Data publikacji:

TOP 10 filmów Marvel Cinematic Universe

Magia, miecze i lasery.

Amerykańskie wydawnictwo znane głównie z komiksów o superbohaterach już od wielu lat próbowało swoich sił w telewizji i na srebrnym ekranie, jednakże nigdy nie osiągnęło takiego sukcesu jak w ostatnich latach. Marvel Cinematic Universe to potężny projekt, w który wpakowano setki milionów dolarów, co potem miało przełożenie na jeszcze większe zarobki. Pierwszy film rozpoczynający to wielkie uniwersum zadebiutował w 2008 roku i od tego czasu do kin zdążyło trafić już szesnaście kolejnych produkcji. To oczywiście nie koniec, ponieważ Disney i Marvel mają już rozplanowane projekty do 2020 roku, dlatego na razie skupmy się na najlepszej piątce dotychczasowych dzieł wchodzących w skład MCU. Zestawienie jest mocno subiektywne, dlatego może nie pokrywać się z waszym prywatnym rankingiem. Zapraszamy do czytania!

10. STRAŻNICY GALAKTYKI VOL. 2

Pierwsza odsłona Strażników Galaktyki była prawdziwą rewolucją dla całego Marvel Cinematic Universe. Twórcy pierwowzoru postanowili pójść za ciosem i przygotować film jeszcze bardziej odjechany i nietuzinkowy. Efekt końcowy nie był już tak dobry, jak za pierwszym razem, ale to i tak nie oznacza, że Vol. 2 jest złym filmem. Wręcz przeciwnie, śledzenie losów tytułowej zgrai popapranych bohaterów dawało niesamowicie dużo frajdy. Ponadto, strzałem w dziesiątkę było obsadzenie Kurta Russela w jednej z ważniejszych ról. Tak charyzmatyczny aktor nie mógł wypaść źle na ekranie, aczkolwiek szkoda, że nie wykorzystano w pełni jego potencjału. Druga odsłona Strażników Galaktyki zapamiętana zostanie również dzięki prawdopodobnie najbardziej wzruszającej scenie w całym uniwersum. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to nie będę spoilerował, ale zapewniam, że w końcówce niejednemu z was zakręci się łezka w oku.

9. CZARNA PANTERA

Kiedy dowiedziałem się, że nad filmową wersją Czarnej Pantery będzie pracował Ryan Coogler, od razu byłem przekonany, że nie wyjdzie z tego lipa. Amerykański reżyser udowodnił w 2015 roku, że potrafi robić porządne kino (Creed: Narodziny Legendy), dlatego istniało duże prawdopodobieństwo, że i tym razem poradzi sobie z powierzonym zadaniem. Tak się stało, i choć jego film może nie był jakiś odkrywczy, to i tak oferował o wiele więcej zabawy niż niejeden konkurencyjny blockbuster. Film wiele zyskał w oczach widzów, ponieważ poruszał aktualne tematy odrzucenia, konfliktu rasowego i pomocy humanitarnej. Jak widać, za pomocą głupiutkiego akcyjniaka można czasami powiedzieć coś wartościowego. Wielkim plusem filmu był również soundtrack, który świetnie podkręcał klimat.

8. SPIDER-MAN: HOMECOMING

Pajączek to mój ulubiony komiksowy superbohater. Za dzieciaka wręcz maniakalnie kolekcjonowałem wszystko, co było związane z tą postacią, począwszy od zeszytów, poprzez zabawki, a na grach kończąc. Na Homecoming czekałem więc z wypiekami na twarzy i w dużej mierze otrzymałem to, czego się spodziewałem. Jasne, film miał może sporo średnio wciągających momentów i nie zawsze porywał scenariuszem, ale co z tego. W końcu mówimy o prawdziwym kinowym wizerunku Spider-Mana na jaki musieliśmy czekać latami. Tom Holland został wręcz stworzony do tej roli, zarówno pod względem wyglądu, umiejętności atletycznych, jak i charyzmy. Na ekranie dobrze oglądało się także Michaela Keatona, który wcielił się w Vulture'a. Co prawda, nie jest to jeden z ciekawszych przeciwników Petera Parkera, ale przynajmniej po raz enty nie musieliśmy oglądać Zielonego Goblina.

7. ANT-MAN

Ant-Man zadebiutował zaraz po średnio udanej drugiej części Avengersów. Produkcja nie tylko była ciekawsza pod względem fabuły (choć ta też nie była tutaj jakaś wyjątkowa), ale również stanowiła ciekawy kontrast dla potężnego widowiska, jakim był Czas Ultrona. Historia Scotta Langa, zawodowego włamywacza, któremu wpadł w łapy wypasiony kostium, była bardzo skromna, wręcz kameralna. Nie mieliśmy do czynienia z przybyszami z kosmosu, agresywnymi sztucznymi inteligencjami lub bogami, tylko z rywalizacją pomiędzy grupką złodziei, a bogatym kolesiem. Ogromne wrażenie robiły natomiast wszystkie sceny, w których Ant-Man korzystał z dobrodziejstw swojego stroju. Oglądanie otaczającego nas świata z perspektywy mrówki wypadło bardzo przekonująco i było zdecydowanie największym atutem filmu. Zaraz obok Paula Rudda odgrywającego główną rolę.

6. DOKTOR STRANGE

Doktor Strange był kolejnym ważnym filmem w Marvel Cinematic Universe, ponieważ na dobre wprowadził do cyklu prawdziwą magię. Co tam ulepszone kombinezony, kosmiczne technologie czy eksperymenty na ludziach... Magiczne peleryny i otwieranie wrót do innych wymiarów, to jest to czego było potrzeba temu uniwersum. Zdolności głównego bohatera oraz jego przeciwników były również pretekstem do zaprezentowania karkołomnych scen akcji, które przy każdym seansie robią na mnie równie duże wrażenie, co w dniu premiery. Bardzo dobrze w roli Doktora Strange'a poradził sobie Benedict Cumberbatch, którego z pewnością znaliście wcześniej z świetnej roli w serialu Sherlock. Szkoda tylko, że tak bardzo skiepszczono rolę Madsa Mikkelsena. Twórcom w ogóle nie udało się wykorzystać talentu duńskiego aktora.

5. KAPITAN AMERYKA: ZIMOWY ŻOŁNIERZ

Pierwsza odsłona przygód Kapitana Ameryki zawiodła widzów z wielu powodów, dlatego do kontynuacji podchodzono z lekkim sceptyzmem. Jakie było zaskoczenie, gdy okazało się, że Zimowy Żołnierz to świetny film sensacyjny z dosyć przyziemną fabułą i ciekawie poprowadzoną intrygą. Disney pokazał, że potrafi tworzyć też zgrabne historie pozbawione mocy bogów czy innych fantastycznych elementów. Zamiast tego, otrzymaliśmy kilka ekscytujących strzelanin, jeszcze lepszych walk na pięści oraz największej roli Samuela L. Jacksona (Nick Fury) w całym kinowym uniwersum Marvela. Na plus filmu zadziałała również kreacja głównego przeciwnika – Zimowy Żołnierz był odpowiednio tajemniczy i posiadał świetnie przemyślany kostium. Zwłaszcza, gdy porównamy go do kiczowatych strojów superbohaterów z innych filmów MCU.

4. STRAŻNICY GALAKTYKI

Dzieło Jamesa Gunna mocno namieszało w całym uniwersum, ponieważ po raz pierwszy przeniosło akcję filmu w odległe zakątki wszechświata. Wcześniej próbowano tego przy Thorze, ale zdecydowanie nie na tak dużą skalę jak w Strażnikach Galaktyki. Produkcja był stuprocentową space operą, która śmiało może konkurować z marką Gwizednych Wojen – tutaj również otrzymaliśmy charyzmatycznych i zróżnicowanych bohaterów, epickie wręcz starcia w kosmosie, różnorodne rasy oraz skoki pomiędzy wieloma atrakcyjnymi planetami. Twórcy nie zapomnieli przy tym o zabawnych dialogach i fenomenalnej ścieżce dźwiękowej, wykorzystującej utwory z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Poza tym, w filmie można zobaczyć Groota, czyli prawdopodobnie jedną z bardziej sympatycznych postaci z całego Marvel Cinematic Universe.

3. AVENGERS

Avengers było filmem stosunkowo bezpiecznym, nie próbującym w żaden sposób bawić się konwencją i wprowadzać nowych zasad. Ot, producenci przygotowali niezbyt skomplikowaną historię o grupce bohaterów, którzy muszą poradzić sobie z najeźdźcami z kosmosu oraz własną dumą i rozbuchanym ego. Dlaczego więc film oceniłem tak wysoko? A no dlatego, że po raz pierwszy w historii kina mogliśmy zobaczyć na jednym ekranie wielu popularnych superbohaterów, którzy za dziecka (i nie tylko) wisieli na plakatach w naszych pokojach. Avengers było spełnieniem marzeń każdego geeka, mogącego dotychczas liczyć co najwyżej na tego typu atrakcje w grach wideo. Walka Thora z Iron-Manem, ucieczka Czarnej Wdowy przed rozwścieczonym Hulkiem, cała drużyna ratująca Nowy Jork przed najeźdźcami… aż ciarki robią się na plecach.

2. THOR: RAGNAROK

Długo zastanawiałem się nad umieszczeniem tego filmu na liście, ale ostatecznie stwierdziłem, że Thor: Rangarok zasługuje na wysokie, drugie miejsce. Powód jest prozaiczny – Marvel w końcu spróbował czegoś nowego z oklepanymi już postaciami, które od lat występują na ekranie. Poprzednie filmy o nordyckim bogu piorunów były – delikatnie mówiąc – średnie, dlatego skok jakościowy w tym przypadku jest zauważalny już od pierwszych minut. Dzieło Waititiego nie było pozbawione wad (jak zresztą każdy film z MCU), ale bawiło od początku do samego końca. Na szczególną uwagę zasługują rewelacyjne efekty wizualne i stylistyka przyjęta w filmie (o dziwo, slapstick pasował tu jak ulał). Wszystko zdawało się być nieco pastelowe, dosyć mocno przerysowane, co idealnie zgrywało się z cudacznymi przygodami Thora i jego nieszczęsnego brata Lokiego. Wizualny majstersztyk.

1. IRON MAN

Wszystko zaczęło się dzięki historii najpopularniejszego megalomana na świecie, czyli Tony’ego Starka. Reżyserii podjął się Jon Favreau, który dotychczas nie miał zbytnio do czynienia z wysokobudżetowymi tytułami. Na szczęście, cała ekipa spisała się na medal, a obsadzenie upadającej gwiazdy (Robert Downey Jr.) w roli głównego bohatera okazało się być strzałem w dziesiątkę. Pierwszy Iron Man nie był filmem niesamowicie efektownym, pełnym wymyślnych scen akcji i dramatycznych ujęć w zwolnionym tempie. Twórcy postawili na stosunkowo spokojną genezę postaci, skupiając się bardziej na charakterze protagonisty, a nie na tym jak rozpierdziela wszystkich wokół siebie. Nie zabrakło oczywiście widowiskowych pojedynków, które w 2008 roku robiły ogromne wrażenie, głównie dzięki świetnie zaprojektowanej zbroi Starka.

Autor: Łukasz Morawski