RetrON: Tekken 3

0

Klasyka gatunku.

Już tylko kilka dni dzieli nas od kolejnego turnieju, w którym zostanie wyłoniony nowy Król Żelaznej Pięści. Nadchodząca premiera siódmej odsłony Tekkena rodzi wspomnienia związane z poprzednimi edycjami, co w moim przypadku oznacza sentymentalny powrót do końcówki lat 90-tych ubiegłego wieku. Seria wyprodukowana przez japońskie studio Namco zadebiutowała pierwotnie w 1994 roku na automatach oraz konsoli PlayStation. Gra już wtedy miała ogromny potencjał, ale nie była niczym innym, jak tylko klonem świecącego ówcześnie triumfy Virtua Fightera. Kontynuacja trochę zmodyfikowała rozgrywkę, dzięki czemu marka powoli zaczynała nabierać własnego charakteru. Choć przełomowa dla serii była „czwórka”, to jednak już trzecia część wyniosła cykl na piedestał.

Tekken 3 podobnie jak poprzednie odsłony, na początku dostępny był wyłącznie na automatach. Po ponad roku od premiery, gra w końcu została przeniesiona na PlayStation, lecz nadal można w nią było zagrać wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Dopiero w listopadzie 1998 roku dzieło Namco dotarło na Stary Kontynent, gdzie skradło serca lokalnych graczy. Była to również najpopularniejsza część w Polsce, głównie ze względu na wzrastającą dostępność platformy Sony na naszym rynku oraz coraz lepszą dystrybucję gier w dużych sklepach. „Trójka” brylowała też w lokalnych salonach gier, zbierając wokół siebie masę zainteresowanych. Nawet w moim niedużym rodzinnym mieście – Sierpcu – musiałem stać w długich kolejkach, żeby móc w końcu dostać się do konsoli. Ostatecznie popularność Tekkena 3 potwierdziła jego rewelacyjna sprzedaż oraz bardzo wysokie oceny w zagranicznych czasopismach.

Dzisiaj oprawa wizualna może wywoływać wśród młodszych graczy jedynie uśmiech na twarzy (rozdzielczość wynosiła 640 x 480), ale dawniej grafika w trzeciej części zachwycała graczy na całym globie. Producent wykorzystał PlayStation najlepiej jak było to tylko możliwe, co widać zresztą nie tylko podczas właściwej rozgrywki, ale także w trakcie oglądania rewelacyjnych jak na tamte czasy przerywników filmowych, które z miejsca stały się wizytówką serii. Niestety, moc obliczeniowa platformy Sony była mimo wszystko zbyt mała, dlatego wersja konsolowa wyglądała gorzej od edycji Arcade posiadającej w pełni trójwymiarowe tła. Na „szaraku” mogliśmy podziwiać wyłącznie statyczne bitmapy. Na szczęście animacje postaci i ich wygląd pozostały bez zmian. Podobnie jak możliwość przemieszania się w głąb planszy, co nawet dzisiaj nie jest standardem w bijatykach. Co więcej, obecnie praktycznie żaden popularny tytuł nie wykorzystuje tego rozwiązania. Trzecia część zaprezentowała również jeszcze jeden element, mający w przyszłości wpływ na pojedynki w bijatykach innych producentów. Mowa o systemie żonglowania, pozwalającego na nieustanne oklepywanie przeciwnika, w momencie podrzucenia go do góry. System ten wypadł wtedy na tyle dobrze, że na stałe zagościł w branży gier. Mogliśmy na niego natrafić w wydanym ostatnio Injustice 2, które trafiło do sprzedaży raptem dwadzieścia lat później.

Starcia w Tekken 3 były diabelnie dynamiczne, a wyuczanie się na pamięć wszystkich kombosów dawało niesamowitą satysfakcje. Postacie były na tyle różnorodne, że każdy mógł znaleźć dla siebie unikatowy styl walki, najbardziej odpowiadający jego preferencjom. Bez wątpienia najważniejszym trybem był ten, w którym poznawaliśmy fabułę gry, ale po jego ukończeniu także mieliśmy sporo do roboty. Nie tylko mogliśmy rywalizować z innymi graczami na jednej konsoli, ale też wziąć udział w kilku specyficznych rozgrywkach, odchodzących od schematów. Chodzi mi głównie o Ball Mode oraz Force Mode, wprowadzające do gry całkowicie nowe zasady. Pierwszy z trybów umożliwiał grę w siatkówkę plażową, gdzie upuszczenie piłki oznaczało utratę punktów życia. Z kolei w drugiej opcji całkowicie schodziliśmy z zamkniętych aren, a Tekken 3 zamieniał się w klasycznego beat’em upa, w którym szliśmy przed siebie i walczyliśmy z kolejnymi falami wrogów, a na końcu spotykaliśmy bossa. Choć tryb ten był wyłącznie dodatkiem, to jednak spędziłem przy nim masę czasu i niekiedy czerpałem z niego więcej przyjemności, niż z właściwej rozgrywki.

Od czasów premiery pierwszej części, seria przeszła długą drogę, wydając w międzyczasie tytuły kanoniczne, serię poboczną Tag Tournament czy spin-offy, jak chociażby Street Fighter X Tekken. Nie ukrywam, że w inne odsłony grałem z dużą przyjemnością, ale to właśnie trzecią część zawsze będą wspominał najlepiej. Możliwości technologiczne PlayStation (choć ograniczone) umożliwiły Namco stworzenie rewelacyjnej bijatyki, która pod kilkoma względami była przełomowa dla całego gatunku. To właśnie przy tej pozycji jednoczyli się wrogowie w salonach gier, a kciuki piekły od wykręcania coraz to bardziej wydziwnych kombosów. W Tekken 7 zagramy w Internecie z ludźmi z całego świata, ale to i tak nie zastąpi kanapowych imprez z „trójką” w roli głównej.

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz