Data publikacji:

5 powodów, dla których warto zagrać w Dark Souls Remastered

Chwalmy słońce. \[T]/

W ubiegłym tygodniu zadebiutował wyczekiwany przez wielu graczy remaster pierwszej odsłony Dark Souls. Osobiście, również z niecierpliwością wypatrywałem, kiedy ostatecznie gra trafi do sprzedaży, ponieważ nie mogłem się doczekać ponownej wizyty w mrocznej i malowniczej krainie Lordran. Jarałem się tym bardziej, ponieważ wcześniej nie było mi dane dotrzeć do napisów końcowych, gdyż lata temu podczas pierwszej próby zaliczenia gry, utknąłem w którymś momencie (bodajże u Smougha i Ornsteina) i nie mogłem ruszyć dalej.

Teraz, za sprawą doświadczenia wyniesionego z innych gier studia From Software (uwielbiam Bloodborne'a), przeszedłem produkcję bez większych problemów, i muszę wam przyznać, że jestem zachwycony tym, co było mi dane przeżyć. Oczywiście, odświeżona wersja nie jest idealna i wbrew pozorom nie wprowadza zbyt wielu zmian względem oryginału, ale i tak jest to tytuł do którego powinno się wrócić. W poniższym tekście przybliżę wam pięć powodów, dla których warto ponownie (lub pierwszy raz) sięgnąć po Dark Souls. Zaczynamy!

Grę do testów dostarczyły firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

POPRAWIONA GRAFIKA

Oryginał zadebiutował w 2011 roku na platformach PlayStation 3 i Xbox 360. Siedem lat w branży gier to szmat czasu, zwłaszcza dla gier From Software, które nigdy nie grzeszyły olśniewającą oprawą wizualną (sporo w tej kwestii zmienił Bloodborne) w dniu premiery. Za pracę nad remasterem odpowiadała polska ekipa QLOC, która odświeżyła tekstury oraz zmodyfikowała sporo innych elementów, m.in. poprawiono oświetlenie i efekty towarzyszące rzucanym czarom. Nie jest to niestety poziom odświeżonego Shadow of the Colossus (recenzja), ale grafika została na tyle dobrze "odrestaurowana", że nawet młodsi gracze przyzwyczajeni do współczesnych standardów, nie powinni zbytnio kręcić nosem.

Projekt świata gry bywa nierówny, ale to akurat wina oryginalnych twórców, a nie osób odpowiedzialnych za remaster. Niektóre lokacje prezentują się średnio, ale za to inne potrafią zachwycić jakością wykonania, jak np. przepiękne Anor Londo. Ogromną robotę odwala rozdzielczość, która została odpowiednio zwiększona. W przypadku PlayStation 4 Pro i Xbox One X otrzymaliśmy skalowane 4K (w standardowych modelach gra działa w 1080p), na Nintendo Switch po zadokowaniu konsoli możemy cieszyć się Full HD, natomiast po przejściu w tryb przenośny, obraz przechodzi w 720p. Jeśli chodzi o komputery osobiste, to rozdzielczość i płynność uzależniona jest wyłącznie posiadanym sprzętem.

PŁYNNIEJSZA ROZGRYWKA

Pierwsze wydanie Dark Souls dostępne na konsolach poprzedniej generacji konsol borykało się z problemem płynności (trochę w tej kwestii pomogło pecetowe Prepare to Die Edition). Według informacji udostępnionych przez producenta, oryginał powinien działać w trzydziestu klatach na sekundę, ale nawet to było poza jego zasięgiem. Obraz często spowalniał i szarpał, co oczywiście nie sprzyjało czerpaniu radości z gry, zwłaszcza, że ta bazowała przede wszystkim na idealnym timingu podczas walk. Najbardziej jednak oberwało się lokacji Blighttown (a raczej, to gracze najbardziej ucierpieli w tym starciu), w której FPSy potrafiły spaść nawet do dziesięciu lub piętnastu na sekundę.

Z tego właśnie względu, lokacja ta stała się najbardziej znienawidzona przez graczy, ponieważ nie tylko szarpała obrazek, ale również była piekielnie wymagająca przez swoją konstrukcję (mostki, przepaście, zatrute strzałki, walka na małej przestrzeni, itp.). W remasterze rozwiązano ten problem całkowicie, dlatego jeśli wcześniej zrezygnowaliście z gry ze względu na jej fatalną optymalizację, to teraz nie macie się już czego obawiać - naprawiono nawet felerne Blighttown. Odświeżone Dark Souls praktycznie we wszystkich wersjach działa w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, jedynie edycja na Nintendo Switch została ograniczona do trzydziestu, ale to akurat jesteśmy w stanie wybaczyć.

ZMIANA W PVP

Dark Souls to niezwykle elastyczna produkcja, z której każdy z graczy może czerpać przyjemności z kompletnie innych jej elementów. Mnie osobiście interesuje przede wszystkim przemierzanie lokacji, odkrywanie ich sekretów, walczenie z napotkanymi przeciwnikami oraz konfrontacje z potężnymi bossami. Inni z kolei lubują się w wielogodzinnym farmieniu ekspa oraz bawieniu się nowymi buildami. Są również osoby, które większość czasu przy soulsach spędzają na bezpośrednim rywalizowaniu z innymi graczami. W remasterze udostępniono także rozszerzenie Artorias of the Abyss, a co za tym idzie, oddano w ręce soulsowiczów arenę, na której możemy się prać po pyskach z innymi użytkownikami (maksymalnie sześciu ludzi podzielonych na dwie drużyny, bądź każdy na każdego).

Istotną nowością jest całkowite zablokowanie dostępu do buteleczek z estusem. Oznacza to, że na arenie od początku musimy dawać z siebie wszystko, z racji tego, że każde otrzymane obrażenia mogą mieć kolosalny wpływ na przebieg rozgrywki. W przypadku standardowej gry, kiedy nasz świat zostanie najechany przez Czerwone Fantomy, ich estusy zostaną ograniczone o połowę, a także zostaje odebrana im możliwość korzystania z innych przedmiotów leczniczych, takich jak Człowieczeńśtwo lub czary. Dzięki temu, pojedynki są krótsze, ale za to bardziej intensywne i emocjonujące. Według mnie, ta zmiana wyszła grze bardzo na plus.

AKTYWNY MULTIPLAYER

Mogłoby się wydawać, że seria Dark Souls nastawiona jest przede wszystkim na rozgrywkę jednoosobową. Moduł sieciowy jest tutaj jednak na tyle rozbudowany, że tak naprawdę granie offline mija się z celem, ponieważ omija nas wtedy masa ciekawych sytuacji, jak chociażby atak innych graczy, bądź wspólne przeczesywanie świata z innymi użytkownikami. Najważniejsze jest to, że obecnie w remaster katuje sporo osób, dlatego w razie problemów z wymagającym bossem, zawsze znajdą się chętni do pomocy. W przypadku odświeżonej edycji wykorzystano kilka rozwiązań znanych z późniejszych odsłon cyklu oraz Bloodborne'a - widać, że firmie QLOC zależało na tym, żeby multiplayer w Dark Souls żył jak najdłużej.

Od teraz, do swojego świata możemy przyzwać aż pięciu innych wojowników (wcześniej było trzech), co znacząco wpływa na styl rozgrywki. Z tak dużą ekipą można bawić się w nieskończoność, próbując nowych taktyk na przeciwnikach lub najzwyczajniej w świecie robić sobie jaja. Żeby tego było mało, w każdej chwili będzie mógł do nas dołączyć znajomek, który dopiero rozpoczyna zabawę z grą i posiada niski poziom postaci. Wtedy jego bohater zostanie odpowiednio skalowany, żeby statystyki postaci oraz posiadanego oręża nie odbiegały od reszty uczestników zabawy. Producent wykorzystał też ciekawą funkcjonalność, wprowadzoną wcześniej w trzeciej odsłonie cyklu. Chodzi mianowicie o zaproszenie innych użytkowników do swojej gry za pomocą specjalnego hasła. Dzięki temu nie musimy kombinować, tylko łączymy się praktycznie bezpośrednio z poziomu menu.

DOSTĘPNOŚĆ NA NOWYCH PLATFORMACH

Możecie uznać "dostępność na nowych platformach" jako głupi argument w tym tekście, ale jest to tak naprawdę najistotniejsza sprawa podczas prac nad remasterem. Odświeżone wersje powstają przede wszystkim dlatego, żeby móc się cieszyć starszymi grami na nowych konsolach lub innych sprzętach do grania. Dotyczy to zwłaszcza osób, które z najróżniejszych powodów nie miały wcześniej styczności z oryginałem. Osobiście, posiadam Dark Souls na PlayStation 3 ale ze względu na przestarzałość oryginału (brzydka grafika, fatalna optymalizacja, martwy multiplayer) nie odczuwałem w ogóle chęci, żeby ponownie wrócić do gry. Natomiast w remasterze na PS4 Pro jestem zakochany i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas będę nabijał kolejne levele i pomagał innych graczom w walce z bossami.

A co najważniejsze, w soulsy w końcu mogą zagrać ludzie, którzy dotychczas lubowali się przede wszystkim w platformach Nintendo. Remaster wydany na Switchu ze względu na ograniczenia sprzętowe prezentuje się najgorszej (mniejsza liczba wyświetlanych klatek na sekundę), ale za to oferuje po raz pierwszy w historii cyklu grę w trybie przenośnym. Przemierzanie Lordran podczas podróży pociągiem? Przecież brzmi to jak plan idealny! Możemy narzekać na zalew remasterów, ale tak naprawdę za ich sprawą wykorzystujemy w pełni potencjał poszczególnych tytułów, czego Dark Souls Remastered jest najlepszym dowodem.

Autor: Łukasz Morawski