Kiedy RTS spotyka RPG. Recenzja gry SpellForce III

0

Czyli jak umiejętnie połączyć ze sobą dwa gatunki gier.

Porzuciłem gry strategiczne na rzecz produkcji role-playing mniej więcej w 2003 roku, czyli już po premierze pamiętnego WarCrafta 3, ale jeszcze przed pierwszym Spellforce. Skłamałbym, gdybym stwierdził, że nie zdarza mi się od czasu do czasu pyknąć w jakąś „turówkę” czy RTS-a, ale na pewno nie śledzę tematu na bieżąco. Z tego też powodu Spellforce III jest pierwszą odsłoną popularnego cyklu, z którą miałem jakąkolwiek styczność. Mariaż strategii z grą fabularną nie jest niczym nowym, vide StarCraft II: Heart of the Swarm, Expeditions: Viking, czy przywołany przeze mnie na początku WarCraft III: Reign of Chaos, dlatego z niekłamanym zapałem rozpocząłem nową przygodę.

Akcja Spellforce III toczy się przed wydarzeniami z pierwszej części gry, dlatego wszyscy nowicjusze, w tym i ja, mogą zasiąść do zabawy bez obaw o to, że nie będą wiedzieli, co się wokół nich dzieje. Opowiedziana w grze historia przykuwa do ekranu już od pierwszej chwili, a wszystko dzięki prostym chwytom, takim jak zmiana perspektywy czy zwroty akcji. Żeby nie zdradzać za wiele, powiem jedynie, że na kontynencie Eo toczy się zażarta wojna, a do tego coraz więcej istnień zabieranych jest przez tajemniczą zarazę. Nasz bohater, jak to zwykle bywa, ląduje w epicentrum zdarzeń.

Nie lada zaskoczeniem było dla mnie to, że po krótkim prologu moim oczom ukazał się ekran tworzenia postaci rodem z klasycznej gry role-playing. Wybrałem klasę postaci, przypisałem swojemu bohaterowi podstawowe atrybuty i umiejętności, określiłem jego wygląd i nadałem mu imię. Po tym krótkim wstępie rozpocząłem właściwą zabawę. Spellforce III podzielono na epizody stricte strategiczne, w których zbieramy surowce, wznosimy budowle, rekrutujemy żołnierzy i rzucamy ich do walki, oraz stricte fabularne, w których kierujemy krokami niewielkiej drużyny, eksplorujemy podziemia i walczymy z potworami oraz wykonujemy zadania i zbieramy ekwipunek. Mieszanki gatunkowe nie są w dzisiejszych czasach niczym nadzwyczajnym, ale nowy Spellforce z pewnością wyróżnia się na tym polu.

Ekipie Grimlore Games należą się słowa pochwały za to, jak płynne są przejścia pomiędzy warstwą RTS i RPG i jak mechaniki obu gatunków nierozerwalnie są ze sobą połączone. Po przejściu do nowej lokacji możemy zaczynać rozgrywkę jako drużyna, aby skończyć ją na czele wielkiej armii. Ujęła mnie zwłaszcza warstwa strategiczna Spellforce, w której jednostki nie działają na zasadzie gry w „papier, nożyce, kamień”, ale tak jak bohaterowie, posiadają różne odporności i słabości, dzięki czemu rozgrywka nabiera taktycznej głębi. Strategia, która polega na zbudowaniu wielkiej armii i rzuceniu jej w wir walki, po prostu tutaj nie zadziała. Znajomość słabych i mocnych stron przeciwnika stanowi klucz do sukcesu.

Poza klasyczną kampanią fabularną, Spellforce III oferuje też rozgrywkę wieloosobową przez internet lub LAN oraz Skirmish. Gra umożliwia zabawę w następujących trybach: Conquest (zniszcz wszystkie jednostki i budynki centralne sektorów wroga), Capital Destruction (zniszcz stolicę wroga) i Dominacja (kontroluj jak najwięcej sektorów koronnych wroga i zdobywaj punkty zwycięstwa). W szranki można stawać pojedyncza lub w zespołach. Na nudę nie będziemy zatem narzekać. Niestety, rozczarowuje liczba dostępnych map, których jest w sumie sześć – dwie dla dwóch graczy, trzy dla czterech graczy i jedna dla sześciu graczy. Na początek wystarczy, ale większa ich liczba byłaby mile widziana.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to poza niewielką liczbą map w trybach wieloosobowych i Skirmish, na pewno byłby to mało czytelny interfejs użytkownika i niezbyt intuicyjne sterowanie, nawet pomimo tego, że gra oferuje dwa jego różne tryby. Nie zachwycił mnie też świat gry, który niczym specjalnie się nie wyróżnia, zwłaszcza w czasach, kiedy coraz bardziej popularne robią się mieszanki fantasy/science-fiction/post-apo. Pozytywnie natomiast oceniam oprawę audiowizualną, która jest miła dla oczu i uszu, ale nie można też powiedzieć, aby jakoś wyróżniała się na tle konkurencji, tak jak chociażby recenzowane przeze mnie rodzime Seven: The Days Long Gone, które nie tylko było ciekawą mieszanką gatunkową (gra role-playing ze skradanką), ale posiadało także swój charakterystyczny rys.

Spellforce III to solidna gra, która w umiejętny sposób łączy w sobie mechaniki gier strategicznych i produkcji role-playing bez zatracania głębi mechanik któregokolwiek z gatunków. Poza małej rangi błędami, takimi jak mało czytelny interfejs użytkownika i niezbyt intuicyjne sterowanie (do wszystkiego można się przyzwyczaić) czy niewielka liczba map w trybach wieloosobowym i Skirmish, brakuje jej pazura, czegoś, co wyróżniłoby ją na tle konkurencji. Jeżeli jednak kochacie gry strategiczne lub role-playing, nie będziecie raczej rozczarowani. Wręcz przeciwnie, spędzicie przy Spellforce III długie godziny.

OCENA KOŃCOWA: 80/100

PLUSY:
+ świetny mariaż gatunkowy
+ zachowanie głębi mechanik RPG i RTS
+ wciągająca fabuła
+ oprawa audiowizualna
MINUSY:
 mało czytelny interfejs użytkownika
 niezbyt intuicyjne sterowanie
 niewielka liczba map w trybach wieloosobowym i Skirmish
mało oryginalny świat

Grę do testów dostarczyły firmy CDP i GOG, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Ocena końcowa
    8
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Spellforce III to udane połączenie gatunków RTS i RPG, które doskonale pokazuje, że mariaż taki jest możliwy, bez szkody dla mechaniki któregokolwiek z nich. Niestety, poza paroma niedociągnięciami, grze brakuje tego czegoś, co wyróżniałoby ją na tle konkurencji.

80%
80
Dobra
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz