Tajemnica sukcesu PlayerUnknown’s: Battlegrounds

0

Czyli Battle Royale w pigułce.

Zwykle staram się nie ulegać internetowym modom, ale doniesienia na temat stale rosnącej popularność PlayerUnknown’s: Battlegrounds skłoniły mnie do zakupu. Zwłaszcza, że od pewnego czasu szukałem sieciówki, w którą mógłbym w końcu „wsiąknąć”. I wiecie co? Złapałem bakcyla PUBG! Jako że zakochałem się dosłownie od pierwszego wejrzenia, zacząłem zastanawiać się nad tym, na czym dokładnie polega fenomen PlayerUnknown’s: Battlegrounds. Poniżej prezentuję moje najważniejsze wnioski:

BATTLE ROYALE

Chociaż drobne potyczki da się lubić, to chłopcy, a coraz częściej także dziewczęta, zdecydowanie bardziej wolą starcia na wielką skalę, z dziesiątkami przeciwników, ogromnym polem bitwy i różnymi pojazdami. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest akurat prosta: rozgrywki z udziałem kilkudziesięciu graczy znacznie bardziej przypominają prawdziwą wojnę, a do jak największego realizmu przecież nieustannie dążymy. Nie można też zapomnieć o uczuciu satysfakcji, które towarzyszy pozostaniu ostatnim na placu boju, podczas gry prawie setka przeciwników leży pokonana u twoich stóp.

TWÓJ LOS W TWOICH RĘKACH

Pierwszy etap rozgrywki, czyli skok na spadochronie, ma kluczowe znaczenie dla początkowej fazy gry. Zdecydujesz się na lądowanie w terenie zabudowanym, gdzie znacznie łatwiej o wyposażenie, czy wybierzesz zdecydowanie mniej niebezpieczną część wyspy? Od tej pierwszej decyzji zależy w dużej mierze to, jak potoczą się twoje dalsze losy. Znalezienie dobrej broni w początkowej fazie gry daje przewagę, ale zwiększa też ryzyko przedwczesnego zgonu z ręki gracza, który gdzieś się przyczaił.

TO NIE GRA W KOTKA I MYSZKĘ

Rzecz, której nienawidzę na rozległych mapach w wielu grach, to poszukiwanie przeciwnika. Kiedy trwa zbyt długo, popadam w irytację i robię się mniej ostrożny, a wtedy zabłąkana kula zawsze mnie dosięgnie. W PlayerUnknown’s: Battlegrounds problem ten znacznie ograniczono poprzez sukcesywne zmniejszanie pola bitwy i zmuszenie graczy do podjęcia walki. Otrzymują oni kilka minut na dotarcie na plac boju i o ile na początku jest on stosunkowo rozległy, o tyle pod koniec potyczki robi się na nim naprawdę ciasno.

WYSPA

Duży wpływ na wrażenia płynące z rozgrywki ma samo pole bitwy. Wyspa, na której walczą ze sobą gracze, składa się z wielu małych obszarów, takich jak góry, lasy, pola, wsie, miasta czy historyczne ruiny. Do wyboru, do koloru. Znajdziecie tutaj nawet bazę wojskową i elektrownię. Dzięki tak wielkiej różnorodności środowiska gry, naprawdę trudno się nudzić, a każda rozgrywka jest różna od poprzedniej. PlayerUnknown’s: Battlegrounds zmusza graczy do poznawania terenu działań, a stale zmniejszający się obszar gry, wymusza elastyczność i szybką adaptację do nowych warunków pola bitwy.

DO WYBORU DO KOLORU

Chociaż ja sam zupełnie nie rozumiem manii na „przebieranki” w strzelankach, zdaję sobie sprawę z tego, że wielu graczy ceni sobie możliwość dostosowania nawet najdrobniejszych szczegółów kierowanej przez siebie postaci. PUBG pozwala na pełną personalizację, od stóp do głów. Równie bogato prezentuje się wyposażenie, dla którego dostępne są różnego rodzaju akcesoria – magazynki, celowniki, kolby, uchwyty i tłumiki. Każdy, niezależnie od stylu gry, znajdzie tutaj coś dla siebie.

SAMOTNY WILK CZY STADNY ŁOWCA?

Także w tej kwestii PUBG pozostawia wam wolną rękę. Możecie polować samotnie lub w towarzystwie jednego lub nawet trzech znajomych, którzy będą kryli wasze plecy i wspierali ogniem, kiedy zajdzie taka potrzeba. Warto dodać też, że poza perspektywą trzecioosobową, twórcy testują też widok z perspektywy pierwszej osoby. Na papierze może tego nie widać, ale w praktyce oznacza to, że możecie grać tak, jak wam najwygodniej. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to właśnie ta ogromna swoboda, na praktycznie każdej płaszczyźnie rozgrywki, zadecydowała o wielkim sukcesie gry.

A wy, za co najbardziej lubicie PlayerUnknown’s: Battlegrounds?

 
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz