Przedpremierowy test Sniper Elite 4. Fani serii mogą spać spokojnie

0

Wstrzymaj powietrze, wyceluj i strzel, czyli gra studia Rebellion w pigułce.

Dwa dni temu dzięki uprzejmości firmy Cenega miałem okazję przetestować przed premierą najnowszą część Sniper Elite. Premiera gry została zaplanowana na 14 lutego bieżącego roku, więc twórcy gry mają niewiele czasu żeby wyeliminować drobne błędy i niedociągnięcia, których w produkcji zdecydowanie nie brakuje. Na naprawę niektórych bugów z pewnością będzie już za późno, ale i tak nie powinno zepsuć to całościowego odbioru gry, bo ta sama w sobie jest naprawdę grywalna. Studio Rebellion odpowiedzialne za produkcję nie wprowadziło do serii żadnej poważnej rewolucji, co najwyżej rozbudowując niektóre aspekty rozgrywki. Przejdźmy zatem do konkretów…

NA POHYBEL NAZIOLOM

W udostępnionej przez dewelopera wersji grywalne były wszystkie tryby, jakie znajdziemy w finalnym wydaniu. Na początek przystąpiłem do kampanii fabularnej – można ją rozgrywać w pojedynkę lub z inną osobą. W przypadku kooperacji przebieg misji jest identyczny, a obaj gracze zaczynają dokładnie w tym samym miejscu. Z racji braku towarzysza, na nazistowskich generałów zapolowałem w pojedynkę. Na pierwszy rzut oka widać, że przejście na nową generację konsol pozwoliło Rebellionowi na wykreowanie naprawdę dużych map, pozbawionych jakichkolwiek ekranów ładowania.

Podobnie jak w poprzednich odsłonach, tutaj także mogłem w dowolny sposób realizować poszczególne cele, dobierając odpowiedni styl ataku – strzelając ze snajperki, zakradając się od tyłu i mordując nożem lub wlatując w oponentów z Thompsonem. Ze względu na stosunkowo wysoki poziom trudności, zdecydowanie odradzam korzystanie z ostatniej możliwości. Karabin maszynowy najlepiej zostawić na czarną godzinę, w razie gdybyśmy wpadli w zasadzkę przeciwnika. Sztuczna inteligencja ma swoje mocne strony, dlatego warto obmyślić wcześniej taktykę. Żołnierze wroga widzą z bardzo dużej odległości, co oznacza, że o wszczęcie alarmu nie trzeba zbyt długo zabiegać.

Każda aktywność Karla nagradzana jest punktami. Najlepiej oceniane są ciche zabójstwa lub morderstwa wymierzone z bardzo dalekiej odległości.
Każda aktywność Karla nagradzana jest punktami. Najlepiej oceniane są ciche zabójstwa lub morderstwa wymierzone z bardzo dalekiej odległości.

Główny bohater (ponownie Karl Fairburne) od czasów przygody w Afryce opanował kilka nowych sztuczek, które pomagają mu podczas wykonywania kolejnych misji. Najważniejszą z nich jest możliwość wspinania się po gzymsach niczym rasowy asasyn. Niestety, system ten działa dosyć koślawo i bywa aktywowany wyłącznie w miejscach wybranych przez twórców. Nie zmienia to faktu, że dzięki temu rozgrywka i tak została znacząco rozbudowana, zwłaszcza dla osób, chcących pobawić się w Sama Fishera podczas II Wojny Światowej. W Sniper Elite 4 nie zabrakło również najbardziej charakterystycznego elementu całej serii, czyli rentgenów towarzyszących trafieniom oponentów w istotne miejsca na ciele, jak serce czy… krocze. Wstawki z prześwietleniami są jeszcze bardziej brutalne niż wcześniej (przynajmniej takie odniosłem wrażenie), pokazując dokładniej co się dzieje z ciałem człowieka, gdy wpada w niego rozpędzony pocisk.

SNAJPERZY NIE DZIAŁAJĄ W POJEDYNKĘ

Czwarta odsłona Sniper Elite oprócz kampanii fabularnej, oferuje ponadto tryb wieloosobowy, w którym mamy do wyboru dwa rodzaje rozgrywki – klasyczne PvP oraz Przetrwanie. W pierwszej opcji gracze zostają podzieleni na dwie grupy, rywalizujące o przejęcie ważnych punktów na mapie. Potyczki sieciowe są wciągające i niezwykle dynamiczne. Grając nawet w sześć osób, cały czas jesteśmy w centrum wydarzeń, głównie za sprawą natychmiastowego respawna. Dzięki temu, nie tracimy czasu na bezsensowne przeglądanie statystyk lub patrzenie na innych uczestników w trybie obserwatora. Po zaliczeniu śmierci odradzamy się w miarę blisko od innych użytkowników, co pozwala nam na błyskawiczne powrócenie do walki.

Oprawa wizualna nie urywa żadnej części ciała, ale seria nigdy nie słynęła z pięknej grafiki. Nadrabiała za to gameplayem, który w przypadku czwartej części nadal potrafi bawić.
Oprawa wizualna nie urywa żadnej części ciała, ale seria nigdy nie słynęła z pięknej grafiki. Nadrabiała za to gameplayem, który w przypadku czwartej części nadal potrafi bawić.

Gdybyśmy jednak woleli z kumplami postrzelać do większej grupy wrogich jednostek, mamy do dyspozycji tryb Przetrwanie. Zasady tego typu zabawy są z pewnością znane wszystkim graczom, ale na wszelki wypadek je przypomnę. Rozgrywka polega na odpieraniu kolejnych fal – w tym przypadku – nazistów, ochoczo nacierających na naszą pozycję. Niezależnie od poziomu trudności, musimy przeżyć dwanaście tur, co nawet na Normalu nie bywa łatwym zadaniem.  Napastników zawsze jest sporo i mają dobrego cela, a w Sniper Elite 4 każde trafienie bywa bolesne. Na szczęście, w pogotowiu czekają apteczki oraz pomocna dłoń kompana, który może nas podnieść z ziemi gdy zostaniemy zranieni. Gra posiada natomiast limit „upadków”, dlatego należy mieć to na uwadze. W przeciwnym razie gracz zostaje usunięty z potyczki, a reszta załogi musi sobie radzić w osłabieniu.

DOBRA PROGNOZA

Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekam na oficjalną premierę czwartej odsłony Sniper Elite. Tak jak pisałem we wstępie, produkcja miewa gorsze momenty (zwłaszcza od strony technicznej), ale na nich skupię się dopiero podczas pisania recenzji. Tymczasem jestem nastawiony bardzo pozytywnie i liczę na to, że dalsze fragmenty kampanii (grałem wyłącznie w pierwszą misję) będą jeszcze bardziej rozbudowane oraz zróżnicowane. Wszystko wskazuje na to, że kolejna gra Rebellion powinna przypaść graczom do gustu. Mimo to, już teraz wiadomo, że nie będzie to tytuł pozbawiony wad. Wątpię jednak, żeby zniechęciły one fanów marki do kupna „czwórki”.

Za możliwość przetestowania gry dziękujemy firmie Cenega!

 
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz