Days Gone – recenzja. Wzruszająca historia o miłości z zombie w tle

0

Tytuły ekskluzywne na PlayStation 4 przyzwyczaiły nas do tego, że stoją na bardzo wysokim poziomie. Studio Bend, próbując swoich sił z oklepaną już tematyką zombie, miało nie lada orzech do zgryzienia. Na szczęście, amerykański producent udowodnił swoją wartość, dzięki czemu jego dzieło jest godnym reprezentantem gier postapokaliptycznych. Przeczytajcie naszą recenzję Days Gone.

KONSTRUKCJA HISTORII JAK U HITCHCOCKA

Historia Days Gone rozpoczyna się od mocnego uderzenia, pokazując od razu, że twórcy podeszli do fabuły na poważnie. Głównego bohatera, Deacona St. Johna poznajemy już w momencie wybuchu globalnej pandemii. Razem z żoną i bratem próbują wydostać się ze zniszczonego miasta opanowanego przez oszalałych Świrusów (tak tutaj określa się żywych trupów). Niestety ukochana Sarah zostaje ugodzona nożem, więc liczy się każda sekunda na przetrwanie.

Kiedy udaje im się dotrzeć do helikoptera organizacji NERO, okazuje się, że wolne są tylko dwa miejsca. Deacon postanawia umieścić małżonkę na pokładzie, żeby wspólnie z Boozerem walczyć o przeżycie. Szybko okazuje się, że placówka do której dotarła żona została zniszczona. Czy Sarah żyje, kto odpowiada za całe to zamieszanie i jak poradzić sobie w upadłym świecie? W trakcie rozgrywki pojawiają się kolejne pytania, a dotarcie do rozwiązania sprawy zajmuje dobre trzydzieści godzin zabawy.

Muszę przyznać, że jestem autentycznie zauroczony lekkością, z jaką twórcom przyszło pisanie dialogów. Postaciom niezależnym, w tym protagoniście, usta nie zamykają się nawet na chwilę. Cały czas ktoś kontaktuje się z nami poprzez krótkofalówkę, St. John nieustannie coś komentuje, a wszystko to wypada bardzo naturalnie. Sprawia to wrażenie dobrze napisanego serialu, w którym nie liczy się wyłącznie akcja, ale również nakreślenie portretów psychologicznych postaci. Po przejściu gry mógłbym spokojnie napisać po kilka stron o każdym z bohaterów, ponieważ tyle informacji o nich otrzymujemy. Pod tym względem, Bend Studio w niczym nie odstaje od Rockstar Games.

NIEZBYT ORYGINALNIE, ALE Z KLASĄ

Rozgrywka z kolei to zbiór najlepszych cech współczesnych sandboksów i nie tylko. W Days Gone znalazło się miejsce m.in. na przejmowanie kontroli nad obozami wroga, crafting wyposażenia, odbijanie punktów kontrolnych, misje fedeksowe, tryb detektywistycznych oraz zdobywanie zaufania w bazach sprzymierzeńców. Twórcy nie próbowali na nowo wynaleźć koła, lecz poszli za obecnymi trendami. Wiele gier udowodniło, że nie zawsze oznacza to sukces (vide Anthem), gdyż dobre rzeczy trzeba umieć też dobrze zespolić.

Bend Studio doskonale rozłożyło akcenty rozgrywki, dzięki czemu przez cały czas czułem, że produkcja się rozwija, że świat przedstawiony ma jeszcze przede mną sporo tajemnic. Momentami co prawda wdzierała się lekka monotonia, ale na szczęście dosyć szybko była niwelowana przez nagły zwrot fabularny lub wymagające walki z przeciwnikami. A tych w grze jest bez liku. Szczególnie przypadły mi do gustu konfrontacje z hordami, czyli dziesiątkami Świrusów atakującymi niczym jeden organizm. Starcia te były niesamowicie angażujące i wymagające. Jeżeli lubicie czerpać z gier adrenalinę, to koniecznie powinniście spróbować rzucić się z niepełnym ekwipunkiem na falę rozsierdzonych truposzy.

NICZYM LORENZO LAMAS W „RENEGACIE”

Świat Days Gone jest całkiem spory, zwłaszcza po odblokowaniu pełnej mapy. Bieganie z punktu do punktu byłoby męczące, dlatego twórcy rozwiązali to poprzez motocykl. Deacon przed pandemią wirusa należał do gangu Mongrels, więc doskonale wie, jak posługiwać się tego typu maszyną. Jest to jednocześnie jedyny rodzaj środka transportu, z którego możemy skorzystać. Twórcy zadbali natomiast o to, żeby pojazd nie znudził się zbyt szybko, dlatego umożliwili jego modyfikowanie.

W trakcie zabawy możemy zwiększyć jego parametry techniczne, dostosować wygląd do własnych preferencji, a także zmienić malowanie. Korzystanie z motocyklu wprowadza również element taktyczny, ponieważ musimy dbać o jego stan techniczny i poziom paliwa w baku. Zdarzyło mi się kilkukrotnie, że zabrakło wachy w samym środku akcji, przez co musiałem porządnie kombinować, żeby przeżyć. Przed wyruszeniem w dalszą podróż trzeba więc odpowiednio się przygotować, żeby potem nie było niespodzianek. Chociaż akurat te są najciekawsze.

MALOWNICZY KRAJOBRAZ, PIĘKNE NIEBO I SOSY TRUPÓW – WITAJCIE W OREGONIE

Bend Studio osadziło akcję gry w Oregonie, czyli w stanie, w którym mieści się siedziba producenta. Twórcy doskonale znali te rejony, co doskonale widać w odwzorowaniu klimatu i piękna tego miejsca. Wystarczy pozwiedzać lokacje w Days Gone, a następnie poprzeglądać prawdziwe zdjęcia w Internecie, żeby zobaczyć, jak świetną robotę wykonała ekipa Johna Garvina. Zwiedzanie mapy było dla mnie prawdziwą przyjemnością, nawet jeśli wszystko dookoła było zniszczone lub wszędzie panoszyły się istoty pragnące mojej śmierci.

W przyjemniejszym obcowaniu ze światem gry pomaga bardzo ładna oprawa wizualna. Co prawda, niekiedy zdarzały się problemy z wczytującymi teksturami, ale były to raczej sporadyczne przypadki. Martwiło mnie jedynie to, że nawet na PlayStation 4 Pro gra momentami potrafiła dosyć mocno klatkować. Nie zdarzało się to często, jednak podczas dynamicznej przejażdżki na motocyklu można było być pewnym, że liczba wyświetlanych klatek na sekundę na pewno spadnie. Problem ten ma być podobno usunięty w premierowym patchu.

CZY WARTO KUPIĆ DAYS GONE?

Oczywiście, że tak! Days Gone to bardzo udany projekt, co do którego początkowo w ogóle nie byłem przekonany. Emocjonujące intro pokazało mi jednak, że studio Bend doskonale wiedziało co robiło i jaki miało cel siadając do pracy na tym tytułem. Poprzez ciekawy gameplay i świetnie rozpisanych bohaterów, producentowi udało się opowiedzieć o kondycji współczesnego społeczeństwa oraz o takich prozaicznych sprawach jak miłość, przyjaźń oraz rozpacz. Twórcy nie bali się podejmowania trudnych tematów i decydowania na rozwiązania, które ugrzeczniłyby opowieść. Wręcz przeciwnie, w Days Gone pustka nie tylko występuje w oczach Świrusów, ale także żywych ludzi walczących o lepsze jutro.

Grę do testów dostarczyła firma Sony, za co serdecznie dziękuję!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz