Remaster lepszy od oryginału. Recenzja Shadow of the Colossus

0

Gotowi na łowy?

Uwielbiam gry Fumito Uedy. Może wychodzę w tym momencie na hipstera, który jara się jego dziełami, tylko dlatego, że tak bardzo odbiegają od mainstreamu, ale mam to gdzieś. Każda z dotychczasowych produkcji, przy których maczał palce była dla mnie niesamowitym przeżyciem, pełnym zaskoczeń i wzruszeń. Nawet najgorsze ICO uraczyło mnie lata temu swoim wdziękiem i specyficznym podejście do gameplayu. Nie był to jednak zachwyt, jaki towarzyszył mi podczas pierwszego przejścia Shadow of the Colossus kilkanaście lat temu, gdy gra trafiła pierwotnie na konsolę PlayStation 2.

Choć osobiście z całej „trylogii” najbardziej podobało mi się The Last Guardian (recenzja), to jednak właśnie z drugą pozycją studia Team Ico wiążę sentymentalne wspomnienia. Mogłoby się wydawać, że formuła tytułu przez te wszystkie lata mocno się zestarzała, jednakże byłoby to błędne myślenie. Remaster na ósmą generację konsol nadal kipi tą samą energią, co dawniej, tyle, że w jeszcze lepszej oprawie wizualnej, która momentami potrafi oczarować nawet malkontentów. Niestety, nie wszystko wyszło idealnie.

W RĘKACH PROFESJONALISTÓW

Za odświeżenie gry odpowiadała ekipa z Bluepoint Games, specjalizująca się w przygotowywaniu remasterów starszych produkcji. Zespół zdobywał doświadczenie przy przygotowywaniu usprawnionych wersji serii Uncharted, God of War czy Metal Gear Solid. Dobrze więc się stało, że to właśnie na nich trafiło, ponieważ Shadow of the Colossus zasługiwało na to, żeby wpaść w ręce profesjonalistów. Producent praktycznie od podstaw przygotował całą oprawę graficzną, bazując na oryginalnych teksturach, dzięki czemu zachowano ducha wersji z 2006 roku. Na pierwszy rzut oka różnica pomiędzy obrazem nie jest tak bardzo wyczuwalna, szoku doznajemy dopiero, gdy zestawimy ze sobą screeny z obu edycji. Wychodzi wtedy na jaw, że Bluepoint Games podeszło do gry z wielkim sercem, dbając o najmniejsze detale i rzeczy, których większość graczy nawet nie zauważy.

SotC był wręcz stworzony dla trybu fotograficznego
SotC było wręcz stworzone dla trybu fotograficznego

Drobne pęknięcia na ścianach, dodatkowe krzaczki czy bardziej poszarpane skaliste półki – to wszystko tworzy niesamowity klimat, sprawiając, że – jeszcze bardziej niż wcześniej – odczuwałem wielką potrzebę eksplorowania mapy. A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że do kolejnych lokacji docieramy głównie dlatego, że chcemy, a nie ponieważ tak każe nam notatnik, a system zapisuje dodatkowe punkty za odblokowanie nowego obszaru. Dlatego jeśli graliście we współczesne sandboksy i nie mieliście wcześniej styczności z tym tytułem, może czekać was spore zaskoczenie. Dodam jeszcze do tego, że w grze nie ma żadnych przeciwników, jedynie szesnastu potężnych bossów, których musimy ubić.

POLOWANIE NA KOLOSÓW

Produkcja sama w sobie jest stosunkowo krótka, ale to zależy w dużej mierze od tego, jak szybko odkryjemy słabe punkty u tytułowych Kolosów. Do finału dotarłem w niecałe pięć godzin, jednakże wiem, że to dla mnie dopiero początek przygody. Wszakże przeciwników można pokonywać w trybie reminiscencji lub trybach czasowych, odblokowując tym samym dostęp do nowego oręża. Ostatecznie może się więc okazać, że przy grze spędzimy nawet grubo ponad dwadzieścia godzin. W przypadku oryginału nie byłbym taki chętny do ponownego zaliczania gry, ale na szczęście w remasterze usprawniono kilka elementów, jak chociażby poprawiono toporne sterowanie (aczkolwiek te nadal potrafi być upierdliwe) i znacząco usprawniono działanie pijanej kamery. Obecnie o wiele łatwiej kontrolować sytuację na placu boju, dzięki czemu możemy skupić się na walce, a nie na tym, że skaczący obraz za chwilę wywinie jakiś numer.

Niestety, jak już wspominałem na początku, Bluepoint Games nie ze wszystkim poradziło sobie, tak jak powinno. Przede wszystkim, chodzi mi o płynność gry na PlayStation 4 Pro. W tym przypadku do dyspozycji oddano dwa tryby graficzne – Kinowy (4K, 30 kl/s) oraz Wydajnościowy (1080p, 60 kl/s), z czego ten pierwszy bywa kompletnie niegrywalny. Za sprawą kilku filtrów, grafika faktycznie wygląda trochę lepiej, jednak obraz tak bardzo szarpie podczas rozglądania, że po pierwszych kilku minutach zebrało mi się na mdłości. Na szczęście, drugi z trybów działa rewelacyjnie – rozgrywka jest niezwykle płynna, a grafika ładna i przejrzysta. Podczas przygody natrafiłem również na kilka bugów (przeniknąłem przez ścianę i wpadłem w otchłań), zbyt bliski zasięg rysowania trawy oraz parę przykładów dziwnie działającej fizyki (nienaturalne ruchy postaci, stanie nad przepaścią, zacinanie się na obiektach).

WIELKIE POLOWANIE

Shadow of the Colossus to świetny remaster, którego z całego serca mogę polecić zarówno nowych osobom, jak i graczom, którzy dawno temu zaliczyli oryginał. Bluepoint Games odwaliło kawał dobrej roboty, wciskając w leciwą grę nowego ducha. Po drodze nie uniknięto kilku potknięć, jednakże całość stoi na tak wysokim poziomie, że szybko zapominamy o wpadkach twórców. Nie rozpisuję się już dalej, ponieważ czeka mnie jeszcze wiele wspaniałych pojedynków w zapomnianym przez ludzkość świecie.

OCENA KOŃCOWA: 80/100

PLUSY:
+ profesjonalny remaster
+ bardzo ładna grafika
+ nie zatracono uroku oryginału
poprawione sterowanie
poprawiona praca kamery
MINUSY:
 fatalna optymalizacja trybu Kinowego
– drobne bugi
problemy z fizyką
 doczytująca się trawa

Grę do testów dostarczyła firma Sony Interactive Entertainment Polska, za co serdecznie dziękujemy!

 

WERDYKT

  • OCENA KOŃCOWA
    8
Podsumowanie

Remaster Shadow of the Colossus to zakup obowiązkowy dla posiadaczy konsoli Sony, zwłaszcza, że gra kosztuje o połowę mniej niż współczesne produkcje AAA. Szkoda tylko, że twórcy dali ciała z optymalizacją wersji na PlayStation 4 Pro.

80%
80
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz