnych 30 jeńcach), Lippach (36 żołnierzy niemieckich, którzy zostali najpierw skatowani, a potem rozstrzelani), Jungholzhauzen (egzekucja na 60 niemieckich jeńcach, głównie takich, którzy jeszcze nie osiągnęli pełnoletniości) czy masakra w obozie Utah (człowiek ostrzelał tam z karabinu maszynowego namioty jeńców, bo – jak sam powiedział – nie lubił Niemców). To wszystko to tylko część tego mniej korzystnego obrazu armii amerykańskiej. Do listy zbrodni wojennych dochodziły również rozliczne gwałty na kobietach, a także polowania lotników na kolumny ewakuującej się ludności cywilnej.

Myślę, że produkcje traktujące o froncie zachodnim, skupiając się dodatkowo na amerykańskich żołnierzach, powinny wzbogacić swój repertuar również o tego typu wątki. Egzekucje jeńców w końcu pojawiały się w grach, ale raczej w formie antagonizowania przeciwników, czyli w przypadku gier o drugiej wojnie – Niemców. Myślę, że warto jednak uzmysłowić graczom, że tak naprawdę żadna ze stron konfliktu nie miała absolutnie czystego sumienia.

Chciałbym też zaznaczyć od razu, że ta część tekstu zainspirowana została bezpośrednio wpisem na Facebookowym fanpage’u „II wojna światowa w kolorze”. Zachęcam przy okazji do zapoznania się z nim, gdyż można tam zobaczyć ciekawe zdjęcia z tamtego okresu, a także wzbogacić swoją wiedzę o kilka mniej znanych faktów.

 

POSTAĆ JÓZEFA STALINA

W grach stosunkowo często można posłuchać o Adolfie Hitlerze, kilkukrotnie można też go spotkać, niekiedy nawet spróbować go zabić. Wirtualna rozrywka często bardzo mocno antagonizuje przywódcę III Rzeszy, co oczywiście nie jest niczym dziwnym. Dziwi mnie jednak, że sylwetka prawdopodobnie jeszcze większego zbrodniarza wojennego, Józefa Stalina, w grach nie pojawia się praktycznie wcale.

W Związku Radzieckim postać ta obrosła kultem jednostki. Stalin rysował się tam jako prawdziwy przywódca. Nie można jednak zapomnieć o jego mniej chlubnej, dominującej stronie. Jeszcze przed wojną stał za masowymi mordami milionów ludzi, zsyłając jeszcze ogromną ich część do Gułagów – nie bez powodu tamte czasy określa się mianem „Wielkiej Czystki”. Do dziś mówi się, że okres jego władzy pochłonął, zależnie od szacunków, od 20 do aż 50 milionów ludzkich istnień. Sprawował rządy terroru, jego głównym narzędziem władzy był strach, a wszelką opozycję brutalnie eliminował. Stalin był też człowiekiem, który nie ufał praktycznie nikomu, więc potrafił robić czystki nawet wśród wyższych oficerów własnej armii. Według oceny niektórych psychiatrów, posiadał on manię wielkości, a jego brak zaufania do kogokolwiek wynikał głównie z posiadanej paranoi.

To wszystko to tylko część jego oblicza, która jednak już pozwala stwierdzić, że gry poruszające temat największego konfliktu świata, powinny trochę poważniej zainteresować się sylwetką Józefa Stalina. Faktem jest, że postać ta pojawiła się w kilku grach, jednak za każdym razem był to raczej obraz znacząco odbiegający od tego uznawanego za rzeczywisty. Zamiast tego, chociażby w pierwszych grach z serii Call of Duty, możemy wcielić się w członka jego armii i zobaczyć bohaterski obraz Armii Czerwonej.

 

WOJNA CHIŃSKO-JAPOŃSKA

A jeszcze dokładniej, druga wojna chińsko-japońska. Jej wybuch datowany jest na 7 lipca 1937 roku, czyli jeszcze przed drugą wojną światową, jednak spora część tego konfliktu rozgrywała się już w latach 39-45. Jego zakończenie jest też bezpośrednio powiązane z ostatecznym zakończeniem walk na Pacyfiku, a więc i samej drugiej wojny światowej.

Chiny i Japonia od początku XX wieku miały między sobą napięte stosunki. Jeszcze w końcówce XIX wieku, w latach 1894-1895 miała miejsce pierwsza wojna między tymi dwoma państwami, którą Chiny przegrały, tracąc sporą część swoich ziem na rzecz Kraju Kwitnącej Wiśni. Relacje obydwu mocarstw po tym pierwszym konflikcie coraz bardziej się pogarszały. Chiny w międzyczasie radzić musiały sobie jeszcze z wewnętrznym konfliktem, gdzie chińscy nacjonaliści toczyli walkę o władzę z komunistami. Nie umykało to uwadze Japonii, która upatrywała całe zamieszanie jako idealną okazję na własną ekspansję i zdobycie taniej siły roboczej, wraz ze sporymi złożami surowców. Druga wojna chińsko-japońska zaczęła się oficjalnie właśnie wspomnianego 7 lipca roku 1937, kiedy to Armia Cesarska zaatakowała siły Chińskie stacjonujące w okolicach mostu Lukouciao.

To jednak 27 lipca zaczyna się główne natarcie, które planowo ma napędzić machinę wojenną do takiego stopnia, by pokonać Chińczyków w ciągu trzech miesięcy. Początek idzie gładko – w ręce Armii Cesarskiej trafia Pekin i Tiencin. 12 listopada podobny los spotyka Szanghaj. 13 grudnia w rękach Japonii jest już Nankin, w którym też najeźdźcy dokonują bestialskich masakr na masową skalę, co wręcz – o ironio – wzbudza trwogę głównego sojusznika, czyli Nazistowskich Niemiec. Chiny zwracają się wówczas z prośbą o pomoc do Ligi Narodów, która jednak nie zdecyduje się na większą reakcję.

Na początku lat 40 większość Chin była już zdobyta przez Armię Cesarską, więc Chińczycy zdecydowali się na przybranie formy walk partyzanckich. Wtedy też sytuacja na tamtejszym froncie stała się patowa, gdyż Japończycy nie byli już w stanie ruszyć z ofensywą, a Chińczycy, stosujący nową taktykę, w końcu doczekali się też wsparcia ze strony aliantów zachodnich.

W 1945, po zrzucie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, Armia Cesarstwa Japońskiego kapituluje, co kończy zarówno II wojnę światową, jak i drugą wojnę chińsko-japońską. Chiny przestają być okupowane i ostatecznie odnoszą zwycięstwo, które jednak trudno określić mianem innego, niż pyrrusowego. Po pierwsze dlatego, że konflikt ten pochłonął ponad 20 milionów ludzkich istnień, z czego ponad 75 procent to chińska ludność cywilna. A po drugie dlatego, że po pokonaniu wspólnego wroga, Chińczycy powrócili do starć między sobą.

Rozpisałem się trochę, ale to dlatego, że konflikt ten, nie tylko w grach, wciąż pomijany jest bardzo często. Jest to o tyle dziwne, że skala tej wojny i ilość ofiar, które pochłonęła, jest w kontekście całej całej drugiej wojny światowej zatrważająco ogromna. Uważam więc, że warto by było, aby druga wojna chińsko-japońska zaczęła być wpajana w świadomość za pomocą środków masowego przekazu. A takim niewątpliwie są, między innymi, właśnie gry wideo.

Ciekawostka – sprawę w tej kwestii swego czasu postanowili wziąć modderzy. Dlatego na Steamie można znaleźć mod do Company of Heroes o nazwie Far East War. Na ten moment możliwe jest rozegrania kilku scenariuszy, jednak twórcy podobno cały czas pracują nad pełnoprawną kampanią. Warto sprawdzić, o ile posiadacie w swojej bibliotece strategię od Relic Entertainemnt.

 

POST SCRIPTUM - KILKA SŁÓW OD AUTORA

Jak widać, temat drugiej wojny światowej w grach nie został jeszcze całkowicie przewałkowany. Wciąż jest wiele autentycznych motywów z tamtego okresu, które zwyczajnie zasługują na ich przedstawienie w formie wirtualnej. Może warto więc zrezygnować z kolejnej odsłony lądowania na plaży Omaha i postawić na coś nowatorskiego? To już jest pytanie do twórców.

Zastanawiam się też czy znacie jakieś produkcje, które zahaczają o powyższe tematy. Nie wykluczam, że mogło tak być, bo – przyznaję się bez bicia – nie ograłem wszystkich gier świata o tematyce drugo wojennej. Jednego jestem przekonany – na pewno nie jest ich wiele. Jestem też ciekawy czy znacie jakieś oblicza drugiej wojny, o których warto byłoby zrobić grę. Będę bardzo wdzięczny za feedback w komentarzach.

 

Autor: Tomasz Mendyka