Starcie tytanów przyszłości: recenzujemy Titanfall 2

0

Call of Duty: Infinite Warfare zyskało silnego konkurenta.

Dwa lata temu na rynku pojawił się pierwszy Titanfall. Nastawiona na starcia sieciowe gra będąca dziełem Respawn Entertainment, studia założonego przez zwolnionych z Infinity Ward Vince’a Zampellę i Jasona Westa, zdobyła sobie przychylność graczy i „zapracowała” na drugą część. Weekend z Titanfall 2 dał mi jasno do zrozumienia, że twórcy nie spoczęli na laurach upojeni sukcesem i podnieśli poprzeczkę. Panie i Panowie, mamy kolejnego pretendenta do tytułu najlepszej strzelanki roku.

TYTAN I JEGO PILOT

W przeciwieństwie do poprzednika Titanfall 2 posiada pełnoprawną kampanię fabularną. Protagonistą jest niejaki Jack Kuper (Ach! Ten polski dubbing), którego dowódca, zanim wyzionął ducha, oddał mu pod opiekę należącego do niego tytana. Wraz z nim Jack (Jacek?) bierze na swoje barki misję powierzoną poprzedniemu pilotowi. Początek kampanii zapowiada się obiecująco, ale cała reszta to zbitek klisz w patetycznej otoczce. Wypisz wymaluj Call of Duty. Trudno się dziwić, jeżeli weźmie się poprawkę na przeszłość Vince’a Zampelli i Jasona Westa w Infinity Ward.

Wbrew temu, co napisałem wyżej, kampania fabularna, chociaż stosunkowo krótka, z dwóch powodów daje ogromną frajdę. Po pierwsze, dlatego że kładzie duży nacisk na wątek powstawania więzi pomiędzy pilotem i tytanem, czego wyrazem jest możliwość prowadzenia konwersacji z maszyną i wyboru odpowiedzi. Po drugie, Titanfall 2 może pochwalić się najlepszymi projektami poziomów, jakie ostatnio widziałem w strzelankach. Twórcy zatroszczyli się o to, aby eksponowały one dwa największe atuty gry, czyli swobodny bieg i tytanów. Rozgrywka jest różnorodna i nie pozwala nawet na odrobinę nudy, dzięki czemu niedostatki fabuły schodzą na drugi plan. Samodzielna eksploracja składa się z fragmentów strzelanych i platformowych, natomiast pilotowanie tytana to prawdziwa symfonia zniszczenia.

Niektóre widoki zapierają dech w piersiach
Niektóre widoki zapierają dech w piersiach

Robotę robi też świetna oprawa audiowizualna. Grafika potrafi przyprawić o opad szczeny, głównie za sprawą przywiązania przez twórców uwagi do najdrobniejszych nawet szczegółów, z kolei klimat doskonale buduje ścieżka dźwiękowa. Niestety, ogólne wrażenie bardzo psuje wspomniany wyżej dubbing, który woła o pomstę do nieba. Titanfall 2 to doskonały przykład na to, że jeżeli nie chce się wydawać kroci na aktorów z wyższej półki, znacznie lepiej pozostać przy lokalizacji kinowej.

WOJNA NA KRESACH

Najważniejszą częścią rozgrywki nadal są zmagania sieciowe, które stanowią wariację na temat klasycznych i oryginalnych trybów zarówno z udziałem tytanów i sił sterowanych przez SI, jak i bez. Ciekawostką wartą wzmianki jest na pewno wirtualne Koloseum, gdzie w klatce naprzeciwko siebie staje dwóch graczy. Zwycięzcą zostaje ten, który wygra dwie z trzech rund. Na pochwałę zasługują, tak jak w przypadku kampanii fabularnej, projekty poziomów. Każda mapa składa się z dostosowanych do tytanów otwartych przestrzeni oraz konstrukcji, które pozwalają rozwinąć skrzydła zręcznym pilotom. Podwójne skoki, wślizgi, czy bieganie po ścianach to nie wszystko. Pilot ma też możliwość rażenia wroga z ramienia swojego tytana lub wskoczenia na wrogą maszynę i wyrwania z niej baterii.

Bitwy z udziałem tytanów to prawdziwa symfonia zniszczenia
Bitwy z udziałem tytanów dostarczają niezapomnianych wrażeń

Spośród oryginalnych trybów najmniej przypadły mi do gustu „Łowy”, które polegają na likwidacji wrogów w ramach pomniejszych zadań i deponowaniu zdobytych w ten sposób pieniędzy w skrytkach bankowych. Całkiem nieźle bawiłem się natomiast w „Do ostatniego tytana”, gdzie dwie drużyny składające się z pięciu pilotów walczą ze sobą przy pomocy tytanów. Zwycięża drużyna, która jako pierwsza wygra cztery rundy. Żeby nie było za łatwo, odrodzenia nie obowiązują. Jeżeli chodzi o klasyczne tryby, to do wyboru są m.in. „Każdy na każdego”, „Walka o flagę”, czy „Obrona umocnień” aka dominacja. Wszystkie za wyjątkiem „Piloci kontra piloci”, gdzie walczą ze sobą dwie ośmioosobowe drużyny, przeznaczone są dla 10 lub 12 graczy.

Tryb wieloosobowy to prawdziwy test dla umiejętności zdobytych w kampanii
Tryb wieloosobowy to rzeczywisty test dla umiejętności zdobytych w kampanii

Titanfall 2, i to uważam za największą wadę tytułu, pozwala też na znacznie dalej posuniętą personalizację pilota i tytana, poczynając od wyglądu, przez elementy wyposażenia, a na wzmocnieniach i umiejętnościach à la Call of Duty kończąc. Dlaczego według mnie jest to wada? Wszystkie te dodatki niepotrzebnie komplikują rozgrywkę i odzierają ją cudownej prostoty. Z drugiej strony dla wielu graczy będzie to pewnie zachęta do dalszej zabawy. Za pozytywną zmianę uważam natomiast zwiększenie liczby tytanów, których jest w sumie sześciu, z dzierżącym miecz Roninem na czele.

ZACIĄGNIJ SIĘ

Titanfall 2 wyróżnia się na tle konkurencji świetnie zaprojektowaną kampanią fabularną i rozbudowanym, a przy okazji dającym sporo frajdy, trybem wieloosobowym. System swobodnego biegu i potężni tytani sprawiają, że najnowsza produkcja studia Respawn Entertainment dostarcza wrażeń naprawdę wyjątkowych. Na marginesie recenzji, warto wspomnieć, że ekipa Respawn Entertainment postanowiła, że wszystkie mapy, tryby i inne elementy będą dostępne po premierze za darmo. Jeżeli reagujecie alergicznie na widok i dźwięk akronimu „DLC”, a przymierzacie się do znalezienia sieciowej strzelanki na dłużej, Titanfall 2 może okazać się strzałem w dziesiątkę.

Grę do testów dostarczyła firma Electronic Arts Polska, za co serdecznie dziękujemy!


Werdykt

  • Fabuła i klimat
    8
  • Grafika
    10
  • Dźwięk
    8
  • Dopracowanie
    10
  • Grywalność
    9
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Titanfall 2 to tytuł wyjątkowy, który wyróżnia się na tle konkurencji zróżnicowaną i wciągającą rozgrywką oraz rozbudowanym trybem wieloosobowym. Jeżeli nudzą was kolejne odsłony Battlefielda i Call of Duty, najnowsza produkcja studia Respawn Entertainment może okazać się strzałem w dziesiątkę.

90%
90
Bardzo dobra
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz