Data publikacji:

Bitwa zapowiedzi, czyli Battlefield V versus Call of Duty: Black Ops 4

Walka już się rozpoczęła.

Początek tego roku, to podobnie jak dwa lata wstecz, zapowiedź dwóch kolejnych odsłon bodajże najpopularniejszych marek reprezentujących gatunek FPS. Wiemy już więc co nieco na temat zarówno Battlefielda V oraz Call of Duty: Black Ops 4. Rywalizacja pomiędzy kluczowymi markami Activison oraz Electronic Arts za każdym razem wzbudza bardzo dużo emocji. Ostatnim razem zwyciężył BF, który już w przedbiegach zmiótł Infinite Warfare swoim settingiem.

W tym roku może być już zupełnie inaczej i ciężko wystawić kogoś na jednoznacznie wygranej lub przegranej pozycji. Przynajmniej na ten moment, który – pamiętajmy – wciąż jest bardzo wczesnym stadium całej rywalizacji. Z drugiej jednak strony, materiałów pojawiło się do tej pory całkiem sporo. Można więc wyciągnąć pierwsze konkretne wnioski.

Rzućmy więc okiem, jak to wszystko wygląda na ten moment. Każda z tych produkcji doczekała się już oficjalnych zapowiedzi, a branża jest już bogatsza o materiały zaprezentowane podczas minionego już E3. Tekst dzielę więc na kilka kategorii, gdzie w każdej poświęcę trochę miejsca na każdą z tych dwóch nadchodzących gier. Oczywiście, wszystko tutaj zawarte bazować będzie na tym, czym ze światem podzielili się twórcy. Nie będę więc starał pokazać tym tekstem, która z gier jest lepsza, a jedynie która obecnie prezentuje się lepiej na papierze.

ZAPOWIEDZI

Black Ops 4 doczekał się własnego wydarzenia, na którym twórcy uchylili sporego rąbka tajemnicy w kontekście tej odsłony znanej serii. Co ważniejsze, Treyarch starał się nie zanudzać swoich widzów suchą gadką i zaprezentował sporo materiałów, które teraz znaleźć można na YouTube. Praktycznie każdy pojedynczy tryb został pokazany na mniej lub bardziej konkretnym trailerze, co zdecydowanie trzeba docenić. Całe to wydarzenie, które odbyło się w słonecznym Los Angeles, dało naprawdę spory materiał poglądowy na nadchodzącą odsłonę Call of Duty.

Inną drogą poszło DICE, które na swoim pokazie w Londynie skupiło się na imprezie przegadanej. Bardzo fajnie co prawda wypadł Trevor Noah, komik pochodzący z RPA, który prowadził całą imprezę i potrafił zarówno rozbawić publikę, jak i zadać mniej wygodne pytania twórcom (oczywiście było to wyreżyserowane, ale wciąż na plus). W ogólnym rozrachunku, jedyne co przyszło nam zobaczyć to spora dawka grafik z czasów projektowania Battlefielda V oraz jeden trailer.

Co jednak najgorsze w tym wszystkim, wideo zaprezentowane na pokazie wypadło naprawdę słabo, jeżeli patrzeć na nie w kontekście całej serii. Podobnie został odebrany na przewijającej się tutaj platformie YouTube, gdzie, w momencie w którym piszę ten tekst, materiał ten został obejrzany blisko 10 milionów razy i zebrał 317 tysięcy łapek w górę i aż 408 tysięcy w dół.

ELECTRONIC ENTERTAINMENT EXPO

Pierwszą poważniejszą konferencję miało Electronic Arts, więc na pierwszy ogień w tym pojedynku poszedł Battlefield V. Niestety, w tym przypadku również poskąpiono materiałów, jednak trailer pokazany na tym etapie E3 pozwolił już być nieco spokojniejszym w kontekście potencjalnej przaśności sieciowych starć w tej odsłonie serii.

Produkcja DICE zaznaczyła swoją obecność również na konferencji Microsoftu, na której zobaczyć można było zwiastun jednej z kampanii dla pojedynczego gracza i wybrano tą, o której była mowa jeszcze na imprezie zapowiadającej, czyli przedstawiająca losy norweskiego ruchu oporu. Obydwa materiały były jednak stosunkowo krótkie i tak naprawdę najwięcej w tym momencie możemy zawdzięczać YouTuberom, takim jak chociażby StoneMountain64, którzy nagrali swoje filmy z rozgrywki podczas zamkniętego pokazu.

Jeszcze mniej pokazano w kontekście Call of Duty: Black Ops 4. Produkcja studia Treyarch zawitała wyłącznie na konferencji Sony i pokazano trailer zapowiadający powrót przepustki sezonowej oraz kilku map z poprzedniej odsłony tej podserii oraz takich, które zadebiutują właśnie w tym tytule.

Strzałem w stopę wydaje się odmówienie graczom możliwości pojedynczego zakupu dodatków – w przypadku BO4 albo zdecydujemy się na Season Pass, albo zostaniemy z podstawką. Duży plus trzeba jednak postawić za decyzją bezpłatnego udostępnienie trzeciego Black Opsa dla posiadaczy PlayStation Plus. Wiadomo, że jest to związane z promocją tej następnej części, jednak takiej formie reklamy mówimy zdecydowane „TAK!”.

CO NOWEGO?

Obydwie produkcje miały więc swoje własne imprezy, a także pojawiły się podczas zakończonego już E3. Znane są więc pierwsze nowości, które zawitają w obydwu grach. Rzućmy więc okiem jakimi ścieżkami w tej kwestii postanowiło pójść Treyarch oraz DICE.

Twórcy podserii Black Ops postawili na totalną rewolucję w kontekście całej produkcji. Tym samym zbliżająca się odsłona Call of Duty jako pierwsza w historii całkowicie zrezygnuje z kampanii dla jednego gracza. Jest to ogromne zaskoczenie, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że akurat ten odłam całej serii bardzo duży nacisk kładł na narrację i w moim odczuciu zapewniał najciekawsze doświadczenia w singlu. Co więcej, całkowicie ma zostać przemodelowany system starć sieciowych, któremu na pierwszy rzut oka przypomina Overwatch.

Będzie więc wyraźny podział na postaci, które gwarantować będą odmienny wachlarz umiejętności oraz uzbrojenia. Mało tego – Black Ops 4 zawierał będzie tryb battle royale, w którym na największych mapach w historii całej serii, będzie można pobawić się w walkę do ostatniego żywego. Treyarch zapowiedział już ten tryb drobnym trailerem, który zapowiada obecność pojazdów, a także powrót znanych i lubianych postaci z historii opowiadanych w poprzednich trzech Black Opsach.

DICE stawia natomiast na słowo „rozwój”. Zmieni się więc setting, który pozwoli powrócić do korzeni serii i ponownie rzuci nas na pola bitew z czasów drugiej wojny światowej. Cała reszta zdaje się rozwinięciem myśli, którą twórcy zaprezentowali przy okazji Battlefielda 1. Będzie więc chociażby jeszcze bardziej spektakularne podejście do trybu „Operacji”, które zaprezentuje jeszcze większą skalę, a także rozmaite scenariusze, zależne od przebiegu bitwy.

Co równie istotne, DICE zrezygnuje z płatnych dodatków i cała dodatkowa zawartość, przewidziana dla Battlefielda V, będzie wprowadzana do gry w formie darmowych aktualizacji, które zaoferują między innymi nowe mapy oraz kolejne nacje, które wyruszą na drugo wojenne fronty. Ciekawie brzmi też możliwość samodzielnego personalizowania swoich żołnierzy, jednak akurat tutaj pewne wątpliwości potrafi wzbudzić fakt, że niektóre opcje będą dostępne wyłącznie za prawdziwe pieniądze. Najnowsza odsłona serii tworzonej przez Szwedów również będzie chciała skorzystać na popularności battle royale i zaprezentuje własne podejście do tego gatunku zabawy.

CO MOŻE ZAGRAĆ?

A więc co obiecującego można wywnioskować po materiałach związanych z Battlefieldem V? Jak dla mnie, zdecydowanie najciekawszym elementem mogą okazać się właśnie „Wielkie Operacje”. Już w BF1, tryb Operacji, który starał się odtworzyć kilka etapów bitwy, na dwóch lub trzech mapach, był jedną z najbardziej atrakcyjnych form zabawy.

To co ma się pojawić w kolejnej odsłonie „Pola Bitwy”, ma być całkowitą ewolucją tego pomysłu. Po pierwsze, zabawa podzielona nie będzie już tylko na mapy, ale fikcyjne dni. Przebieg każdego z nich będzie miał bezpośredni wpływ na następny, przez co przewidziane będzie kilka scenariuszy pojedynczej „Operacji”. Co więcej, rozgrywka nie będzie już tylko oparta o „Szturm” w większej skali, gdyż pojawić się ma znacznie więcej kombinacji map oraz trybów zabawy. DICE zapewnia również, że całość będzie znacznie bardziej fabularyzowana i nie będzie objawiać się wyłącznie przerywnikami przed rozpoczęciem rundy.

Co może okazać się najmocniejszym punktem czwartego Black Opsa? Oczywiście zupełnie nowa forma zabawy sieciowej. Już od dawna wiadomo, że Call of Duty potrzebuje nowego silnika i czegoś, co pozwoli poczuć, że tryb multiplayer nie jest po prostu kolejną wariacją zabawy, którą dawno temu zapoczątkował pierwszy Modern Warfare. Black Ops 4 wydaje się być do takiego zabiegu okazją idealną.

Wyraźny podział na postaci, większy nacisk na ich poszczególne umiejętności, bardziej taktyczna forma starć i być może zupełnie nowe tryby rozgrywki – tego oczekiwałbym właśnie od tej odsłony Call of Duty i takie obietnice zdają się składać twórcy. Na ten moment cała ta wizja wzbudza ogromną masę wątpliwości, jednak gdyby zastanowić się dłużej – czy to właśnie nie tego potrzebowała seria, którą na starcie XXI wieku zapoczątkowało Infinity Ward? Myślę, że tak i jest to bardzo odważny krok ze strony Treyarch.

CO ZGRZYTA?

W przypadku Black Ops 4, to zdecydowanie brak trybu dla pojedynczego gracza. Call of Duty zawsze oferowało kampanię. I chociażby ostatnia odsłona serii, opatrzona podtytułem WWII, zaprezentowała naprawdę porządny kawał singlowej zabawy, który potrafił być naprawdę emocjonujący i był po prostu bardzo dobrą opowieścią. A teraz absolutna rezygnacja z tego elementu i to w przypadku podserii CoDa, która bardzo mocno stawiała na fabułę? Coś mi tutaj zdecydowanie nie gra i podejrzewam, że nie tylko mnie.

Jak na ironię, cała ta rewolucja o której pisałem w poprzednim akapicie, również może wypaść kiepsko, jeżeli znów zabraknie polotu i czegoś, co pozwoli poczuć, że następne Call of Duty to powód, aby ponownie dać tej serii szansę. W przeciwnym wypadku, cała marka dalej pozostanie memem, dotyczącym współczesnego rynku gier i niespełnionych obietnic. Tym bardziej, że Treyarch daje też sygnał, że wciąż będzie chciało monetyzować swoją grę i to na jeszcze większą skalę, niż miało to miejsce wcześniej.

W międzyczasie DICE wygląda tak, jakby nie miało jaj i nie mogło się zdecydować, który kierunek obrać w swoich działaniach. Widać to w mechanizmach rozgrywki – z jednej strony będziemy zmuszani, aby pozostać rannym w oczekiwaniu na pomoc medyka oraz otrzymamy możliwość budowania fortyfikacji, a z drugiej strony rzuty na ziemie, które prędzej można by było skojarzyć z Maksem Paynem, niż z bohaterem wojennej opowieści i strzelanie z działka przeciwlotniczego podłączonego pod poruszający się czołg.

Widać to nawet w samym postępowaniu twórców – najpierw wychodzą z sygnałem, że teraz będą „pro gracz”, rezygnując z przepustki Premium, a chwilę potem czytamy wypowiedź jednego z twórców, który rozmawiając o obecności kobiet w grze, mówi odbiorcom, że „jak się nie podoba, to możecie nie kupować”. I oczywiście nie mówię, żeby kobiece postaci usunąć na polecenie fanów, ale można było postąpić w kontekście tego problemu z większą klasą. W ten oto sposób, samo DICE powoduje, że to ich nadchodzącej produkcji można podchodzić z ogromną dozą dystansu, bo nie wiadomo w jaką stronę to wszystko zmierza. Mamy tutaj potencjał zarówno na najlepszego przedstawiciela serii, jak i na tego reprezentującego drugi biegun.

KONKLUZJE

Mimo iż mamy tutaj przedstawicieli dwóch różnych podejść, łączy ich bardzo wiele. Obydwa tytuły wzbudzają ogromne emocje. Jeden, jak i drugi, wzbudza ogromną ilość kontrowersji oraz wątpliwości. Zarówno DICE, jak i Treyarch, mogą zafundować duży powiew świeżości w kontekście swoich kluczowych marek. I jak to niestety w takich przypadkach bywa, Battlefield V oraz Call of Duty: Black Ops 4 mogą okazać się potężnymi klapami, które sprawią, że starcia kolejnych przedstawicieli tych serii nie będą już wzbudzać podniecenia wśród graczy, a jedynie wywoływać będą politowanie.

Co ciekawe, od bardzo dawna nie było też tak, że ten pojedynek był aż tak równy. Nie ma już takiej sytuacji, jak w przypadku rywalizacji Infitnie Warfare i Battlefielda 1, gdy ta pierwsza pozycja przegrała wizerunkowo właściwie w przedbiegach i miało to rzeczywisty wpływ na wyniki sprzedaży. Tak właściwie, można poczuć, że wszystko wyjaśni się dopiero, gdy obydwa tytuły pojawią się na półkach sklepowych i w Internecie będą już recenzje tych produkcji.

Naprawdę ciężko jest mi też powiedzieć kto na ten moment prezentuje się lepiej. Zawsze bliżej było mi do serii od DICE, niż tej wydawanej przez Activision. Sam wielokrotnie śmiałem się z kolejnych przedstawicieli Call of Duty, omijając ich zakup szerokim łukiem. Ale tak naprawdę właśnie teraz mamy do czynienia z najrówniejszym starciem tych dwóch wielkich serii. I co ciekawe, obydwie strony mogą w tej rywalizacji… przegrać.

Bo już za rogiem czają się potentaci na przejęcie miana najbardziej elektryzującego, militarnego shootera na rynku. Wystarczy wspomnieć o World War 3, od naszego rodzimego The Farm 51, które wydaje się być ambitnym projektem, będącym w stanie zaspokoić fanów obydwu serii. Wiadomo, można wątpić w doświadczenie studia albo w jego budżet, który na pewno jest kilkukrotnie mniejszy, niż w przypadku dwóch powyższych tytułów. I jasne, może się okazać, że WW3 nie będzie miało podjazdu do dwóch kolosów. Ale wtedy całą sytuację wykorzysta jeszcze ktoś inny.

Autor: Tomasz Mendyka