Data publikacji:

Halo 5: Guardians - recenzja

Master Chief powraca w świetnej formie.

Zespół 343 Industries kazał nam czekać prawie trzy lata na kontynuację Halo 4. Poprzednia odsłona kultowej serii została ciepło przyjęta zarówno przez recenzentów, jak i fanów, dlatego wszyscy z niecierpliwością oczekiwali "piątki". Czy było warto? Odpowiedź mieści się w jednym słowie: TAK!

Po dwóch stronach barykady

Nie wnikając w szczegóły, historia opowiedziana w Halo 5: Guardians rozpoczyna się, kiedy Master Chief odmawia wykonania rozkazu i wyrusza z własną misją. UNSC wysyła za nim drużynę Ozyrys kierowaną przez Jamesona Locke'a, której zadaniem jest sprowadzenie Johna-117 z powrotem.

Wydarzenia, na wzór Halo 2, oglądamy z dwóch perspektyw. Szkoda tylko, że studio 343 Industries nie zadbało przy tym o zachowanie niezbędnej równowagi. W efekcie zdecydowana większość misji rozgrywana jest z punktu widzenia Spartanina Locke'a i zespołu uderzeniowego Ozyrys.

Zamiarem twórców było zapewne spojrzenie na Master Chiefa oczyma innych uczestników wydarzeń. Nie wzięli chyba jednak pod uwagę tego, że perspektywa głównego bohatera jest równie ważna. Mimo to fabuła, chociaż nieco zagmatwana, nadal stanowi jeden z największych atutów gry.

Trochę zawiedzione mogą poczuć się osoby, które śledziły na bieżąco materiały promocyjne budujące hype wokół tytułu. Historia opowiedziana w grze odbiega wyraźnie od tej, którą pokazywały zwiastuny. Reszta nie powinna mieć powodów do narzekań.

W kupie raźniej

Halo 5: Guardians to pierwsza odsłona serii, w której - z powodu ograniczeń technicznych sprzętu - nie zaimplementowano lokalnej kooperacji. Jednocześnie jest częścią najbardziej nastawioną na współpracę pomiędzy graczami. Wbrew pozorom nie jest to żaden paradoks.

Po pierwsze, poziomy są większe i znacznie bardziej rozbudowane, co pozwala składającej się z czterech osób drużynie na rozwinięcie skrzydeł i stosowanie zróżnicowanej taktyki. Po drugie, potyczki z bossami zaprojektowane zostały z myślą o skoordynowanych działaniach.

Utrudnia to nieco rozgrywkę w pojedynkę, ale na szczęście zespołowi można wydawać proste polecenia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby kazać drużynie przemieścić się na wybraną pozycję, atakować konkretnego wroga, zasiąść za sterami pojazdu czy leczyć poległego towarzysza broni.

Każdy na każdego

Multiplayer podzielony został na Arenę i Strefę Wojny. Pierwsza składa się z garści klasycznych trybów przeznaczonych dla maksymalnie ośmiu graczy. Druga daje możliwość wzięcia udziału w epickich potyczkach dwóch dwunastoosobowych zespołów toczących się na dużych mapach.

Rozgrywkę w Strefie Wojny urozmaicają oddziały Przymierza i Prometean sterowane przez sztuczną inteligencję, jak również konieczność nieustannej walki o przejęcie wrogich baz. Co pewien czas na mapie pojawiają się bossowie, których zabicie jest dodatkowo nagradzane.

Największym novum są rekwizycje. Za aktywność na polu bitwy otrzymujemy punkty REQ. Kupujemy za nie paczki z kartami zawierającymi animacje zabójstw, postawy bojowe, uzbrojenie, pojazdy czy różne bonusy. Przedmioty można podzielić na kosmetyczne, stałe i jednorazowe.

Aby nie zaburzyć balansu rozgrywki, w trybach Areny można używać jedynie kart pozwalających na personalizację postaci i dających określone bonusy. Wszystkie dostępne są dopiero w Strefie Wojny, w której zdobywamy poziomy REQ, a następnie wymieniamy je na lepsze wyposażenie.

Skoro już mowa o trybie multi, nie można nie wspomnieć o zmodyfikowanej mechanice ruchu. Spartanin może podciągać się na krawędzi, szarżować na wrogów czy wykonywać śmiercionośne uderzenie z powietrza. Wpływa to wyraźnie na dynamikę rozgrywki i daje sporo frajdy.

Jeżeli chodzi o arsenał, to raczej nikt nie powinien narzekać. Do dyspozycji graczy oddano broń i pojazdy wszystkich trzech frakcji obecnych w Halo 5: Guardians, dlatego każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie zdziwcie się - twórcy przeprojektowali odpowiednio część wyposażenia.

Feeria barw

Zespołowi 343 Industries zależało na tym, aby Halo 5: Guardians wyświetlane było w 60 klatkach na sekundę, dlatego - dla zwiększenia wydajności - rozdzielczość zmienia się w locie od 1152 x 810 przez 1168 x 810, 1440 x 840, 1344 x 972 do maksymalnie 1536 x 1080 pikseli.

Mimo że twórcom nie udało się osiągnąć stałej rozdzielczości Full HD, oprawa graficzna robi niesamowite wrażenie. Pochwały należą się 343 Industries przede wszystkim za dbałość o detale (zachwycające tła), jak również samą stylistykę kładącą nacisk na żywe barwy.

Również udźwiękowienie stoi na bardzo wysokim poziomie. Ścieżka dźwiękowa to jak zwykle majstersztyk. Stanowcze "nie" mówię natomiast dubbingowi. Chociaż nie najgorszy, uważam, że powinno się pozostać przy lokalizacji kinowej. Nikt nie zastąpi oryginalnych Cortany i Chiefa.

U szczytu formy

Halo 5: Guardians pokazuje, że 343 Industries to godni następcy Bungie. Najnowsza odsłona popularnej serii może być dla trylogii Reclaimer tym samym czym Halo 2 było dla oryginału. Mam tu na myśli nie tylko kooperacyjną kampanię, ale także tryb wieloosobowy.

Świetna oprawa audiowizualna, usprawniona mechanika ruchu, zbalansowany multiplayer i przeprojektowany tryb kooperacji to najmocniejsze argumenty za tym, aby zainteresować się Halo 5: Guardians. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, nadszedł najwyższy czas!

Autor: Dawid Sych