Data publikacji:

Na ten tytuł czekali wyznawcy Cthulhu. Recenzja gry Stygian: Reign of the Old Ones

Twórczość H. P. Lovecrafta była i wciąż jest inspiracją dla niezliczonych dzieł kultury popularnej, a wśród nich książek, filmów, utworów muzycznych, planszówek, komiksów czy gier wideo. W tym ostatnim medium tytułów wartych uwagi jest kilka, ale mało który potrafi przyprawić o szybsze bicie serca. Stygian: Reign of the Old Ones od tureckiego studia Cultic Games ma szansę zmienić ten stan rzeczy.

stygian: reign of the old ones

Stygian: Reign of the Old Ones – koniec świata według Lovecrafta

Dzieła ojca niewypowiedzianej grozy krążą wokół tematu nieuchronnej katastrofy i końca ludzkości. W Stygian: Reign of the Old Ones ten najbardziej mroczny ze scenariuszy się dokonał.

Arkham wyrwane zostało z naszego wymiaru i w tajemniczy sposób przeniesione do domeny starszych bogów. Miastem rządzą mroczne siły, przestępcy i fanatycy religijni. Z kolei zwykli mieszkańcy żyją w ciągłym strachu. Każdy robi, co tylko może, aby przeżyć kolejny dzień.

Jak mówią sami twórcy, w Stygian nie ratujecie świata, gdyż ten jest już stracony, ale próbujecie przeżyć i osiągnąć własne cele. Jakie one będą? To już zależy od was!

Do tej pory gracze raczej zgodni byli co do tego, że jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą grą wideo na motywach twórczości H. P. Lovecrafta był Bloodborne (zobacz: Bloodbrone recenzja) od studia From Software. Myślę, że z premierą Stygian: Reign of the Old Ones będą musieli zweryfikować tę opinię.

Dzieło Cultic Games przesiąknięte jest niewypowiedzianą grozą, z której słynął ekscentryczny pisarz, jak również postaciami i przedmiotami, jakie znamy z kart opowiadań. Przewijają się tutaj motywy m.in. z „Obcego”, „Muzyki Ericha Zanna”, „Koloru z innego wszechświata” i wielu, wielu innych. Nihilistyczna atmosfera gry przywodzi na myśl kultowe Planescape Torment (zobacz: RetrON: Planescape Torment - Powrót do Miasta Drzwi ).

Powiem więcej, to najbardziej „tormentowy” tytuł, w jaki grałem od dwudziestu lat. Nawet Tides of Numenera nie mógł pochwalić się tak sugestywnym i mrocznym klimatem. Desperacja, strach i szaleństwo grają w Stygian: Reign of the Old Ones pierwsze skrzypce.

Fabuła wciąga od pierwszej sekundy i nie puszcza do samego końca. Niezmiernie ucieszyło mnie to, że Stygian nie prowadzi gracza za rączkę i często zmusza do główkowania. Zadania nie ograniczają się do pójścia z punktu A do punktu B i zdobycia jakiegoś przedmiotu, ale cechują się dużą liczbą wątków i rozgałęzień. Dzięki temu Stygian jest jak dobra książka.

Świetnie prezentują się też postaci poboczne, które mogą dołączyć do naszej drużyny. Są to m.in. zmartwychwstały żołnierz z frontu Wielkiej Wojny dotknięty amnezją czy znany z kart wyżej wspomnianego opowiadania Obcy. Dodajcie do tego najemników, którzy podążają za bohaterem pod warunkiem, że ten płaci im regularny żołd w papierosach. Tak jest! Wzrok was nie myli: fajki to uniwersalna waluta w post-apokaliptycznym świecie Stygian.

Walka o przetrwanie w Stygian: Reign of the Old Ones

Przed rozpoczęciem rozgrywki, jak na klasycznego erpega przystało (zobacz: najlepsze gry RPG), tworzymy swojego bohatera lub bohaterkę. Możemy wybrać płeć, jeden z ośmiu archetypów, a wśród nich naukowca, detektywa, a nawet kultystę. Nic też nie stoi na przeszkodzie ku temu, aby stworzyć postać od podstaw.

Ciekawym rozwiązaniem było wprowadzenie zmiennej, jaką jest wiek. Starsi bohaterowie będą posiadali większą wiedzę, ale będą też mniej wytrzymali. Z kolei młodszych cechuje większa tężyzna fizyczna, ale też mnie rozwinięte umiejętności. Następnie decydujemy o poglądach naszej postaci (nihilista, humanista, ezoteryk etc.) i voilà! Mamy bohatera z krwi i kości.

Nasza postać zdobywa kolejne poziomy doświadczenia, a wraz z nimi rozwija swoje umiejętności i zdobywa różne perki. Poza klasycznymi poziomami doświadczenia w Stygian obecne są też poziomy trwogi, na które wpływają liczne przerażające doświadczenia naszego bohatera, w tym także walka. Razem z nimi postać otrzymuje różne negatywne perki. Genialne w swojej prostocie rozwiązanie, które dodatkowo doskonale wpisuje się w klimat rozgrywki!

Nieodłącznym elementem zabawy, zgodnie ze współczesnymi trendami, jest przetrwanie. Nasi bohaterowie muszą nie tylko jeść i spać, aby głód i zmęczenie nie miały zgubnego wpływu na ich statystyki, ale także dbać o swoje zdrowie psychiczne. Odpoczynek, czytanie książek i toniki uspokajające podnoszą poziom poczytalności.

Na wspomniane toniki, podobnie zresztą jak na inne używki, takie jak alkohol czy narkotyki, należy uważać szczególnie, ponieważ powodują uzależnienie. W Stygian nie zabrakło też systemu rzemiosła, z którego najbardziej skorzystają postaci nastawione na naukę i survival.

A jak prezentują się potyczki? Te ukazane zostały na modłę klasycznych odsłon Heroes of Might & Magic, czyli w turach, z widokiem z boku i na mapie podzielonej na heksy. Każdy, kto grał w „Hirołsy”, doskonale wie, jak wiele satysfakcji i przyjemności z rozgrywki może dawać ten system. Nie inaczej jest w Stygian.

Tym, co jednak wyróżnia walkę w dziele Cultic Games na tle innych tytułów, jest magia, która może być równie niebezpieczna dla wroga, co dla postaci rzucającej zaklęcie. Stygian oferuje przyzwoitą głębię mechanik walki. Przeciwnika można atakować z bliska, z dystansu i zza osłony. Cios w plecy zadaje więcej obrażeń niż frontalny atak, a różnego rodzaju efekty ciosów specjalnych mogą prędko przechylić szalę zwycięstwa na naszą lub przeciwnika stronę.

Niewypowiedziana groza Stygian: Reign of the Old Ones

Stygian: Reign of the Old Ones błyszczy też pod względem oprawy audiowizualnej. Dwuwymiarowe, ręcznie rysowane tła oraz postaci prezentują się świetnie i muszę przyznać, że robią na mnie o wiele lepsze wrażenie niż realizm, na który postawili twórcy Call of Cthulhu czy The Sinking City.

Ścieżka dźwiękowa stanowi dopełnienie warstwy wizualnej i wraz z nią buduje ciężki i mroczny klimat gry. W kontekście tego, co pisałem powyżej, wielka szkoda, że nie skomponował jej Mark Morgan, twórca muzyki do Planescape: Torment, Falloutów 1 i 2, Wastelanda 2 oraz Torment: Tides of Numenera.

Niestety, nie obyło się bez drobnych błędów. Wersja przedpremierowa borykała się z problemami z interfejsem, który często nie reagował na wydawane polecenia, grze zdarzało się też zawiesić.

Mam również niewielkie zastrzeżenia do systemu save'ów. Stan gry zapisuje się automatycznie przy opuszczeniu obszaru, co w grze nastawionej na survival rzeczywiście ma sens. Niestety, zdarzyło mi się wpaść nieprzygotowanym w większą lokację, w której prawie utknąłem (na śmierć) z powodu nadpisanych stanów gry.

Zew Cthulhu

Stygian: Reign of the Old Ones to godny pozazdroszczenia debiut studia Cultic Games. Myślę, że to nie tylko najlepszy tytuł inspirowany twórczością H. P. Lovecrafta, w jaki grałem, ale także bardzo dobry RPG, który garściami czerpie z klasyków gatunku, z Planescape: Torment na czele.

Twórcom zdarzyło się kilka drobnych potknięć, ale nie wpłynęły one szczególnie na mój odbiór produkcji. Świetna historia, klimatyczna warstwa wizualna i sugestywna ścieżka dźwiękowa budują ciężki i mroczny klimat gry, o którym nieprędko zapomnicie. Polecam!

Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn.

Grę do testów dostarczyła firma 1C Publishing, za co serdecznie dziękujemy!

Autor: Dawid Sych