Test: Panasonic RP-HD10

1

Panasonic przespał wybuch mody na kosztowne, markowe słuchawki. Do gry wchodzi spóźniony, ale z bardzo groźnym zawodnikiem – modelem RP-HD10.

Japończycy zaatakowali półkę, na której dotychczas próżno było szukać ich produktów: tę, gdzie ceny oscylują wokół tysiąca złotych. Słuchawki high endowe to specyficzny rynek: z jednej strony o klienta walczą legendarni producenci oferujący brzmienie pełne i wierne, jak Sennheiser, AKG czy Beyerdynamic, z drugiej coraz agresywniej poczynają sobie na nim Beats czy SMS, którzy stawiają przede wszystkim na wyróżniający design i tłuste, modne basy. Jak poradzi sobie na nim Panasonic?

Pierwsze wrażenie jest niezłe. Braki w wykonaniu mogą wyjść z czasem
Pierwsze wrażenie jest niezłe. Braki w wykonaniu mogą wyjść z czasem

Rzut oka na pudełko sprawił, że nabraliśmy apetytu na porządne brzmienie: pasmo przenoszenia w przedziale 4 Hz – 50 kHz budzi respekt, podobnie neodymowe, 50 milimetrowe przetworniki. Taka kombinacja w teorii powinna zapewniać wysoką detaliczność wraz z ogromną sceną. Niepokój wzbudziła jednak niska impedancja: 18 Ohm oraz czułość: 92 dB. Czyżby słuchawki ewidentnie pod sprzęt sprzenośny, do tego niezbyt głośne? Na szczęście – o czym dalej – zdecydowanie nie.

Zgrzyt w wykonaniu

Kupując słuchawki za takie pieniądze (choć od dnia premiery cena RP-HD10 wyraźnie spadła) oczekujemy najwyższej jakości, nie tylko brzmienia. Panasonic pozostawia w tym względzie pewien niedosyt. Z jednej strony wyjmując RP-HD10 z pudełka mamy wrażenie obcowania z produktem ekskluzywnym: sprzęt ma odpowiednią masę, matowe materiały i imitacje skóry są miłe w dotyku, a efektowne, złoto-zielone przetworniki przykryte siatką z dużymi oczkami przyciągają wzrok. Z drugiej jednak część tworzyw jest wyraźnie niższej jakości i nie jest to tylko subiektywne wrażenie: w egzemplarzu testowym połyskujący plastik na obejmie trzymającej muszle bardzo szybko wytarł się, zostawiając jaśniejsze, matowe smugi. Szkoda, bo ogólna ocena wykonania jest zdecydowanie pozytywna, a zachowawcze, ale eleganckie wzornictwo może się podobać. Trudno zrozumieć, dlaczego oferujący zazwyczaj bardzo wysoką jakość producent zaliczył taką wpadkę. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych seriach problem został naprawiony.

Wyraźnie zaakcentowane przetworniki wpadają w oko
Wyraźnie zaakcentowane przetworniki wpadają w oko

W pudełku oprócz słuchawek raczej współczesny standard. Mamy więc dwa przewody o różnej długości do wyboru (kabel jest odłączany) oraz przejściówkę z małego jacka na duży. To wszystko. Panasonic wypuścił wprawdzie niedawno kolejne egzemplarze, do których dołączone jest także podróżne etui, jednak opakowanie z naszym egzemplarzem takiego nie zawierało. Jeśli to dla nas istotny aspekt, warto w sklepach rzucić okiem na pudełko czy zapytać sprzedawcę.

Nieplączące kable

Wymienne przewody (o długości 1,2 m i 3 m) mają wygodne „kolanka” poprawiające trwałość końcówek, ale nieco rozczarowują: Panasonic konsekwentnie stosuje w swoich produktach dość cienkie kable, które na pierwszy rzut oka nie budzą zaufania. Wprawdzie tworzywo pokrywające przewód wydaje się być odporne na zginanie, ale za tę cenę można by oczekiwać izolacji nieco grubszej i sprawiającej wrażenie trwalszej. Żałujemy, że nie mieliśmy okazji testować słuchawek zimą, co pozwoliłoby ocenić, jak kabel zachowuje się na mrozie. Szczęśliwie przewody trudno poplątać, a krótszy z nich idealnie nadaje się do użytku z przenośnymi odtwarzaczami.

Cieszy precyzyjna regulacja w wielu zakresach
Cieszy precyzyjna regulacja w wielu zakresach

Pierwszy efekt „wow” pojawia się po założeniu słuchawek. Na usta ciśnie się jedno stwierdzenie: jakie to wygodne! Tutaj Japończycy zrobili kawał dobrej roboty: RP-HD10 nigdzie nie uciskają, wybornie dopasowują się do kształtu głowy, a głębokie muszle zapewniają komfortową separację od membrany, dzięki czemu unikamy nieprzyjemnego wrażenia – obecnego przy niektórych słuchawkach – że przetwornik „kładzie się” nam na ucho.

Duży zakres regulacji

Na uznanie zasługuje autorski system kontroli przesunięcia muszli względem pałąka, przez co konstrukcję możemy dopasować wyjątkowo dokładnie. Sprzęt Panasonic można nosić i nosić, za co należą mu się duże brawa. Chciałoby się powiedzieć: tak się to robi! Gwoli sprawiedliwości oddajmy jednak, że po dłuższym czasie wrażliwszym użytkownikom może jednak dać się we znaki masa sprzętu (320 g), a w słoneczne dni otuliny słuchawek nieco grzeją uszy. Kuleje też izolacja od otoczenia – odbiorcy, którzy szukają sprzętu wyraźnie odcinającego od szumu ulicy mogą być zawiedzeni.

Detaliczne brzmienie

Drugi raz usta mogą ułożyć się do „wow” po wciśnięciu „play” na odtwarzaczu. Zachwycone będą zwłaszcza osoby, dla których RP-HD10 będą pierwszymi słuchawkami z wysokiej półki: tu WSZYSTKO jest, do tego na swoim miejscu. Po prostu: high endowy produkt Japończyków wypada zaskakująco dobrze. Amatorzy nagle odkryją w dobrze znanych utworach dotychczas „przykryte” dźwięki i utoną w nieznanych wcześniej szczegółach, bardziej świadomi i zaawansowani klienci pochylą czoła nad separacją instrumentów i precyzyjną reprodukcją przestrzenną.

Zwłaszcza kameralne kompozycje z dużą ilością celowo pozostawionych, drobnych „brudów” i detali, jak szuranie butów czy poklepywanie w instrument, brzmią dzięki Panasonicowi wściekle dobrze. Jego inżynierom udało się stworzyć słuchawki, które potrafią nas oszukać i nie raz, nie dwa sprawić, że słuchając rockowych, bluesowych czy jazzowych kawałków mimowolnie pomyślimy, że minikoncert odbywa się nie „gdzieś tam”, ale po prostu w naszym pokoju.

Bliskie złotemu środkowi

Japończycy trafią w gust przede wszystkim tych klientów, którzy oczekują wyważonego brzmienia bez wyraźnej dominacji któregokolwiek pasma. Słuchawki Panasonic grają neutralnie i dość analitycznie, co może rozczarować miłośników ciepłej barwy lub wyraźnie określonej charakterystyki. Słuchawki pozostawiają ogromne pole do popisu w zakresie indywidualnego dostrojenia brzmienia do naszych potrzeb, nie przytłaczając „jedyną słuszną linią”. Co warte podkreślenia, RP-HD10 bliżej do filozofii Sennheisera, niż do raperskiego dudnienia Beatsów: bas jest dokładny i schodzi miarowo, bez zawłaszczania muzyki pod niskie tony. Środek wydaje się być nieco wycofany, góra rozwija się efektownie, ale nie „kłuje” najwyższymi tonami.

RP-HD10 to udana konstrukcja, zwłaszcza przy okazyjnym zakupie
RP-HD10 to udana konstrukcja, zwłaszcza przy okazyjnym zakupie

W przypadku używania słuchawek z niektórymi telefonami przy wysokich poziomach głośności można odnieść wrażenie, że słuchawki nieco sybilują (to sytuacja, kiedy wysokie pasmo wydaje się syczące), nie jest to jednak ich stała cecha. Na lepszym sprzęcie odsłuchowym wrażenie znika, winę ponoszą więc prawdopodobnie kiepskiej jakości przetworniki ze smartfonów. Pomocne może być ustawienie korektora na nieco cieplejsze, bardziej środkowe brzmienie.

Zabrakło oddechu

To, do czego możemy się przyczepić, to przede wszystkim niepełna scena, którą oferują RP-HD10. Wbrew pozorom nie stoi to w sprzeczności z bardzo dokładnym umiejscowieniem dźwięków wokół nas. Słuchawki pozycjonują go bardzo precyzyjnie, jednak w ograniczonej przestrzeni. Innymi słowy: znacznie wierniej zabrzmią w nich kawałki nagrane w niewielkim studio lub podczas kameralnego koncertu, niż te zarejestrowane na stadionie czy skomponowane z rozmachem zakładającym wielką scenę. Nie gorzej, zaznaczamy, po prostu mniej „na miejscu”. Po dużych, 50 milimetrowych przetwornikach możnaby spodziewać się więcej, konkurenci potrafią wykrzestać z tej średnicy znacznie obszerniejszy „świat” dookoła, choć nierzadko kosztem szczegółów.


  • Jakość wykonania
    7
  • Konstrukcja i ergonomia
    9
  • Dodatkowe wyposażenie
    6
  • Brzmienie
    9
  • Cena/jakość
    8
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Wbrew pozorom, słuchawki nie są ciche - deklarowana czułość na poziomie 92 dB wydaje się nieco zaniżona. RP-HD10 przypadną do gustu słuchaczom kładącym nacisk na wierność, którzy charakterystykę brzmienia lubią wypracować sobie sami equalizerem. Japończycy zaskakująco pewnie zaatakowali słuchawkową "wagę ciężką", bez kompleksów wobec bardziej utytułowanych rywali. Dźwięk jest warty ceny sprzętu, niestety, kuleje nieco wykonanie.

78%
78
Dobre

Pani w szkole mówiła, że jest zdolny i faktycznie jest - do wszystkiego. Kiedy trzeba, w 10 minut rozłoży dowolny problem do fundamentów i wytłumaczy tak, że każdy zrozumie. Radiowiec, fotograf, autor opowiadań, awanturnik. Przedkłada wódkę nad piwo i V8 nad elektryczne mikrofalówki na kołach. Rzadkie połączenie gadżeciarza-entuzjasty i testera-sceptyka.

Dyskusja1 komentarz

  1. No jestem bardzo ciekawa tych słuchawek, chętnie przetestowałabym je osobiście. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się je zakupić, bo technics kojarzy mi się tylko z super jakością

Zostaw komentarz