Data modyfikacji:

The Last of Us: Part I – recenzja

Pierwsza odsłona The Last of Us zadebiutowała w 2013 roku na PlayStation 3 i do dzisiaj uznawana jest za jedną z lepszych, bardziej angażujących produkcji ubiegłej dekady. Już wtedy można było sądzić, że produkcja jest idealna (średnia 95/100 w serwisie Metacritic), ale okazało się, że Naughty Dog miało inne zdanie na ten temat. Studio zaledwie po roku wydało remaster na PlayStation 4, a następnie doczekaliśmy się remake’u dedykowanego konsoli 9. generacji, który wzbudził sporo kontrowersji. Czy u graczy nadal jest miejsce na ten tytuł? Tego dowiecie się z dalszej części recenzji The Last of Us: Part I na PlayStation 5.
The Last of Us Part I

Czy warto zagrać w The Last of Us: Part I? Recenzja gry

Jeżeli miałbym wskazać moje najważniejsze momenty w historii gracza, to bez wątpienia większość z nich powiązana byłaby z twórczością amerykańskiego studia Naughty Dog. Do dzisiaj doskonale pamiętam sytuację, kiedy u kuzyna zobaczyłem po raz pierwszy grę Crash Bandicoot, która jeszcze bardziej ugruntowała moją miłość do tej formy rozrywki. Potem przyszła kolej na bardzo dobrą serią Jak & Daxter, a następnie producent postanowił zrezygnować z kreskówkowych historii na rzecz czegoś bardziej realistycznego. Tak powstało świetne Uncharted, będące zaledwie preludium do tego, z czym gracze mieli do czynienia w The Last of Us. Grą wybitną, poruszającą, jedną z moich ulubionych.
Do dzisiaj słucham pięknego soundtracku autorstwa Gustava Santaolalli. Jego muzyka doskonale zgrywała się z gameplayem oraz wręcz w perfekcyjny sposób podkreślała wymowę poszczególnych cutscenek, dzięki czemu do dzisiaj są one tak pamiętne. Duża też w tym zasługa reżysera (Neil Druckmann), który wiedział, jak poprowadzić swoich bohater, a także w jakie uderzyć tony, żeby w odpowiedni sposób wpłynąć na emocje odbiorców. Czasami jest szokująco, innym razem nostalgicznie, ale nie brakuje też wzruszeń. The Last of Us to jeden wielki wachlarz emocjonalny, działający równie dobrze w 2013 roku, jak i obecnie. Naughty Dog podczas prac nad remakiem zdecydowało się w żaden sposób nie ingerować w warstwę fabularną, co akurat wyszło grze na dobre.
Głównym celem nowej wersji kultowego The Last of Us było natomiast stworzenie od podstaw oprawy wizualnej, odpowiadającej współczesnym standardom i możliwościom technologicznym PlayStation 5. Mimo wszystko ciężko jest mi o wydaniu z 2022 roku pisać, że jest to pełnoprawny remake, gdyż daleko mu do takiego statusu. Deweloper zdecydował się na dosyć dziwny wariant, z jakim prawdopodobnie nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Tutaj tak naprawdę nowością jest wyłącznie grafika, natomiast reszta zawartości pozostała w niezmienionej formie – studio wykorzystało nawet audio nagrane na potrzeby oryginału.
Na dobrą sprawę w takim podejściu nie byłoby nic kontrowersyjnego, gdyby nie cena premierowa The Last of Us: Part I. Zazwyczaj nie poruszam tego tematu w swoich recenzjach, ponieważ uważam, że nie ma to najmniejszego sensu – koszty produkcji oraz reklamy z roku na rok wzrastają, co siłą rzeczy musi przełożyć się na wzrost ceny produktów AAA. Deweloper zażyczył sobie aż 330 zł za niepełny remake, co wydaje się być nieco abstrakcyjne, zwłaszcza dla osób, które wsparły już firmę, decydując się na zakup pierwowzoru na PS3 i późniejszego remastera. Dla takich osób powinna być przygotowana jakakolwiek zniżka, żeby choć trochę okazać wdzięczność swoim wiernym fanom. Jeśli natomiast jesteście graczami, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z tym tytułem, to cóż… śmiało możecie zapłacić nawet i 400 zł, bo ta gra jest po prostu tego warta!
Choć od premiery pierwszej wersji The Last of Us minęło już prawie dziesięć lat, to jednak historia w dalszym ciągu jest w stanie przykuć do ekranu. Naughty Dog przygotowało ponadczasowy scenariusz, w którym nie zestarzała się nawet linijka tekstu. Finał do dzisiaj rozdziera serce, wywołując jednocześnie radość oraz wściekłość. Jeśli to będzie wasza pierwsza styczność z tym dziełem, to szczerze wam zazdroszczę. Do tego należy również dodać rewelacyjną oprawę wizualną w wersji z 2022 roku, jeszcze bardziej podkreślającą emocje u bohaterów. Producent niemalże do perfekcji opanował mimikę, wyznaczając nowe standardy w branży gier.

Czy warto zagrać w The Last of Us: Part I drugi raz?


Jeśli natomiast macie już za sobą przygodę z oryginałem, to zapewniam was, że i tak warto powrócić do opowieści o Joelu i Ellie. Remake został oparty na silniku graficznym przygotowanym na potrzeby The Last of Us: Part II z 2020 roku. Twórcy jeszcze bardziej podkręcili niektóre elementy, żeby w stu procentach wykorzystać możliwości technologiczne PlayStation 5. Nie dość, że otrzymaliśmy nowiusieńkie modele postaci, to na dodatek producent poprawił wszystkie tekstury, dodał multum nowych elementów oraz poprawił efekty wizualne, cieniowanie, zachowanie cieczy itp.
Jeżeli chcecie zobaczyć, jaki jest przeskok pomiędzy remakiem a remasterem z PS4 (nie mówiąc już nawet o pierwowzorze), to na YouTube znajdziecie pełno porównań grafiki. Dopiero wtedy uświadomicie sobie, jak dużo pracy włożyli twórcy, żeby ich magnum opus było jeszcze bardziej, hmm… magnum. The Last of Us: Part I jest doskonałym przykładem na to, że oprawa wizualna w grach ma znaczenie. Przeogromne! Podczas przemierzania tych samych lokacji, co wcześniej, oraz oglądania identycznych cutscenek, i tak czułem się, jakbym na nowo odkrywał ten tytuł. To niesamowite, jak wprowadzone przez studio zmiany wpłynęły na odbiór tego, co wydawało się nie mieć już przede mną żadnych tajemnic.
Kolejny powód, dla którego warto zainteresować się remakiem, to tzw. ułatwienia dostępu, czyli specjalne opcje przygotowane z myślą o osobach niepełnosprawnych i borykających się z pewnymi dysfunkcjami. Naughty Dog pokazało, że gry wideo nie muszą być ekskluzywne dla osób zdrowych, z idealnie funkcjonującymi kończynami i bez żadnych wad wzroku bądź słuchu. W The Last of Us: Part I wprowadzono tak wiele modyfikatorów rozgrywki, że nie sposób ich tu teraz wszystkich wymienić. Twórcy umożliwili wprowadzenie zmian praktycznie w każdym aspekcie gameplayu, począwszy od poruszania się postacią, poprzez korzystanie z broni, aż po wchodzenie w interakcję z takimi obiektami jak drabiny itp.
Nic nie stoi również na przeszkodzie, żeby dostosować do swoich potrzeb kolory, jakie będą wyświetlane na ekranie, albo zamienić tekst na mowę lub włączyć dodatkową audiodeskrypcję w przerywnikach filmowych. Naughty Dog wyraźnie daje do zrozumienia, że wśród ich odbiorców nie ma miejsca na jakiekolwiek wykluczenia. Podejście tego producenta powinno być przykładem dla innych, żeby stać się standardem w XXI wieku. Zdaję sobie sprawę, że niezależne studia mogą nie mieć wystarczających środków, aby przygotować takie mechaniki, jednakże giganci z branży powinni w tym momencie robić notatki, jak dbać o graczy.
Jak już wcześniej pisałem, The Last of Us: Part I jest dosyć ciężkie do ocenienia, ponieważ zbyt mocno miesza stare elementy z nowymi. Te rzeczy, które jednak zostały dodane przy okazji remake’u są absolutnie fantastyczne! Z ogromną przyjemnością po raz kolejny przeżyłem tę przygodę i z pewnością wrócę do niej jeszcze raz, kiedy produkcja w końcu trafi na komputery osobiste. Pecetowcy, macie na co czekać!

Na czym zagrać w The Last of Us: Part I?

Produkcja na razie dostępna jest wyłącznie na PlayStation 5, lecz w przyszłości gra zostanie także udostępniona na komputerach osobistych.

Premiera The Last of Us: Part I – kiedy?

Edycja na PlayStation 5 trafiła do sprzedaży 2 września 2022 roku. Na ten moment nie znamy jeszcze dokładnej daty premiery The Last of Us na PC, ale prawdopodobnie gra zadebiutuje na komputerach jeszcze w tym roku.

Czy The Last of Us: Part I posiada polską wersję językową?

Tak, remake posiada pełne polskie spolszczenie (dubbing i napisy), które pochodzi z oryginalnej wersji z PlayStation 3.
Grę do testów dostarczyła firma PlayStation Polska, za co serdecznie dziękuję!
Autor kolażu: Łukasz Morawski / screenshot z gry The Last of Us: Part I
Łukasz Morawski
Łukasz Morawski

Magister Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na UMK. Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego, co związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Od najmłodszych lat gra w gry, ogląda filmy i seriale, czyta książki oraz komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.