Data publikacji:

Czy warto zagrać w Apex Legends? Battle Royale w uniwersum Titanfall

Kiedy wydaje się, że gracze mają już dość Battle Royale, wtedy debiutuje Apex Legends, które na nowo rozpala miłość graczy do tego specyficznego gatunku.

Electronic Arts już przy okazji świetnego Unravel 2 udowodniło, że potrafi wyskakiwać znienacka z premierami gier. Tym razem podobną taktykę zastosowano z premierą najnowszej gry studia Respawn Entertainment, które zaistniało z prac nad ciekawą serią Titanfall. O Apex Legends było cicho, produkcja nie była wcześniej oficjalnie zapowiadana, nie otrzymaliśmy żadnego przedpremierowego zwiastuna ani fragmentów gameplayu. O tytule dowiedzieliśmy się dopiero 4 lutego, kiedy debiutował na komputerach osobistych oraz konsolach PlayStation 4 i Xbox One.

Gra dystrybuowana jest w modelu free to play, co oznacza, że każdy zainteresowany może sprawdzić, czy podoba mu się taki styl rozgrywki. Statystyki pokazują, że gra zaciekawiła graczy, ponieważ już w osiem godzin po premierze, sprawdziło ją ponad milion użytkowników. Liczba ta cały czas rośnie, o czym może świadczyć tweet EA, w którym ujawniono, że wystarczył zaledwie jeden dzień, żeby Apex Legends pobrało dwa i pół miliona osób, natomiast w szczytowym momencie grało jednocześnie sześciuset graczy. Szykuje się kolejny fenomen?

CZYM JEST APEX LEGENDS?

Jak zapewne już wiecie, Apex Legends jest jeszcze jednym reprezentantem popularnego w ostatnich latach gatunku Battle Royale, w którym uczestnicy zabawy rzucani są na rozległą mapę i muszą się wzajemnie wybijać, aż zostanie tylko zwycięzca. Dzieło studia Respawn Entertainment korzysta ze wszystkich dobrodziejstw tego gatunku, lecz wprowadza do rozgrywki pewne modyfikatory. Najistotniejszą zmianą jest to, że nie działamy w pojedynkę, tylko podczas każdej walki towarzyszy nam dwóch innych graczy. Do starcia przystępuje więc dwadzieścia drużyn, co przekłada się na sześćdziesiąt osób na serwerze, czyli o czterdzieści mniej, niż w większości konkurencji. Początkowo niezbyt spodobał mi się pomysł podziału na małe teamy, jednak po ograniu kilku potyczek, bardzo mocno go doceniłem.

Producent zadbał przede wszystkim o to, żebyśmy mieli przez cały czas komunikację z kompanami, nawet jeśli nie korzystamy z headseta. Twórcy postawili na kontekstowość, co przekłada się na to, że otrzymaliśmy szereg opcji na przekazanie informacji swojej drużynie. Podczas eksplorowania mapy można w łatwy sposób oznaczyć atrakcyjną broń, porozrzucane magazynki lub wskazywać kierunek, z jakiego atakuje przeciwnik. Całość działa niezwykle intuicyjnie i jest bardzo łatwa do opanowania. Wprawni gracze mogą zrobić z tego swój atut, zaskakując oponentów taktyką, a nie siłą rażenia. Jeszcze chyba w żadnej grze Battle Royale nie odnosiłem wrażenia, że planowanie kolejnych kroków bywa tak bardzo istotne. Tytuł posiada dosyć rozbudowany tutorial, łopatologicznie tłumaczący wszystkie dostępne w grze mechaniki.

CZY FORTNITE MOŻE CZUĆ SIĘ ZAGROŻONY?

Moim zdaniem, najpopularniejszy obecnie przedstawiciel gatunku, czyli Fortnite, może delikatnie odczuć siłę rażenia Apex Legends. Dzieło Epic Games nie musi obawiać się o swoją pozycję, ponieważ na jej obalenie jest już raczej za późno. Mimo to, wydaje mi się, że spora część graczy przerzuci się na produkcję Respawn Entartainment. Jednym z powodów może być oprawa wizualna, która w przeciwieństwie do konkurenta, daleka jest od infantylności i cukierkowości. Osobiście, stylistyka Fortnite mi nie przeszkadzała, ale gdybym musiał wybierać, to postawiłbym na oprawę wizualną Apex. Ponadto, tytuł został osadzony w ciekawym uniwersum Titanfalla.

Kolejną rzeczą wyróżniającą grę wydawaną przez Electronic Arts, jest wrzucenie do zasad Battle Royale cech charakterystycznych dla Hero Shooterów. Przed przystąpieniem do rozgrywki wybieramy jedną z kilku dostępnych postaci, posiadających własne, unikatowe zdolności. Ma to ogromne znaczenie na polu bitwy, ponieważ wykorzystując umiejętnie power-upy swoich herosów, możemy mieć znaczną przewagę nad przeciwnymi teamami. Istotne jest też to, że w jednej drużynie nie może powtarzać się klasa postaci, każdy z graczy musi wybrać innego wojaka.

Interesująco prezentuje się również system wskrzeszania kompanów. Kiedy nasz ziomek dostanie powalającego strzała, wtedy musimy do niego podejść i zabrać jego sztandar, a następnie dostarczyć go do rozrzuconych po mapie transmiterów, żeby przyzwać towarzysza ponownie na pole bitwy. Oczywiście, brzmi to jak coś banalnego do ogarnięcia, jednakże każdy proceder trwa określony czas i uniemożliwia nam korzystanie z broni. Trzeba więc decydować, czy opłaca się uratować kolegę z drużyny czy lepiej zadbać o siebie, zabijając jego oprawców i samemu wygrywając rundę.

BATTLE ROYALE PRZYJAZNY UŻYTKOWNIKOM

Jako, że produkcja jest dystrybuowana w modelu free to play, to oczywiście musiały pojawić się w niej mikrotransakcje. Na szczęście, na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że skupione są wyłącznie na elementach kosmetycznych, dzięki czemu nie ma mowy o pay to win. Jest to bardzo uczciwe podejście, które z pewnością zostanie docenione przez społeczność. Fortnite jest najlepszym dowodem na to, że nawet na skórkach do broni i nowym wyglądzie postaci można zarobić grubą kasę. Electronic Arts z pewnością również liczy na miliardowe zyski i w sumie istnieje szansa, że tym razem im się to uda. Przynajmniej nie zaliczyli wtopy, jak w przypadku Star Wars: Battlefront II, gdzie mikrotransakcje były mocno niesprawiedliwe.

Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem Battle Royale, ale swego czasu dosyć sporo grałem w Fortnite i PlayerUnknown’s Battlegrounds. Traktuję tego typu gry jako wypełniacze czasu pomiędzy większymi premierami, dzięki czemu żadna z nich nie zdążyła mi się jeszcze znudzić. Teraz do repertuaru dołączyło Apex Legends, które na tę chwilę bardzo mocno mnie zaskoczyło – w pozytywnym sensie, rzecz jasna. Ufam Respawn Entertainment, że zadba o solidny rozwój swojego najnowszego dzieła i mam nadzieję, że Elektronicy nie wpadną na jakiś dziwny pomysł, przez co zaprzepaszczą ciężką pracę producenta. Wszystko wskazuje jednak na to, że jest to tytuł bardzo dobrze przemyślany, oferujący ciekawy, rozbudowany gameplay.

Autor: Łukasz Morawski