Niech żyje król! Recenzja Divinity: Original Sin 2

0

Bo diabeł tkwi w szczegółach.

Recenzowanie gier w pracy sprawia, że mało która produkcja jest w stanie tak naprawdę poruszyć jakąkolwiek strunę w sercu. Zdecydowaną większość przechodzi się z zegarkiem w ręku i wyrazem zobojętnienia na twarzy, a następnie rzuca na półkę, gdzie szybko giną pod warstwą kurzu i innych gier. Tylko niektóre tytuły zapisują się w pamięci na dłużej i trafiają na listę „zagram, kiedy w końcu znajdę chwilę wolnego czasu”. Do której z tych dwóch kategorii zalicza się Divinity: Original Sin 2?

PIERWSZE KROKI

Jak na rasowego erpega przystało, pierwszym krokiem na drodze do sławy i bogactw jest stworzenie postaci. Larian Studios dało nam w tej kwestii wolną rękę, ponieważ bohatera można wybrać spośród kilku przygotowanych przez twórców wzorów lub zbudować go od zera – wybrać rasę, płeć i pochodzenie, określić jego wygląd i głos oraz przypisać do niego statystyki, zdolności specjalne i talenty. Bezklasowy system tworzenia postaci sprawia, że nasze możliwości kreacji są praktycznie nieograniczone.

Zalecam nie lekceważyć tego etapu gry, ponieważ ma on niebagatelne znaczenie dla dalszej zabawy. System tagów, którymi określa się bohatera na etapie jego tworzenia, odblokowuje dodatkowe opcje dialogowe, a świat i napotkane postaci niezależne reagują na naszą płeć, rasę, profesję i pochodzenie. Dzięki temu każda kolejna rozgrywka, będzie doświadczeniem naprawdę wyjątkowym i niepowtarzalnym.

PO DRUGIEJ STRONIE BARYKADY

W pierwszym Divinity: Original Sin protagonistami byli Łowcy Źródła, którzy próbowali wyplenić z krainy Rivellon zakazaną magię Źródła. W „dwójce” role się odwróciły, ponieważ bohaterem jest postać, która korzysta z mocy Źródła. Chociaż magia ta jest potężna, ma swoją mroczną stronę – przyciąga z Pustki niebezpieczne potwory, które zagrażają nie tylko życiu naszego bohatera, ale także wszystkich innych mieszkańców Rivellonu. Dlatego właśnie Original Sin 2 zaczynamy na pokładzie statku, który płynie do Fortu Joy, miejsca odosobnienia, gdzie władający magią Źródła są „leczeni” ze swojej przypadłości.

Chociaż wątek główny wciąga, świat Divinity: Original Sin 2 jest tak ciekawy i bogaty, że nie raz i nie dwa zdarzyło mi się zupełnie o nim zapomnieć. Zamiast podążać za swoim przeznaczeniem, wolałem skupić się na zadaniach pobocznych i odkrywaniu sekretów Rivellonu wraz ze swoimi towarzyszami. Skoro już o naszych kompanach mowa, to muszę powiedzieć, że są oni nie tylko świetnie rozpisani, ale biorą także czynny udział w przygodzie, kierują się własnymi interesami i dzielą z nami swoimi opiniami na temat naszych poczynań. Pikanterii zabawie dodaje dodatkowo to, że budowane z nimi relacje przyjmują przeróżne formy – od przyjaźni przez współzawodnictwo po miłość.

PRAWIE JAK PAPIEROWY ERPEG

Tym, co w Divinity: Original Sin 2 spodobało mi się jednak najbardziej, są ogromna swoboda działania i różnorodność rozgrywki. Każde zadanie można zrealizować na kilka różnych sposobów. Najlepiej posłużyć się przykładem zamkniętych drzwi, którego używają sami twórcy, a w ich słowach nie ma ani krzty przesady! Możecie na przykład przekupić lub przegadać strażnika, zwędzić klucz z jego kieszeni, otworzyć zamek wytrychem, a nawet teleportować się na drugą stronę wrót. Jeżeli pokojowe rozwiązania nie leżą w waszej naturze, zawsze możecie wyjąć klucz do drzwi ze stygnącej dłoni martwego wartownika. Zalecam odblokowanie już na początku gry zdolności rozmowy ze zwierzętami, które często oferują podpowiedzi i wskazówki, a niekiedy zlecają też bohaterom różne zadania. Świat Divinity: Original Sin 2 skrywa tak wiele sekretów, że możecie zapomnieć o poznaniu wszystkich za pierwszym, drugim, a nawet trzecim podejściem, a co za tym idzie, zachęca do powrotów, a to najważniejsze.

Chociaż często można jej uniknąć, walka to jeden z kluczowych elementów rozgrywki. W Divinity: Original Sin 2 twórcy usprawnili względem oryginału m.in. system punktów akcji, w którym jeden punkt często oznacza jedną akcję. Wzrosła też rola środowiska w potyczkach. Znaczenie ma nie tylko rodzaj powierzchni (wodę można zamienić w lód, krew porazić prądem, truciznę podpalić etc.), ale także różnice poziomów – łatwiej razić przeciwnika z wysokości, a zdecydowanie trudniej z dołu. Poprawiono też sztuczną inteligencję wrogów i sojuszników, którzy są teraz doskonale świadomi tego, co dzieje się na polu bitwy. W pierwszej chwili liczba współczynników, statusów i zdolności specjalnych może przerazić, szczególnie osoby, które nie miały wcześniej z Divinity: Original Sin styczności, ale uwierzcie mi na słowo, odnajdziecie się po pewnym czasie bez trudu. Wystarczy odrobina cierpliwości oraz korzystanie z przygotowanych przez twórców podpowiedzi i wskazówek. Najbardziej podoba mi się to, że potyczki mają wybitnie taktyczny charakter, a zwycięstwo lub przegrana często zależą nie od siły naszej drużyny, ale od przyjętej przez nas strategii. Świetnie pokazuje to powyższy materiał wideo, na którym poniosłem klęskę, ponieważ zaatakowałem wroga na umocnionej przez niego pozycji. Za drugim podejściem wywabiłem go z warowni i pokonałem bez większego problemu.

Divinity: Original Sin 2 to rodzaj doświadczenia, które najlepiej smakuje, kiedy można się nim rozkoszować w samotności w długie jesienne i zimowe wieczory. Oczywiście to tylko i wyłącznie moje zdanie, a Larian Studios przygotowało też małe co nieco z myślą o amatorach sieciowych potyczek. Razem z przyjaciółmi możecie zagrać w trybie kooperacji dla czterech graczy, a dzięki różnemu pochodzeniu bohaterów, będziecie ze sobą albo współpracować, albo rywalizować. Dostępna jest też arena PvP i tryb Mistrza Gry.

DLACZEGO NIE 10/10?

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego pomimo wszystkich tych „ochów” i „achów” nie wystawiłem Divinity: Original Sin 2 maksymalnej noty. Odpowiedź na to pytanie jest prozaiczna – na razie nowa produkcja Larian Studios nie posiada wsparcia dla języka polskiego, przez co jedynie osoby, które znają angielski i to na dość dobrym poziomie, będą mogły czerpać z gry przyjemność. Poza tym Divinity: Original Sin 2 to bez dwóch zdań jeden z najlepszych komputerowych erpegów ostatnich lat. Zarówno Torment: Tides of Numenera, jak i Tyranny nie spełniły do końca wszystkich moich oczekiwań, z kolei Divinity: Original Sin 2, po którym nie spodziewałem się niczego, gdyż jakimś cudem ominęła mnie „jedynka”, okazało się strzałem w dziesiątkę! Świetna fabuła i doskonały klimat, ogromna swoboda działania i różnorodność rozgrywki, taktyczny system walki, a przede wszystkim dbałość o detale stawiają grę wysoko ponad konkurencją. Dobra, koniec tego gadania, wracam do Rivellonu! Może spotkamy się w jednej z lokalnych tawern.

OCENA KOŃCOWA: 97/100

PLUSY:
+ fabuła i klimat
+ ogromna swoboda działania
różnorodność rozgrywki
+ zachęca do wielu podejść
+ dbałość o detale
MINUSY:
 brak polskiej wersji językowej

Grę do testów dostarczyła firma Larian Studios, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Ocena
    9.7
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Divinity: Original Sin 2 ma wszystko to, czego wymaga się od świetnego erpega - wciągającą fabułę i doskonały klimat, ogromną swobodę działania i różnorodność rozgrywki oraz przemyślany, taktyczny system walki. Szkoda tylko, że pełnię przyjemności z gry czerpać mogą jedynie osoby, które dobrze znają język angielski.

97%
97
Świetna
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz