Data publikacji:

Godzilla II: Król potworów. Król absurdu i rozwałki. Recenzja filmu

Dziewięć lat temu Amerykanie po raz drugi spróbowali przełożyć Godzillę na swoją modłę. Gareth Edwards zdecydowanie lepiej poradził sobie, niż lata temu Roland Emmerich, ale i tak nie mogliśmy mówić o wielkim sukcesie artystycznym. Filmowi zarzucano to, że za bardzo skupił się na nudnych wątkach ludzkich, a za mało czasu poświęcił na prezentowanie potężnego, starożytnego gada. Jeżeli należycie więc do osób, które wymęczył seans pierwszej części, to zapomnijcie, że na „Godzilla II: Król potworów” będziecie bawić się lepiej.

Godzilla: Król absurdu

Za kontynuację odpowiada Michael Dougherty, który powtarza praktycznie wszystkie błędy swojego kolegi po fachu. Część z nich nawet jeszcze bardziej pogłębia, ponieważ dodaje znacznie więcej ludzkich bohaterów i absurdalnych rozwiązań fabularnych.

Według mnie, filmy o Godzilli jak najbardziej powinny pokazywać zależności pomiędzy istotami rozumnymi, a potworami (tylko do której grupy przypisać człowieka?). W końcu, tak naprawdę o to rozchodzi się cała awantura. Podoba mi się motyw, w którym człowiek jest nic nieznaczącym robakiem dla monstrualnego jaszczura. Nie jesteśmy jego wrogami, ani przyjaciółmi, tylko istotami koegzystującymi na tej samej planecie.

Gdyby reżyser ograniczył rolę homo sapiens do próby poradzenia sobie z zagrożeniem, to film zdecydowanie bardzo by na tym zyskał. Wprowadzenie mdłego wątku rodzinnego, tajnych organizacji, ekoterrorystów i innych banialuków, zdecydowanie nie wpłynęło na jakość opowieści.

Główny motyw fabularny byłem jednak jeszcze w stanie kupić, gdyż w jakiś tam sposób tłumaczył, dlaczego wielkie bestie postanowiły przejąć kontrolę nad światem. Właściwie wszystko, co było związane z monstrami wypadło na plus.
Szkoda tylko, że nawet najlepsze momenty były przerywane absurdalnymi scenami z udziałem Jedenastki ze „Stranger Things” i Kylem Chandlerem, który dzięki zmarszczonym brwiom podporządkowywał sobie wojskowych generałów i rezolutnych naukowców. Ci ostatni prawdopodobnie zaliczyli wyłącznie jakieś darmowe kursy przez Internet, bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć ich głupotę.

Godzilla: Król rozwałki

No dobra, trochę ponarzekałem, pomarudziłem, ale wiecie co? Kocham ten film, bez względu na masę niepotrzebnych scen, nudnych bohaterów i naukowo-filozoficzne bzdury otumaniające mój umysł.

„Godzilla II: Król potworów” kupił mnie całkowicie świetnie wyreżyserowanymi scenami akcji z udziałem bestii. Nawet fragmenty walki monstrów z ludźmi wypadły rewelacyjnie.

Podziwianie tego festiwalu zniszczenia było doznaniem niezwykle przyjemnym. W pewnym momencie czułem, że połączenie obrazu i dźwięku wcisnęło mnie tak bardzo w fotel, że aż prawie zapomniałem oddychać.
Film jest przepiękny wizualnie. Część kadrów spokojnie mogłaby zawisnąć w galeriach sztuki, żebyśmy rozpływali się nad nimi, niczym nad „portretem damy z gronostajem”. Tyle, że zamiast obleśnego gryzonia mielibyśmy obrazy przedstawiające majestatyczne bestie w magicznym tańcu nienawiści.

Każdy cios wymierzony w stronę Godzilli był bolesny dla widza. Każde kłapnięcie dziobem przyprawiało o gęsią skórkę. Już dawno nie widziałem tak dobrze zrealizowanych pojedynków.

Dzieło Dougherty’ego polecam obejrzeć przede wszystkim w kinie, żeby w pełni poczuć jego moc. Wizualne fajerwerki zostały dodatkowo doprawione świetną muzyką Beara McCreary’ego, którego możecie m.in. znać z gry God of War lub serialu „Piraci”.

Czy warto obejrzeć film „Godzilla II: Król potworów”.

Jak już wcześniej pisałem, Godzilla z 2019 roku jest filmem pełnym sprzeczności. Z jednej strony produkcja została wypełniona bolesnym bełkotem, a z drugiej zawarto w niej masę piękna.

Jak dla mnie, to drugie oblicze przeważa nad pierwszym, dlatego koniecznie powinniście wybrać się na seans. Jeśli uda wam się przeboleć męczące sceny z ludźmi, to pokochacie to dzieło, tak jak ja. Godzilla jest królem na jakiego zasługujemy!

Autor: Łukasz Morawski