Data publikacji:

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart - recenzja

Piraci z Karaibów w rodzimy wydaniu.

Studio Artifex Mundi to prawdziwy współczesny król gier z gatunku HOPA. Ich produkcje od kilku lat dają niesamowitą radość, pozwalając na chwilę odpocząć od wszelakich strzelanek, platformówek oraz innych produkcji nastawionych na akcję. Przy dziełach polskiego dewelopera możemy się zrelaksować, ale także pobudzić mózg do działania. Dotychczas ich gry był wydawane na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych, jednakże w końcu mamy okazję zagrać w jeden tytuł na PlayStation 4, który rok temu trafił też na Xboksa One. Czy dzieła Artifeksu mają rację bytu na konsolach? Tego dowiecie się z dalszej części recenzji.

Gdzie jesteś Wally?

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart to przedstawiciel gier z rodzaju "hidden object". Polegają one na odnajdywaniu na licznych planszach różnych przedmiotów, dzięki którym możemy popchnąć fabułę do przodu. Produkcja polskiego studia rozwinęła jednak tę ideę o liczne elementy znane z klasycznych gier przygodowych. Zadaniem gracza będzie również rozwiązywanie zagadek logicznych, kojarzenie faktów oraz łączenie ze sobą obiektów, znalezionych podczas gry. Choć tytuł bywa raczej monotonny (co akurat w tym przypadku można uznać za zaletę), to ani przez chwilę nie można narzekać na nudę.

Łamigłówki zostały mądrze przemyślane, a historia intryguje od samego początku. Fabuła produkcji kręci się wokół właścicielki muzeum, niejakiej Sary Black, będącej świadkiem ożywienia jednego z eksponatów. Ten następnie porywa jej córkę i ucieka. Zdeterminowana kobieta wyrusza w pościg za piratem Remingtonem, powoli odkrywając kolejne poszlaki ujawniające dramatyczny los porywacza. Opowieść jest angażująca i została przedstawiona w ciekawy sposób. Gdzieniegdzie natrafiamy na nieumarłych członków załogi, opowiadających nam o swoim kapitanie, a także pomagających w zaliczaniu zadań. Odnajdujemy też liczne zapiski odkrywające kolejne rąbka tajemnicy.

Lepiej niż na PC

Największą obawą związaną z The Cursed Heart było przeniesienie gry na duży ekran i dostosowanie jej do standardów konsol. Na szczęście Artifex Mundi poradził sobie bezbłędnie, dzięki czemu granie na PlayStation 4 nie sprawia najmniejszych problemów. Sterowanie za pomocą joypada wypada intuicyjnie i w wielu momentach bywa znacznie przyjemniejsze niż przesuwanie kursora myszką.

Jeśli chodzi o obraz, to ten został odpowiednio przeskalowany i podrasowany. Grafika jest ostra, a kolory żywe - nie ma mowy o jakichkolwiek pikselach czy niedoskonałościach (nie licząc cutscenek, ponieważ te wyglądają fatalnie). Ogromna w tym zasługa ręcznie rysowanych teł, które nawet po kilku latach od premiery pierwszej wersji gry, nadal prezentują się rewelacyjnie. Można jedynie mieć zastrzeżenia do animacji postaci oraz ich mimiki twarzy, jednakże to zrozumiałe ze względu na niezbyt duży budżet przeznaczony na produkcję gry.

Sytuacja opanowana

Nightmares from the Deep: The Cursed Heart to bardzo interesująca produkcja, wprowadzająca sporo świeżości do biblioteki gier na PlayStation 4. Dzieło Artifex Mundi za niewielkie pieniądze oferuje masę świetnej zabawy, wymagające zagadki logiczne (aczkolwiek mniej wprawni gracze mogą je pomijać), wciągającą fabułę i przyjazną dla oka oprawę wizualną. Zaliczenie tytułu na normalnym poziomie trudności zajmuje jakieś pięć godzin, ale po napisach końcowych odblokowuje się dalszy ciąg historii, przy którym posiedzimy dodatkowe sześćdziesiąt minut. Jak dla mnie, jest to wynik jak najbardziej uczciwy i warty swojej ceny. Teraz pozostaje tylko czekać, aż producent postanowi przenieść na konsole kolejne produkcje.

Grę do testów dostarczyła firma Artifex Mundi, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Łukasz Morawski