Data publikacji:

Superhot - recenzja

Polak potrafi.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku. Łódzkie studio Blue Brick z Piotrem Iwanickim na czele przygotowało na potrzeby konkursu 7DFPS prototyp Superhot, który tak bardzo przypadł do gustu graczom, że postanowiono go rozbudować. Kampania na Kickstarterze i dodatkowe umowy biznesowe pozwoliły twórcom rozwinąć skrzydła. Po prawie trzech latach oczekiwania w nasze ręce w końcu trafiła finalna wersja gry, która przerosła najśmielsze oczekiwania.

Ale o co chodzi?

Pierwszego szoku doznałem tuż po uruchomieniu gry. Moim oczom ukazał się interfejs inspirowany leciwym Nortonem Commanderem. Zanim zdążyłem połapać się, o co właściwie chodzi, na ekranie pojawiło się okienko konwersacji z pytaniem od znajomego, czy miałem już okazję zagrać w Superhot. Po krótkich namowach ściągnąłem i odpaliłem plik superhot.exe.

Po chwili znalazłem się w białym pomieszczeniu z czarnym pistoletem w dłoni i upadającą u moich stóp postacią złożoną z tysięcy czerwonych trójkątów. Na ekranie wyświetlił się komunikat: "czas płynie tylko wtedy, kiedy się poruszasz". Pomny na wskazówkę, ruszyłem do przodu. Potem nastąpiła krótka wymiana ognia, a ja zostałem przeniesiony do kolejnej lokacji.

Pewnie nie uwierzycie, ale tak właśnie skonstruowana jest historia opowiedziana w grze - chat, komunikaty na ekranie i całkowicie oderwane od siebie poziomy. Twórcy zręcznie bawią się konceptem wirtualnej rzeczywistości i cienkiej granicy oddzielającej świat realny od cyfrowego. Przez większość czasu czujemy się jak Neo, który dopiero dowiaduje się, że wszystko, co go otacza, nie jest prawdziwe. Ten prosty, ale genialny, sposób narracji nie pozwala oderwać się od gry.

Czas płynie tylko wtedy, kiedy się poruszasz

Cała zabawa sprowadza się do tej jednej nieskomplikowanej zasady. Każdy z 34 krótkich poziomów rzuca nas do niewielkiej sterylnej białej lokacji, w której musimy rozprawić się z grupką czerwonych przeciwników. Kiedy stoimy w miejscu, czas wyraźnie zwalnia, dając nam chwilę na zaplanowanie kolejnego kroku. Mimo to, wcale nie jest łatwo, ponieważ cały czas musimy unikać lecących w naszym kierunku kul i wyobrażać sobie trajektorię naszych własnych pocisków.

Arsenał, którym dysponujemy jest całkiem pokaźny. Oprócz pistoletu, strzelby, karabinu, kija baseballowego i katany, w walce możemy wykorzystać każdy przedmiot koloru czarnego. Taka na przykład kula bilardowa, ciśnięta w przeciwnika, sprawi, że wytrącimy mu z ręki broń. Jeżeli znajdujemy się wystarczająco blisko, możemy ją przechwycić i wycelować w kolejnego wroga. Kiedy skończy się nam amunicja, rzucamy spluwą w adwersarza i powtarzamy operację.

Kiedy położymy trupem ostatniego przeciwnika, całość puszczona zostaje w normalnym tempie. Zwykle strzelanina trwa góra kilkanaście sekund. Najbardziej widowiskowe akcje można zapisać i umieścić na dedykowanej stronie internetowej Killstagram. Niestety, w chwili pisania tych słów witryna nie była jeszcze w pełni funkcjonalna.

Mniej znaczy więcej

"Minimalizm" to słowo, którym można opisać dosłownie każdy aspekt Superhot, od zasad rządzących rozgrywką po oprawę audiowizualną. W żaden sposób nie szkodzi to jednak grze. Specyficzny styl graficzny buduje wyjątkową atmosferę. Wierzcie mi lub nie, ale uczucie towarzyszące widokowi przeciwników rozpryskujących się na tysiące drobnych trójkątów, trudno porównać z czymkolwiek, co do tej pory widzieliśmy w grach.

Nie mniej oszczędna od strony wizualnej, ale równie wyrazista i sugestywna, jest oprawa dźwiękowa. Przez większość zabawy towarzyszy nam cisza, którą przerywają wyłącznie dźwięki wystrzałów i tłuczonego szkła. Prosty zabieg, który doskonale buduje klimat.

To nie wszystko

Przebrnięcie przez wszystkie poziomy zajęło mi zaledwie dwie godziny. Wydaje się, że to śmiesznie mało jak na tytuł, który kosztuje ponad 60 złotych. Na szczęście, koniec gry nie oznacza wcale końca zabawy. Po przejściu całości odblokowują się specjalne wyzwania, jak również tryb nieskończoności, w którym - jak sama nazwa wskazuje - wrogowie nigdy się nie kończą.

W menu znajdziemy również sporo różnych dodatków, takich jak na przykład grafiki koncepcyjne, małe aplikacje, a nawet gry. O wyrafinowanym poczuciu humoru najdobitniej świadczy fakt, że wszystkie wyglądają jak żywcem wzięte z minionej epoki. Warto wspomnieć także o tym, że Superhot  zapewni wsparcie dla platform VR, co dodatkowo urozmaici zabawę.

Czapki z głów

Superhot stanowi dowód na to, że posiadając skromne środki da się stworzyć rzecz nowatorską i naprawdę dobrą, która bez obaw może stawać w szranki z zagraniczną konkurencją. Moje zdanie już znacie, jeżeli jednak nie jesteście jeszcze do końca przekonani, zachęcam do odwiedzenia Killstagrama i przekonania się na własne oczy, czy Superhot rzeczywiście wart jest uwagi.

Autor: Dawid Sych