Symfonia pierdów, przekleństw i przemocy. Recenzja South Park: The Fractured But Whole

0

Mokry sen fanów twórczości Matta Stone’a i Trey’a Parkera.

South Park: Kijek Prawdy był moim zdaniem jedną z lepszych gier 2014 roku i do dzisiaj znajduje się na liście moich ulubionych tytułów. Kiedy Ubisoft zapowiedział w końcu kontynuację, nie posiadałem się z radości. Zmartwiła mnie wiadomość, że drugiej odsłony cyklu nie wyprodukują królowie komputerowych gier RPG, czyli studio Obsidian Entertainment, ale obecność na pokładzie twórców serialu – Matta Stone’a i Trey’a Parkera – uspokoiła mnie. Obawy okazały się bezpodstawne, ponieważ South Park: The Fractured But Whole prezentuje równie wysoki, lub jak kto woli niski, poziom poprzedniczki.

MASZYNKA DO ROBIENIA PIENIĘDZY

W South Park: The Fractured But Whole dzieciaki zrzucają z siebie kostiumy z Władcy Pierścieni i przywdziewają superbohaterskie peleryny, aby rozwiązać sprawę zaginionego kota i rozkręcić biznes filmowy, który przyniesie im milionowe zyski. Nowy South Park to satyra na popularne kino superbohaterskie – Matt Stone i Trey Parker obnażają i wyśmiewają, często przy pomocy mało wybrednych żartów, świat Hollywood i koncepcję superbohaterów w ogóle. Oberwało się nawet popularnemu Netfliksowi za emitowanie wszystkiego, co popadnie. Dla mnie to strzał w dziesiątkę, ponieważ lubię i South Park, i kino superbohaterskie, dzięki czemu mogłem czerpać z gry maksimum przyjemności.

South Park nie byłby South Parkiem, gdyby nie poruszał i nie wyszydzał również poważnych tematów, takich jak kolor skóry (poziom trudności gry zależy właśnie od tego czynnika), płeć kulturowa czy problemy dyskryminacji wszelkiej maści mniejszości, od etnicznych po seksualne. Na pierwszy rzut oka The Fractured But Whole to wulgarna i zwyczajnie głupia gra, ale każdy, kto miał styczność i docenił z twórczość Matta Stone’a i Trey’a Parkera, wie że to tylko i wyłącznie płaszczyk, pod którym przemycane są różne ważne treści. To zresztą największa wada i zaleta gry – docenią ją jedynie fani serialu. Fakt, wiele postaci i sytuacji wywołuje uśmiech na twarzy, ale wszystkie smaczki docenią dopiero znawcy.

CASUALOWA WOJNA BOHATERÓW

W South Park: The Fractured But Whole Ubisoft nie wymyślił koła na nowo. Rozgrywka opiera się na tych samych mechanikach, co poprzednio, z tą różnicą, że nowy producent to i owo poprawił. Głównym zastrzeżeniem pod adresem poprzedniczki były monotonne, turowe walki, które w nowej grze zostały na różne sposoby urozmaicone, na przykład przez przejeżdżające samochody, czy przez dodatkowe cele. Niestety, system walki wciąż wymaga poprawek. Doskwierało mi głównie to, że spora część ataków podstawowych działa tylko i wyłącznie w płaszczyźnie poziomej, bez żadnego konkretnego powodu. Efekt był taki, że musiałem nieustannie żonglować bohaterami, na czym cierpiała dynamika potyczek.

Zabawa ma charakter wybitnie casualowy, dzięki czemu South Park: The Fractured But Whole ogląda się jak serial. Filarami rozgrywki są eksploracja miasteczka, rozmawianie z miekszkańcami, rozwiązywanie prostych zagadek logicznych, potyczki z przeciwnikami, zbieranie różnych przedmiotów i wykonywanie prostych zadań. Mechanikę cechuje spora elastyczność, dlatego jeżeli klasa postaci, którą wybraliście, nie przypadnie wam do gustu, zawsze możecie zmienić ją na inną. Podobnie sprawa ma się z mocami, artefaktami i superbohaterskim kostiumem. Nie każdemu ten casualowy styl zabawy się spodoba, ale ja miałem wielką radochę i w końcu czułem, że relaksuję się przy grze, a to akurat rzadkość.

Jeżeli chodzi o oprawę audiowizualną, to została on zrealizowana na najwyższym poziomie – South Park: The Fractured But Whole wygląda i brzmi jak serial Matta Stone’a i Trey’a Parkera i jest to chyba największy komplement, jaki można powiedzieć o grze, która bazuje na kultowym obrazie. Klimat miasteczka South Park wyziera z ekranu, zwłaszcza gdy gracie na dużym telewizorze, a nie monitorze.

TRZY RAZY „P”

Mówi się, że nie ma dobrych gier wideo na bazie seriali. South Park: The Fractured But Whole wyraźnie temu twierdzeniu przeczy. Chociaż na pierwszy rzut oka kwintesencją gry są pierdy, przemoc i przekleństwa, pod płaszczem wulgarności skrywa się o wiele więcej. Niestety, kunszt twórców docenią jedynie fani serialu, dla reszty South Park: The Fractured But Whole może być nie do przełknięcia. Znajomość oryginału niezbędna jest do wyłapania wszystkich smaczków. Jeżeli kochacie South Park i casualowe gry, The Fractured But Whole to wybór właśnie dla was, w innym przypadku lepiej odpuśćcie.

OCENA KOŃCOWA: 90/100

PLUSY:
+ klimat South Park
+ warstwa audiowizualna
+ poprawiony system walki
+ dla niedzielnych graczy
MINUSY:
 dla niedzielnych graczy
 jedynie dla fanów serialu
 system walki wciąż niedoskonały

Grę do testów dostarczyła firma Ubisoft, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Ocena
    9
Podsumowanie

South Park: The Fractured But Whole to hołd oddany twórczości Trey'a Parkera i Matta Stone'a. Gra wygląda i brzmi, jak oryginał i właśnie dlatego skierowana jest głównie do fanów serialu. Reszcie klozetowy humor może się nie spodobać.

90%
90
Bardzo dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz