Data publikacji:

The Elder Scrolls Online – Elsweyr

Bethesda i Zenimax przekonują, że nowy dodatek do The Elder Scrolls Online – Elsweyr – świetnie nadaje się, by rozpocząć przygodę  z istniejącą od pięciu lat grą MMO. Jako kompletny świeżak w sieciowej wersji Pradawnych Zwojów muszę przyznać, że chyba mają rację.

Elsweyr – kraina kotów i smoków

Najnowszy dodatek do The Elder Scrolls Online zabiera nas do ojczyzny jednej z ikonicznych ras Tamriel – Khajitów. Wyprawa do Elsweyr (lub, jak w moim przypadku – początek przygody z TESO) w tej krainie to wypad do odpowiednika dalekiej Azji, z monumentalnymi świątyniami, których architektura przypomina budowle w Indiach, a wygrabione w piasku wzory kojarzą się z buddystami i filmami kung-fu.

Wszystko to jest dla bywalca znacznie bardziej „zachodnich” krain,  znanych z singlowych kampanii w The Elder Scrolls,  ciekawą odmianą i demonstracją tego, jak olbrzymi potencjał ma kreowany od dekad świat Bethesdy.


Realia, w jakich lądujemy,  są dość ciężkie – z jednej strony mieszkańcy Elsweyr, w dużej części kotowaci khajitowie, toczą wojnę o niezależność swojej krainy z ludzkimi najeźdźcami. Z drugiej dokładnie ten trawiony konfliktem kraj za  cel obrały sobie powracające do Tamriel smoki, których,  podczas sieciowej przygody,  spotkamy całą masę – zarówno w fabule,  jak i w formie przewijających się po świecie zagrożeń.

Prawie jak Elder Scrolls dla jednego gracza

The Elder Scrolls Online nie daje zapomnieć, że jest grą sieciową – zdecydowanie bardziej drewniane animacje przeciwników, błędy, takie jak „teleportujący się” wrogowie,  związane z synchronizacją z serwerem i czasowe bonusy doświadczenia oraz kupowane za prawdziwe pieniądze skrzynki nieustannie przypominają, że mamy do czynienia z MMO.
Kiedy jednak zaczynamy wykonywać zadania z naprawdę dobrymi aktorami głosowymi i bardzo solidnie rozbudowanymi liniami fabularnymi, jesteśmy w stanie przymknąć oczy na „sieciowość” tej produkcji i po prostu cieszyć się ładnie wykonaną grą RPG.

Jasne, przebiegając przez świat napotkamy dziesiątki, jeśli nie setki bohaterów tej samej,  co nasza,  historii, będących „tymi jedynymi”, którzy pomagają w wykonaniu wielkiego dzieła, ale jeżeli chcemy to zignorować i skupić się na przygodzie, TESO nie rzuca nam kłód pod nogi. Czasem ktoś pomoże nam ubić potworka lub uratuje nas z kiepskiej sytuacji, gdy zwali nam się na głowę  sfora „mobków”, ale jeżeli chcemy, możemy przemierzać Elsweyr i krainy poza nim samodzielnie.

Są też większe atrakcje, jak wymagający współpracy potężniejsi przeciwnicy, ale kooperacja nie zawsze wymaga znalezienia  drużyny, bo, przynajmniej w nowej startowej krainie, zawsze w okolicy kręcą się gracze zainteresowani zapolowaniem na ten sam cel.


Jedynym, czego nie udało mi się solidnie przetestować,  jest rozgrywka w trybie PvP, która wymaga zaangażowania znacznej ilości czasu, by rozgryźć najlepsze zestawy umiejętności, pozwalające odnosić sukcesy. Kawałki sieciowych potyczek, jakie zdarzyło mi się przetestować dają jednak sporo frajdy i zachęcają do zbadania ich dokładniej w przyszłości.
Ocena The Elder Scrolls Online przez pryzmat samodzielnej rozgrywki może wydawać się dziwna, jednak TESO robi co może, byśmy bawili się dobrze niezależnie od tego, czy chcemy grać z kimś czy sami.

Elsweyr to dodatek wprowadzony na etapie, gdy gra dojrzała już i okrzepła nieco, dopieszczając wiele rozwiązań i gładząc rzeczy, na które kiedyś narzekali fani, a jednocześnie całkiem niezły punkt startu, bo przygoda w krainie khajitów pozwala nam zanurzyć się w świecie gry bez martwienia się o wydarzenia, które nagromadziły się w TESO przez ostatnie lata, dając przyjemną, choć mechanicznie wyraźnie inną od Morrowinda, Obliviona czy Skyrima rozgrywkę.

A obecność smoków… cóż, wszyscy lubimy przecież smoki, nie?

Autor: Artur Cnotalski