Data publikacji:

Lato z grami? Produkcje, które wystarczą na dwa miesiące

Te za duże, te zapomniane i te niezależne.

Wakacje są super – mamy więcej czasu, dni są dłuższe, a gdy na zewnątrz jest zbyt gorąco albo nagle postanowi lać mamy nagle masę czasu do dyspozycji. Żeby pomóc zagospodarować ten czas wybraliśmy kilka tytułów, które spełniają co najmniej jeden z warunków: zajmują dużo czasu, nadają się do ogrania, gdy nagle przechodzi nad nami burza, albo sprawdzają się, gdy wpadną znajomi z nadmiarem czasu. Czasem mieszczą się nawet w paru kategoriach!

GRY KOOPERACYJNE

VERMINTIDE 2

Na początku były szczury. Bardzo dużo szczurów, które zalewały ulice imperialnych miast w szale mordowania i jedzenia dużych ilości… zasadniczo wszystkiego. Kiedy lata temu dostaliśmy Vermintide 1 dostaliśmy godnego, fantastycznego następcę Left 4 Dead z ładnym balansem broni, postaci i umiejętności. Grę jednocześnie dającą znajome elementy i dość świeżości, by przykuć do ekranu na dłużej.

Vermintide 2 daje tego jeszcze więcej. To kooperacyjna gierka, która daje możliwość grania z kumplami, mordowania zastępów potwornych przeciwników i oferuje system progresji , który sprawia, że po każdej rzezi czujemy się całkiem dobrze. Twórcy wyciągnęli sporo wniosków z tego, co poszło dobrze i źle w pierwszej części gry i dostarczyli lepsze, bardziej kompletne doświadczenie. Vermintide 2 to ta gra, przy której spędzimy cały wieczór, albo godzinkę na przebijaniu się przez pojedynczą planszę. I da przy tym kupę przyjemności. Gra wkrótce ukazuje się na Xbox One, dając jeszcze większe możliwości kooperacji.

  • Kup grę Vermintide 2 (PC) na Ceneo.pl
  • DIVINITY: ORIGINAL SIN 2

    Jeden z najlepszych RPGów ostatnich lat ma lada chwila stać się jeszcze lepszy – dostaniemy zastrzyk tekstu rozmiarów powieści i jeszcze tyle poprawionych, ulepszonych dialogów, które studio Larian zapowiada w najbliższej dużej aktualizacji. Po drodze gra ukazała się też w polskiej wersji językowej, więc do wszystkiego, co czytaliście w naszej recenzji możecie dodać „a do tego dostępne jest po polsku!”.

    Divinity: Original Sin 2 robi wiele rzeczy po swojemu – Larian już w poprzedniej części zbudowało system interakcji z otoczeniem, jakiego może mu pozazdrościć każdy inny izometryczny RPG (a także wiele trzecioosobowych – czy Geralt może swobodnie przestawiać wszystkie skrzynki i beczki w okolicy i podpalać lub zamrażać świat dookoła siebie? Czy ma aktywną pauzę, żeby zastanowić się nad swoimi ruchami? I czy ma ciekawe postaci z rozbudowanymi indywidualnymi fabułami, które mogą być ALBO kierowane przez graczy ALBO posłużyć za towarzyszy?

    DIE FOR VALHALLA

    Czasem potrzeba też czegoś małego – prostszej gierki, do której można szybko wskoczyć i wyskoczyć, a jednocześnie kooperować z kumplami do woli. Die For Valhalla w zestawieniu z dwoma pozostałymi tytułami to prawdziwy kurdupel, ale tworzony z sercem i zaangażowaniem. Kolorowa gierka o wikingach, a właściwie walkiriach opętujących martwych wikingów (i beczki, i krzaki) to przyjemna siekanka.

    Mamy zastępy potworów, proceduralnie generowany świat z kilkoma mapami i mega dziwaczny system rozwoju postaci, który jest zabawą samą w sobie. Wikingowie, którymi sterujemy mogą awansować, rosnąć w siłę i bić się coraz lepiej… by zginąć i zostać zastąpionymi przez innych martwych wojowników. To specyficzna mieszanka, ale nie czyni ją to ani odrobinę mniej satysfakcjonującą.

    GRY NIEZALEŻNE

    STARDEW VALLEY

    Nie każda gra musi być o zabijaniu – czasem przyjemniej jest po prostu pouprawiać ziemię, posadzić roślinki, a w przerwach w zabawie w rolnika zejść do podziemi i zapolować na potwory. Duchowy następca Harvest Moon oferuje wszystko, od romansu, przez przyjemny, niezobowiązujący sim, po zwiedzanie lochów. Jest ładnie, zielono, kolorowo, a klimat po prostu ścieka z ekranu.

    Stardew Valley to gra, przy której możemy spędzić praktycznie nieograniczoną ilość czasu – zawsze jest tu coś do roboty, zawsze coś czeka na popchnięcie czy zbadanie – to nie tytuł, o którym łatwo czy szybko zapomnimy. A do tego gra dostępna jest na praktycznie każdej platformie, jaką można sobie obecnie wymarzyć, od PC, przez obecną generację wielkich konsol, po Switcha. Nic chyba lepiej nie odzwierciedla idei „graj jak chcesz”.

  • Kup grę Stardew Valley (PS4) na Ceneo.pl
  • BATTLE CHASERS: NIGHTWAR

    Ten tytuł to ekranizacja komiksu, o którym pewnie nigdy nie słyszeliście, mimo tego, że ukazał się nawet w Polsce! Nightwar to turowy RPG przypominający stylem trochę stare części Final Fantasy z ich turową walką i wybuchowymi prezentacjami umiejętności. Naprawdę urocza kreska nie przeszkadza w cieszeniu się rozgrywką, a fabuła, choć jest raczej dodatkiem niż podstawą gry.

    Battle Chasers to gra na dziesiątki godzin, bo walk toczyć będziemy setki, jeśli nie tysiące – czeka nas tu trochę farmienia, ale też zwiedzania proceduralnie generowanych podziemi pełnych zagadek i sekretów. Jest też trochę żonglowania przedmiotami, rozwijania umiejętności i szukania najbardziej optymalnych kombinacji członków drużyny i postaci. Komiksowy styl utrzymano między innymi dzięki temu, że nad grą pracował autor oryginalnego Battle Chasers, który wymyślił na jej potrzeby nawet dodatkową postać.

    DARKEST DUNGEON

    To gra, która kupiła wielu ludzi samym klimatem i potężnie, ponuro brzmiącym narratorem, który wywołuje ciarki, gdy pierwszy raz słyszymy, jak opowiada o horrorach czających się pod domostwem naszego przodka. Darkest Dungeon pozwala nam zawalczyć o pozornie niemożliwą do wygrania sprawę i rzucać zastępy śmiałków przeciwko bestiom i horrorom wyraźnie inspirowanym twórczością Lovcrafta… a jednak oryginalnym.

    Walka o szaleństwo nigdy nie ustaje – choć gra zadebiutowała parę lat temu, dzięki kolejnym aktualizacjom (właśnie ukazała się najnowsza z nich – Color of Madness) Darkest Dungeon żyje i będzie żyć bardzo długo. Samo dotarcie do końca lochów jest sporym wyzwaniem, a teraz, gdy ukazał się jeszcze tryb nieskończony, przygoda naprawdę nie ma końca. W sam raz na długie wakacje.

    GRY NA WIELE GODZIN

    HORIZON ZERO DAWN

    Rodzice serii Killzone znudzili się walką z kosmicznymi nazistami i zaczęli zbierać pomysły na nową grę, aż w końcu wpadli na robo dinozaury w postpapokaliptycznym świecie – osobie, która wpadła na ten pomysł chętnie uścisnąłbym rękę. Rudowłosa Aloy stojąca w środku tego wszystkiego to atrakcja sama w sobie – fajnie przedstawiona bohaterka, silna i zaradna robiąca ze wspomnianymi wcześniej robotami co jej się żywnie podoba.

    Wraz z dodatkiem zabierającym nas w nieco zimniejsze regiony Horizon Zero Dawn daje nam kilkadziesiąt godzin fantastycznej przygody w dość oryginalnym świecie. Choć są tu wieże (lub ich dino-odpowiedniki) i inne klasycznie sanboxowe elementy, jest też sporo rzeczy, które czynią grę od Guerilla unikalną w porównaniu z innymi piaskownicami. No i te widoki! A tu nasze recenzje podstawki i dodatku.

  • Kup grę Horizon Zero Dawn Complete Edition (PS4) na Ceneo.pl
  • FALLOUT 4

    Umówmy się: WSZYSCY wiemy, że Fallout 4 nie jest najlepszym co Bethesda, ani nawet ta seria postapokaliptycznych gier nam zaoferowała, a fakt, że zawsze jest jakaś osada, która potrzebuje naszej pomocy sprawia, że mamy momentami ochotę zwyczajnie zamordować najnudniejszego zleceniodawcę świata…

    …ale istnieje szansa, że kiedyś spojrzymy w przeszłość i z utęsknieniem rzucimy „pamiętacie, jak Fallout był grą single-player?”. Fallout 4 zaczął od bardzo ciekawego settingu i pomysłu, przedstawił nam nowy kawałek wielkiego, postapokaliptycznego świata i chociaż w powszechnej świadomości istnieje jako mocny przeciętniak, zrobił parę rzeczy naprawdę solidnie. Mieszkańcy Vault 111 mogli mieć pewne przewagi, ale ich przygoda w zetknięciu z mutantami i innymi ocalałymi i tak nabiera rumieńców. A starcza na bardzo długo, bo zawsze jest jakaś osada do uratowania. Naszą recenzję znajdziecie tutaj.

    NIER: AUTOMATA

    Androidy śnią o czarnych kieckach i obcisłych ciuchach, przynajmniej w tej niesamowitej japońskiej grze. O NieR: Automata mówiło się sporo, gdy wyszło, że jednej z głównych postaci można zajrzeć pod spódniczkę, ale to tytuł, który ma sporo więcej do zaoferowania… i robi się tylko ciekawszy, gdy przechodzimy go więcej niż raz.

    NieR: Automata zadebiutowało co prawda w ubiegłym roku, ale w ramach czynienia swojej konsoli atrakcyjną Microsoft wreszcie nadrobił zaległości i dogadał się z twórcami, włączając grę do swojej oferty. Jeśli chcecie pogadać o elektronicznych owcach, zobaczyć co naprawdę śni się robotom i przeżyć niemałą przygodę, to tytuł zdecydowanie dla Was. A przy odrobinie szczęścia starczy na cały lipiec i sierpień. Naszą recenzję znajdziecie tutaj.

    SAGA WIEDŹMIŃSKA

    To wariant dla wytrwałych: jeśli nie czujecie się na siłach, by zmierzyć się z całą serią o dość… zmieniającej się jakości, spróbujcie przebić się przez całą dekadę (z kawałkiem). Zanim Geralt dostał swoją własną balię i powtórkę z rozrywki z Ciri przebrnął przez dwie mieszanki dobrych i złych pomysłów, zatytułowane Wiedźmin 1 i 2. Zanim stał się naprawdę dobry, był całkiem, ale to całkiem średni.

    Jak to średni, zapytacie? A no tak – jedynka, która bazowała jeszcze na silniku Aurora (tym od Neverwinter Nights!), miała system walki z rytmem, który mogłaby wyklepywać bujająca się na wahadełku kaczka. Walki z bossami można spokojnie toczyć przy melodii z Benny’ego Hilla, bo potworki i ludzcy wrogowie byli często zbyt głupi, by poradzić sobie z kolumną (a jedno z zadań wprost wymagało ganiania się z potworną księżniczką dookoła sakrofagu przez piętnaście minut), a wszystkie problemy rozwiązywał znak Igni. Jeśli spojrzymy na fabułę, trudno nie zgrzytać zębami, szczególnie w potwornie rozwleczonym i nudnym „epilogu”.

    Dwójka poszła w inną stronę, rzucając nas na dość absurdalny poziom trudności walk, który stawał się lepszy dopiero gdy zrozumieliśmy, że tym razem należy nadużywać znaku Quen. Fabularnie było wyraźnie lepiej, choć to, jak przedstawiono niektóre postaci pozostawia sporo do życzenia… podobnie jak decyzyjność gracza, który więcej niż raz poczuje się ofiarą zrzucanej na głowę ekspozycji, a nie uczestnikiem wydarzeń.

    Nie zmienia to faktu, że trzecia część Wiedźmina (nasza recenzja!) to gigantyczna przygoda i to z tych, do których można swobodnie wracać raz za razem – po dziesiątkach godzin spędzonych z Geraltem i Ciri łatwo jest wrócić do tego świata, by sprawdzić, o ile inaczej może potoczyć się ta bogata, rozwidlająca przygoda. Zawsze czeka nowy romans do zbadania i historia do odkrycia, bo Czerwoni, po dwóch przygodach nie mogących znaleźć odpowiedniego balansu między historią, walką, a zwykłym budowaniem świata, za trzecim razem trafili w dziesiątkę. A zawsze do trzech razy sztuka, prawda?

  • Kup grę Wiedźmin (PC) na Ceneo.pl
  • Autor: Artur Cnotalski