Resident Evil 0 HD – recenzja

0

Początki serii w jeszcze lepszym wydaniu.

Marka Resident Evil towarzyszy graczom już od czasów pierwszej konsoli Sony. Co prawda, dzisiaj seria kojarzona jest bardziej z widowiskową akcją, aniżeli wymagającym survival horrorem, ale i tak nadal utrzymuje ważne miejsce w świecie gier wideo. Czwarta odsłona cyklu zmieniła całkowicie formułę i styl prowadzenia rozgrywki, który przez następne lata był dodatkowo modyfikowany. Zanim jednak to nastąpiło, do sprzedaży trafił prequel pierwszej części, będący ostatnim tytułem korzystającym z topornej i niewygodnej mechaniki.

Nie należy się obawiać. Sterowanie zostało odrobinę zmodyfikowane, dzięki czemu osoby nie cierpiące staroszkolnych rozwiązań, będą mogły czerpać większą przyjemność z gry. Z kolei zatwardziali fani serii nadal mają możliwość korzystania ze starych rozwiązań. Zmiany dotyczącej sposobu kierowania postacią możemy dokonać w każdym momencie w menu gry. „Alternatywne sterowanie” przyspiesza odrobinę rozgrywkę oraz pozwala na precyzyjniejsze celowanie. Zalecałbym to rozwiązanie graczom nie mającym dotychczas styczności z odsłonami starszymi od „czwórki”.

Każdy z bohaterów ma do dyspozycji wyłącznie sześć pól w ekwipunku. Podczas gry trzeba odpowiednio dobierać przedmioty, które mogą się nam później przydać.
Każdy z bohaterów ma do dyspozycji wyłącznie sześć pól w ekwipunku. Podczas gry trzeba odpowiednio dobierać przedmioty, które mogą nam się przydać w przyszłości.

Pierwsi zarażeni

Resident Evil 0 HD, jak sugeruje tytuł, wprowadza nas do historii całej serii. Fabuła produkcji rozgrywa się kilkanaście godzin przez wydarzeniami znanymi z pierwszej odsłony cyklu. Oddział S.T.A.R.S. zostaje wysłany do Racoon City w celu zbadania niewyjaśnionych morderstw, w tym domniemanych aktów kanibalizmu. W czasie lotu helikopter ulega awarii i spada w pobliżu tajemniczego pociągu. Główna bohaterka Rebecca Chambers wyrusza sprawdzić okolicę i trafia na martwych policjantów, którzy transportowali groźnego więźnia Billy’ego Coena. Gdy osiemnastoletnia dziewczyna wchodzi do wagonu dostrzega jeszcze więcej nieżywych ludzi. Następnie dochodzi do konfrontacji pomiędzy dziewczyną, a skazańcem ratującym jej życie. Od tej pory losy bohaterów złączone będą aż do końca gry.

Współpraca dwójki odmiennych pod wieloma względami osób nie jest wyłącznie zachcianką scenarzystów. Ich kooperacja ma ogromny wpływ na rozgrywkę, o czym dosyć szybko się przekonujemy. W każdym momencie możemy wybrać, kim chcemy sterować. W praktyce, jesteśmy zmuszeni do ciągłego przełączania pomiędzy bohaterami, żeby ukończyć stosunkowo skomplikowane zagadki logiczne. Rebecca i Billy posiadają unikalne zdolności, co dodatkowo wpływa na poziom skomplikowania gry. Dziewczyna tworzy specjalne mikstury, a jej mała waga pozwala na wykorzystywanie haka z liną. Więzień z kolei oferuje dużą siłę, pozwalającą na przesuwanie wyznaczonych przez producenta elementów. Posiada także zapalniczkę, przydatną przy kilku łamigłówkach.

Remaster przygotowany przez Capcom wiernie odzwierciedla to, z czym mieliśmy do czynienia przy okazji premiery na Game Cube’a. Dlatego jeśli ktoś już wtedy miał zarzuty do wciągającej, lecz momentami infantylnej fabuły (zwłaszcza w kontekście kreowania postaci), teraz nic nie zmieni jego przekonań. Resident Evil 0 zdecydowanie bardziej uderzył w japońskie tony, co zaowocowało charakterystycznymi dla produkcji z tego kraju dialogami, czy wyglądem bohaterów inspirowanym azjatyckimi RPG-ami i anime. Nie zmienia to faktu, że klimat nadal jest bardzo gęsty, a atmosfera zaszczucia towarzyszy nam praktycznie cały czas.

Jeszcze piękniejsze trupy

Oryginalna wersja Resident Evil 0 już w dniu premiery prezentowała się bardzo dobrze. Mimo wszystko, producent podkręcił jeszcze bardziej oprawę graficzną, która wygląda teraz jeszcze okazalej. Poprawa obrazu nie ograniczyła się wyłącznie do zwiększenia rozdzielczości. Liftingowi poddano wygląd wszystkich postaci, poprawiono i usprawniono działanie cieni, a także podrasowano większość tekstur. Niestety Capcom nie zrezygnował z animacji otwierania drzwi, będącej dawniej kamuflażem dla doczytywanych lokacji. W czasach królowania sandboksów i komputerów o ogromnej mocy obliczeniowej, takie rozwiązanie z pewnością nie jest wymagane. No chyba, że z szacunku dla klasyki…

Na swojej drodze nie spotkamy wyłącznie zwykłych zombie.
Na swojej drodze nie spotkamy wyłącznie zwykłych zombie.

Z nowości wprowadzonych do remastera, możemy doliczyć dodatkowy tryb „Wesker Mode”, odblokowywany po ukończeniu głównego wątku fabularnego. Gdy uruchomimy nową grę, zamiast Billy’ego, otrzymujemy do dyspozycji Alberta Weskera (jednego z większych „złych gości” w całej serii) posiadającego różne nadprzyrodzone moce. Rozgrywka ulega wtedy diametralnym zmianom, ponieważ żadne zombie, czy inna małpa (tak, walczymy również z małpami) nie są nam w stanie zagrozić. Oczywiście, jeśli w pełni wykorzystamy zdolności nowego bohatera.

Wirus się rozprzestrzenia

Resident Evil 0 HD to produkcja przeznaczona głównie dla wyjadaczy serii. Młodsi użytkownicy mogą czuć się zrażeni dziwacznym jak na obecne standardy sterowaniem oraz wieloma innymi rozwiązaniami, które dawno temu odeszły do lamusa. Uważam jednak, że każdy powinien dać tej grze szansę, chociażby po to, żeby zobaczyć jak dawniej wyglądały survival horrory z prawdziwego zdarzenia. Teraz pozostaje tylko czekać na odświeżone wersje „dwójki” i „trójki”.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    8
  • Grafika
    9
  • Udźwiękowienie
    8
  • Grywalność
    7
  • Dopracowanie
    8
Podsumowanie

Gdyby wszystkie remastery prezentowały tak wysoki poziom jak Resident Evil 0 HD, to z chęcią przygarnąłbym więcej nowych "starych" gier Capcomu. Tymczasem musimy rozkoszować się produkcją o trupach, której nie dopadła jeszcze zgnilizna. Smacznego!

80%
80
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz