Data publikacji:

Robimy czystki w Killing Floor 2, czyli recenzujemy jedną z najbardziej krwawych gier w historii

Ręka, noga, mózg na ścianie... 

Seria Killing Floor nie zadebiutowała jako pełnoprawny tytuł, ale modyfikacja do gry Unreal Tournament 4. Za moda odpowiadała amatorska grupa Shatterline Productions, która dzięki wsparciu ekipy Tripware Interactive mogła wydać swoją produkcję jako samodzielny tytuł. Ich dzieło było ciekawą alternatywą dla mocno grywalnego Left 4 Dead, dlatego przyciągnęło do siebie całe rzesze fanów. Wydawca pierwszej odsłony postanowił po kilku latach powrócić do sprawdzonego pomysłu, dzięki czemu od jakiegoś czasu możemy ponownie stanąć w szranki z niezliczonymi zastępami wrogów.

NIE MA CZASU NA OPOWIEŚCI, PORA ODERWAĆ TROCHĘ KOŃCZYN

W Killing Floor 2 nie oczekujcie rozbudowanej fabuły oraz ciekawie poprowadzonych wątków. Historię dzieła Tripwire Interactive można zamknąć właściwie w jednym zdaniu: medyczna korporacja Horzine Biotech w wyniku mało etycznych eksperymentów powoduje nagły wzrost populacji przerażających Zetów, opanowujących Ziemię. Graczowi oddano do wyboru kilkunastu bohaterów, różniących się od siebie wyłącznie wyglądem i wypowiadanymi podczas rozgrywki kwestiami. Nie oznacza to jednak, że przez całą grę wszyscy korzystają z tych samych umiejętności oraz gadżetów. Przed przystąpieniem do zabawy wybieramy jedną z dziesięciu dostępnych specjalizacji - każda klasa postaci korzysta z innego rodzaju broni, więc warto wcześniej pomyśleć, jaki rodzaj grania najbardziej nam odpowiada. Ponadto, wraz z awansowaniem na kolejne poziomy, odblokowujemy unikatowe umiejętności, zwiększające naszą przydatność podczas walki.

W przeciwieństwie do wcześniej przytaczanego Left 4 Dead, misje w żadnym stopniu nie są fabularyzowane. Oznacza to, że przystępując do meczu, natychmiastowo zostajemy wrzuceni w wir niebezpiecznej walki. Ucierpiał na tym tryb single player, ograniczający się wyłącznie do króciutkiego treningu oraz samotnej rzezi na tych samych mapach co w rozgrywkach wieloosobowych. Warto więc poświęcić wyłącznie uwagę grze sieciowej, ponieważ to ona jest motorem napędowym drugiej odsłony Killing Floor. W trakcie walki towarzyszy nam pięciu innych graczy, z którymi ramię w ramię walczymy z coraz to groźniejszymi falami oponentów. Wrogowie w każdej lokacji są tacy sami, ale jest ich na tyle dużo rodzajów, że strzelanie nieustannie do tych samych facjat nie powinno być problemem. Na dużą pochwałę zasługuje ich design, przypominający maszkary z filmowej serii Hellraiser.

ZED'S DEAD BABY, ZED'S DEAD

Twórcy gry postawili na wysoki poziom trudności - zdecydowanie nie mamy do czynienia z tytułem dla niedzielnych graczy. Nawet na Normalu ukończenie wszystkich fal może być niewykonalne, zwłaszcza, że bossowie są bardzo wytrzymali na obrażenia i potrafią szybko przyczynić się do śmierci wszystkich wojaków. Żeby dotrwać do finału mapy, trzeba nie tylko odpowiednio współpracować z całą ekipą, ale także mądrze zarządzać zarobioną gotówką. Za pieniądze zdobyte ze śmierci Zetów możemy odnowić pancerz, bądź nabyć nowe, jeszcze bardziej śmiercionośne bronie. Warto przemyśleć każdy zakup, ponieważ w trakcie fal nie możemy ponownie skorzystać ze sklepu. Handlarka dostępna bywa wyłącznie pomiędzy kolejnymi hordami przeciwników.

W produkcji udostępniono wyłącznie dwa rodzaje gry - Przetrwanie oraz Przetrwanie VS. Pierwszego już nie trzeba tłumaczyć, dlatego poświęcę chwilę czasu na drugi tryb. W przeciwieństwie do standardowego rodzaju rozgrywki, tym razem użytkownicy podzieleni zostają na dwie drużyny, z czego jedna kontroluje ludzi, a druga większość dostępnych w grze potworów. Niestety, sterowanie Zetami pozostawia wiele do życzenia, ale w ten sposób możemy dokładnie poznać wszystkie ataki maszkar, co może być niezwykle przydatne podczas klasycznego Przetrwania. Szkoda, że lepiej nie dopracowano tego trybu, ponieważ drzemał w nim ogromny potencjał.

NIEOSZLIFOWANY DIAMENT

Rozgrywka w Killing Floor 2 jest rewelacyjna, czego nie można powiedzieć już o oprawie wizualnej. Ta potrafi być naprawdę ładna, ale miewa również o wiele słabsze momenty. Widać to zwłaszcza w wykonaniu map, gdzie do niektórych przyłożono się znacznie mocniej, niż do reszty. Najlepiej obrazuje to uruchomienie najpierw mrocznego i zniszczonego Paryża, a następnie przejście do kanciastej, pozbawionej wyrazu Farmy. Na szczęście, projekty map są całkiem ciekawe, dzięki czemu możemy wybaczyć producentowi kilka potknięć. Dynamiczną rozgrywkę napędza nieustannie mocna, rockowa muzyka, która idealnie pasuje do tego tytułu. Ponadto, w ustawieniach istnieje możliwość włączenia wokalu, co będzie nie lada gratką dla fanów takiej muzyki.

Killing Floor 2 to bardzo przyjemy tytuł, wymagający od graczy stuprocentowej uwagi i maksymalnego skupienia. Potyczki z przeciwnikami są niesłychanie trudne (zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności), ale za to bardzo satysfakcjonujące. Największym minusem dzieła Tripware Interactive jest mała ilość trybów rozgrywki (z czego jeden bywa niezbyt ciekawy), przez co niektórzy mogą dosyć szybko zacząć odczuwać znużenie. Ja mimo to bawiłem się znakomicie i jeszcze niejednokrotnie przystąpię do walki z odrażającymi monstrami. Ktoś musi pomóc umrzeć bossom, prawda?

Grę do testów dostarczyła firma Techland Wydawnictwo, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Łukasz Morawski