Data publikacji:

Wrażenia z prezentacji PlayStation VR

Czy warto czekać na premierę urządzenia?

Dzięki uprzejmości polskiego oddziału PlayStation, miałem okazję przetestować gogle wirtualnej rzeczywistości stworzone przez Sony. 2016 to niewątpliwie ważny rok dla tej technologii, która dopiero zaczyna rozwijać skrzydła. Do sprzedaży trafiły już Oculus Rift oraz HTC Vive, jednakże są to sprzęty dedykowane komputerom osobistym. W przypadku tych gogli musimy posiadać naprawdę mocny sprzęt, pozwalający na wyświetlanie płynnego i wyrazistego obrazu. Z kolei, PlayStation VR do działania wymaga wyłącznie konsoli PlayStation 4 i ma kosztować znacznie mniej niż gadżety konkurencji.

Do wirtualnej rzeczywistości cały czas podchodzę sceptycznie, aczkolwiek pokaz Sony całkiem solidnie zmienił moje nastawienie do tej nowinki technologicznej. W niniejszym tekście kompletnie pominę kwestie techniczne, ponieważ na tym temacie skupimy się dopiero, gdy headset trafi do oficjalnej sprzedaży. Zamiast przedstawiania nudnych tabelek, chciałem opisać luźne wrażenia z gier, jakie mogłem przetestować. Zanim jednak do tego dojdę, kilka słów o wygodzie korzystania z gogli.

Generator potu

PlayStation VR na pierwszy rzut oka wygląda niesamowicie masywnie. Na szczęście nie przekłada się to na wagę urządzenia, które nie obciąża zbyt mocno głowy i karku. Z założeniem sprzętu także nie ma żadnego problemu, nawet jeśli nie mamy nikogo do pomocy. Niestety, niektóre produkcje wymagają nieustannego machania czupryną, przez co headset trzeba dosyć mocno zacisnąć, zapobiegając ześlizgnięciu. Z tego powodu dosyć szybko zacząłem odczuwać, że coś mam na głowie, a ucisk momentami był odrobinę irytujący. Poza tym, aby wyregulować ostrość, główną część gogli musimy jak najbardziej przysunąć do twarzy, co nie jest zbyt przyjemne dla nosa.

Dodatkowo, w celu jak najlepszych wrażeń, najlepiej na VR grać z założonymi słuchawkami. Po dziesięciu minutach rozgrywki pot spływał mi z włosów jakbym nagrywał filmik z serii "Ice Bucket Challenge". Oczywiście są to bardzo osobiste odczucia, a powyższe problemy mogą wystąpić wyłącznie u grupki osób. I to właściwie największy problem wszystkich gogli wirtualnej rzeczywistości. Różni ludzie, różnie odbierają bodźce. To co dla jednych bywa wygodne, innym będzie przeszkadzać. To samo dotyczy wyświetlanego w PlayStation VR obrazu. Niektórzy nie doznają z nim problemów, ale z pewnością znajdą się ludzie odczuwający mdłości. Dlatego przed kupnem jakichkolwiek headsetów, warto nie tylko czytać recenzje, ale również spróbować przetestować je osobiście.

Playroom VR i Battlezone - pierwszy zachwyt i pierwsza skucha

Przejdźmy w końcu do dania głównego - gier. Podczas pokazu zaprezentowano siedem stosunkowo różnych produkcji, pokazując, że VR daje radę nie tylko w strzelankach FPP. Pierwszy tytuł, jaki przyszło mi przetestować to Playroom przystosowany do wirtualnej rzeczywistości. Gra zbudowana została z kilku minigierek, ale z racji ograniczonego czasu sprawdziłem tylko dwie. W pierwszej wcielałem się w wielkiego zielonego potwora, a moim zadaniem było niszczenie miasta. Musiałem machać głową na lewo i prawo, aby wyrządzić jak największe szkody. Następnie, ku mojemu zdziwieniu, przeniesiono mnie do świata platformówki. Przy pomocy DualShocka 4 sterowałem małym ludzikiem, którego obserwowałem z góry przy pomocy gogli. Obraz był wyraźny, a liczba wyświetlanych klatek ani razu nie zaliczyła spadku.

Następnie usiadłem za sterami futurystycznego czołgu w grze Battlezone, gdzie większość czynności wykonywałem z przy pomocy joypada. Headset był w tym przypadku wykorzystywany wyłącznie do rozglądania się po okolicy. Produkcja nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia, zwłaszcza, że wyglądała jak słabe demo technologiczne, a nie pełnoprawny tytuł. To jednak był dopiero początek przygody z goglami. Prawdziwa zabawa nastała dopiero gdy doszedłem do stanowiska z The London Heist.

The London Heist - pierwsze prawdziwe emocje

Gra nie zachwyca pod względem oprawy wizualnej. Co więcej, obraz pomimo dobrego ustawienia gogli był miejscami mocno rozmyty, a wszędobylska pikseloza raziła w oczy. Nie zmienia to jednak faktu, iż dzieło Sony było niesamowicie grywalne. W krótkim demie odegrałem rolę pasażera samochodu atakowanego przez uzbrojonych przeciwników. Do obrony miałem Uzi oraz niekończącą się liczbę magazynków. Strzelanie do oponentów za pomocą PlayStation Move było rewelacyjnym doznaniem. Samo przeładowywanie broni dawało frajdę i powiększało uczucie uczestniczenia w prawdziwym pościgu. Z chęcią zagrałbym już w kolejne poziomy, ponieważ na tę chwilę The London Heist to jeden z moich faworytów.

Until Dawn: Rush of Blood - pierwsze wulgaryzmy

Rewelacyjnie zapowiada się także Rush of Blood osadzone w uniwersum Until Dawn. Tyle, że zamiast eksploracji strasznego domu, zostajemy wrzuceni do wagonu kolejki górskiej. Zadanie gracza polega na strzelaniu do wyskakujących co jakiś czas obleśnych przeciwników oraz unikaniu wystających po drodze przeszkód - żeby nie zostać trafionym przez ostrza piły, musimy wychylać się na boki. Kiedy ostry przedmiot był tuż przed moimi oczami, autentycznie odczuwałem dreszcze na całym ciele. Sama gra została utrzymana w konwencji horroru gore, czyli przez prawie cały czas jesteśmy świadkami wielu brutalnych i obrzydliwych scen. Nie ukrywam, iż kilka razy miałem ochotę wrzasnąć ze strachu, co jest chyba dobrą rekomendacją dla horroru.

Bound i Here They Lie - pierwszy rodzimy akcent oraz powrót do świata grozy

Po Rush of Blood przyszła chwila ukojenia. Zapewniło mi je Bound od polskiego Plastic Studios. Podobnie jak w Playroom, tutaj także obserwowaliśmy wydarzenia z lotu ptaka, a joypadem sterowaliśmy ruchami głównej bohaterki. Tytuł zapowiada piękną i artystyczną przygodę, która dzięki technologii wirtualnej rzeczywistości będzie jeszcze bardziej osobistym doświadczeniem. W produkcję będzie można grać również bez gogli VR, a jej premiera została ustalona na sierpień bieżącego roku. Warto zapamiętać ten tytuł, bo może być o nim za jakiś czas głośno.

Żeby nie było zbyt przyjemnie, ponownie wchłonął mnie przerażający świat horroru. W Here They Lie zostajemy rzuceni do opuszczonego metra i niczym w Resident Evil VII powoli eksplorujemy otoczenie. Jedynym narzędziem jakie dzierżymy w dłoni jest latarka, w minimalnym stopniu ratująca gracza przed ogarniającym go mrokiem. Produkcja ogromny nacisk położyła na klimat i psychodelię. Po kilku minutach, z pomocą gogli całkowicie wsiąknąłem w świat gry, co ostatecznie okazało się sporym wyzwaniem dla serducha. Moment, w którym czułem za plecami nadchodzącą postać był przerażający i niesamowicie realistyczny. Zastygły gatunek gier grozy dzięki VR może odżyć na nowo. Szkoda tylko, że przy okazji drastycznie wzrośnie liczba zawałów wśród graczy.

RIGS - pierwsze mdłości

Ostatni przetestowany przeze mnie tytuł to RIGS. W przypadku poprzednich produkcji, momentami miewłem lekkie zawirowania w głowie i chwilowe uczucie mdłości, ale w każdym przypadku niedogodności znikały po kilkunastu sekundach. W ostatnią z gier nie dałem rady grać dłużej niż trzy/cztery minuty. RIGS to dynamiczna strzelanka, gdzie joypadem sterujemy wielkim robotem, a ruchami głowy celujemy w przeciwników. Mój błędnik kompletnie oszalał, przez co miałem wrażenie, że zaraz zwymiotuję na chłopaków odpowiedzialnych za stanowisko z grą. Przyczynił się do tego również kompletnie rozmazany obraz, którego za żadne diabły nie mogłem ustawić. Sony bardzo liczy na ten tytuł (chodzi o multiplayer), ale musi przy nim jeszcze trochę popracować.

Jest nadzieja!

Żałuję, iż podczas pokazu nie mogłem przetestować gier ujawnionych przez japońskiego giganta podczas tegorocznej konferencji na E3. Mimo to, na siedem udostępnionych tytułów, aż pięć przypadło mi do gustu. Niestety, praktycznie każda z produkcji prezentuje średnią oprawę wizualną, ale na szczęście wszystkie gry nadrabiają rozgrywką i klimatem. W PlayStation VR drzemie ogromny potencjał i jeśli Sony tego nie spartoli, możemy być świadkami prawdziwej rewolucji wśród konsol. Technologia wirtualnej rzeczywistości nadal pozostaje dla mnie wielką niewiadomą, ale powoli zaczynam dawać jej spory kredyt zaufania. W tym momencie, pozostaje poczekać do października, kiedy to gogle trafią do oficjalnej sprzedaży. Spróbuję wtedy zagrać w przynajmniej w kilka gier, udostępnionych w dniu premiery urządzenia i wtedy wydać ostateczny wyrok. Warto dodać, że tych tytułów ma być aż pięćdziesiąt.

Za możliwość przetestowania sprzętu dziękujemy polskiemu oddziałowi PlayStation!

Autor: Łukasz Morawski