II wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Recenzja gry Wolfenstein II: The New Colossus

0

Drżyjcie Naziści, Terror-Billy powrócił.

Nowy Wolfenstein to obok serii Metro 2033 moja ulubiona strzelanka i chociaż samodzielny dodatek The Old Blood nie spodobał mi się tak bardzo, jak The New Order, z niecierpliwością wyczekiwałem The New Colossus. Czy było warto? Odpowiem na to pytanie krótko: jak najbardziej! Panie i Panowie, przed wami murowany kandydat nie tylko do tytułu Strzelanki Roku, ale i Gry Roku.

POWRÓT DO DOMU

Wolfenstein II: The New Colossus rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z The New Order. Ciężko ranny Terror-Billy budzi się na pokładzie porwanego przez ruch oporu U-Boota, który został zaatakowany przez Nazistów dowodzonych przez znaną z poprzedniej części Frau Engel. Bohaterom udaje się uciec z zasadzki, ale w potyczce ginie przywódczyni ruchu oporu, Caroline Becker. Billy i spółka postanawiają kontynuować dzieło swojej przyjaciółki i rozpętać drugą wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Fabuła i atmosfera to bez dwóch zdań kręgosłup Wolfenstein II: The New Colossus. Twórcom znów udało się stworzyć wiarygodną i klimatyczną wizję świata, w którym Naziści wygrali II Wojnę Światową – zniszczony przez bombę atomową Manhattan, Nowy Orlean zamieniony w getto czy członkowie Ku Klux Klanu, którzy swobodnie przechadzają się po ulicach u boku Niemców. Ciężką atmosferę „Człowieka z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka twórcy doprawili odrobiną absurdu i hektolitrami krwi. Przy okazji możemy dowiedzieć się też czegoś na temat przeszłości B.J. Blazkowicza.

Historia opowiedziana w Wolfenstein II: The New Colossus nie tylko trzyma w napięciu, ale także rozśmiesza do łez i wzrusza, a nawet skłania do refleksji. Rzadko kiedy spotyka się scenariusz do gry, który łączy w sobie tak wiele różnych reakcji w tak zrównoważony sposób. Swój niepowtarzalny klimat The New Colossus zawdzięcza też temu, że twórcy nie wahali się popłynąć pod prąd. Podczas gdy inni producenci gier wideo karmią nas nieustannie poprawnością polityczną i równouprawnieniem, MachineGames nie boi się trudnych tematów, takich jak rasizm czy zbrodnicza ideologia.

CO DWIE SPLUWY, TO NIE JEDNA

W kwestii mechaniki rozgrywki Wolfenstein II: The New Colossus, tak jak poprzednik i nowy Doom, stawia na oldschool – punkty życia i pancerza, brak pełnej regeneracji zdrowia, nieograniczona liczba pukawek, które można ze sobą zabrać czy możliwość strzelania z dwóch spluw jednocześnie. W „dwójce” powraca system rozwoju umiejętności w oparciu o trzy style rozgrywki i eliminacji przeciwnika – ukrycie, jatkę i taktykę. Z czasem Terror-Billy wchodzi też w posiadanie jednej z trzech nazistowskich technologii, dzięki którym otrzymuje kolejne zdolności specjalne. Mała rzecz, a cieszy.

Podczas rozgrywki, podobnie jak poprzednio, nasz bohater zbiera różne przedmioty, takie jak chociażby utwory muzyczne czy grafiki koncepcyjne. Wśród nowości znalazły się Kody Enigmy, których odszyfrowanie pozwala na wzięcie udziału w niewielkich misjach pobocznych, gdzie celem Blazkowicza jest eliminacja nazistowskich dowódców. Skoro już o likwidacji wrogów mowa, to warto powiedzieć kilka słów na temat broni. Arsenał naszego bohatera wzbogacił się o parę nowych narzędzi zniszczenia, które można ulepszać, dzięki specjalnym modyfikacjom. System modyfikacji broni jest bardzo prosty, a przez to nienachalny, jak ma to miejsce w wielu współczesnych produkcjach, gdzie od liczby opcji personalizacji broni i wyposażenia można dostać zawrotów głowy.

Od stylu gry zależy jakie bonusy otrzymamy

Nie sposób nie wspomnieć też o poziomach i lokacjach. Nie chcę wnikać w szczegóły, żeby nie psuć wam zabawy, ale wspomniany wyżej Manhattan czy Nowy Orlean robią robotę. Każdy poziom jest na swój sposób wyjątkowy i naprawdę trudno tutaj o nudę. Tak jak w poprzedniej części, ruch oporu ma swoją bazę. Tym razem jest nią skradziony Nazistom U-Boot o  imieniu Młot Ewy. To nie tylko miejsce, w którym można pogadać z resztą postaci, to także lokacja, w której będziecie mogli wykonać kilka pomniejszych, często okraszonych sporą dozą humoru, misji pobocznych.

Modyfikacja broni jest prosta i intuicyjna

Jeżeli chodzi o oprawę audiowizualną, nie mam nic do zarzucenia Wolfenstein II: The New Colossus, a wręcz przeciwnie. Efekty graficzne, takie jak wybuchy, mgła itp. prezentują się naprawdę wyśmienicie, podobnie zresztą, jak doskonała ścieżka dźwiękowa i anglojęzyczni aktorzy, którzy podkładają głosy pod bohaterów, tak pierwszo- jak i drugoplanowych. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to chyba tylko i wyłącznie do problemów z nawigacją – wskaźnik czasem się gubi.

STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ

Wolfenstein II: The New Colossus to najlepsza strzelanka, w jaką grałem od premiery poprzedniej części w 2014 roku. Świetny klimat „Człowieka z Wysokiego Zamku” doprawiony został szczyptą absurdu i amerykańskiego patosu, dzięki którym powstała naprawdę wybuchowa mieszanka. Zupełnie nie odczułem braku trybu wieloosobowego, a za sprawą kilku trików gra zachęca do powrotu. Rozgrywka jest krwawa i dostarcza masę niezapomnianych wrażeń. Jak dla mnie, murowany kandydat do tytułu Gry Roku.

OCENA KOŃCOWA: 100/100

PLUSY:
+ niepowtarzalny klimat
+ wciągająca bez reszty fabuła
+ cudowna prostota
+ stara szkoła strzelanek
MINUSY:
 sporadyczne problemy z nawigacją

Grę do testów dostarczyły firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Ocena
    10
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Świetna fabuła, niepowtarzalny klimat i satysfakcjonująca rozgrywka to trzy główne atuty Wolfenstein II: The New Colossus. Murowany kandydat nie tylko do tytułu Strzelanki Roku, ale i Gry Roku.

100%
100
Świetna
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz