Data publikacji:

Operation: Red Veil - recenzja

Już wkrótce na półkach sklepowych zagości nowy zestaw startowy do Infinity. Czy jest wart uwagi? Czytajcie dalej.

Operation: Red Veil to jeszcze pachnąca farbą drukarską nowość od hiszpańskiego Corvus Belli. Jest to pudełko startowe zawierające modele dla dwóch frakcji, zestaw kartonowych terenów, kostki oraz skróconą wersję zasad gry wraz z pięcioma misjami, które mają być wprowadzeniem w zawiłe zasady rządzące tym figurkowym bitewniakiem. Miałem już okazję przedstawić Wam podręcznik podstawowy oraz pierwszy dodatek. Teraz przyszła kolej na zestaw zatytułowany Red Veil.

Horyzont zdarzeń

Tytułowa operacja to jedna z wielu tajnych misji, o których opowiada rozgrywka w Infinity. Szybkie przejęcia danych ze ściśle strzeżonych ośrodków, porwania ważnych dyrektorów międzynarodowych korporacji, sabotaże i wystrzelone tony ołowiu to chleb powszedni dla naszych dzielnych żołnierzy. W przypadku Red Veil nie jest inaczej. Fabuła opowiada o grupie operacyjnej Haqqislamu, którzy mają zdobyć pewne informacje obciążające Yu Jing. Zapytacie pewnie kto jest kto. W dużym skrócie - Haqqislam to frakcja oparta o humanistyczne wzorce islamu, jakimi ten kierował się w swoim złotym wieku, pełna najlepszych lekarzy oraz bioinżynierii, zaś Yu Jing to wschodnioazjatycki moloch, kierowany przez Partię, a sądzony przez Imperatora.

W ramach pudełka otrzymujemy książkę (w języku angielskim oraz hiszpańskim, a w Polsce - także po polsku), w której opisano wydarzenia które doprowadziły do zainicjowania tytułowej misji. W formie pięciu krótkich misji stopniowo zapoznamy się z podstawowymi zasadami gry oraz możliwościami poszczególnych jednostek. Ponadto na kartach książki zamieszczono krótkie wprowadzenie do pozostałych frakcji występujących w uniwersum Infinity, a także poradnik malarski. Wszystko jest jasno wyłożone, jakość druku i skład stoją tu na zdecydowanie wyższym poziomie, niż w wypadku pierwszego rozszerzenia, czyli Human Sphere.

Oprócz skróconego podręcznika dostajemy też zestaw kartonowej scenerii. Ma on odzwierciedlać pokład kosmicznego domu handlowego będącego własnością Yu Jingu - Neon Lotus. Zawiera on cztery większe budynki i sześć mniejszych oraz dwie kładki do połączenia budynków oraz niewielki plakat-matę mającą reprezentować podłoże nieco ciekawsze niż goły blat stołu, czy dywan. O ile tereny są bardzo starannie zaprojektowane i łatwe do złożenia, to mata lepiej sprawdzi się jako plakat, gdyż jest wydrukowana na dość cienkim papierze. Duży plus dla projektantów, gdyż makiety są dość stabilne mimo cienkiego kartonu, z jakiego zostały wykonane i wytrzymają nawet najcięższe modele z zestawu.

Dramatis personae

W zestawie znajduje się łącznie 14 figurek, a jeśli udało się Wam go zakupić w przedsprzedaży, otrzymacie dodatkowo jeszcze jedną, którą można wykorzystać w ostatniej misji. Są one równo podzielone między obie frakcje, tak aby siły były zbalansowane, a jednocześnie nie identyczne. Obie frakcje otrzymały trzy wzory podstawowych piechociarzy i jest to jedyne podobieństwo. Prócz tego Yu Jing wysyła do boju m.in. nindżę, wyposażoną w ultranowoczesny łuk oraz odzianego w pancerz wspomagany i uzbrojonego w karabin maszynowy Hsiena. Haqqislam nie jest gorszy i wystawia np. opancerzonego i uzbrojonego po zęby Al Fassida, czy panią snajper, rekrutowaną spośród pustynnych plemion Tuaregów.

Modele, jak przystało na Corvus Belli, zostały odlane w tzw. "białym metalu" i otrzymujemy je zapakowane w strunowe woreczki pełne części do samodzielnego sklejenia i pomalowania. Wzory są świetne! Widać, że projektanci nauczyli się już rzeźbić komputerowo dynamiczne, pełne gracji modele. Od ciężkiego Al Fassida aż bije potęga, a Hsien widać, że kulom się nie kłania. Właściwie to wcale nie musi. Figurki nie miały większych śladów po formie odlewniczej, a sklejanie większości z nich przebiegło bez problemów. Właściwie tylko dwie z nich są problematyczne - brodaty Haqqislamita oraz pani Tuareg. O ile pierwszego z nich udało mi się złożyć, choć z problemami, to pani snajper wciąż czeka na swoją kolej.

A zatem?

Na początku tej recenzji zapytałem czy warto zainwestować w Red Veil? Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z grami bitewnymi, a estetyka modeli w zestawie trafiła w Twoje gusta - nie ma sensu dłużej się zastanawiać. Cena zestawu jest niewygórowana, szczególnie, że otrzymujesz jednostki do dwóch frakcji. Nawet jeśli nie zamierzasz rozwijać dalej tych armii, zestaw startowy można potraktować jako zamkniętą całość i dość niecodzienną grę planszową głównie dzięki dołączonym misjom. Jeżeli jednak grasz już w Infinity, a zawsze chciałeś zacząć kolekcjonować którąś z frakcji obecnych w Red Veil, to lepiej nie czytaj dalej tylko znajdź kupca na połowę zestawu i leć na zakupy!

Autor: Paweł Samborski