BlizzCon 2018 – najważniejsze informacje, premiery i zapowiedzi

0

Obejrzeliśmy BlizzCon wzdłuż i wszerz, mamy więcej, niż tylko to, co pokazano publicznie.

Blizzard dał nam możliwość zakosztowania pełnej mocy BlizzConu 2018 za sprawą wirtualnego biletu i trzeba przyznać: naprawdę było tam sporo do zobaczenia. Obok zapowiedzi zremasterowanego Warcrafta 3, obietnicy nowych postaci do Heroes of the Storm i Overwatcha oraz Diablo Immortal, które fani znienawidzili już od pierwszego momentu podczas weekendowej imprezy Blizzarda dało się usłyszeć mnóstwo dodatkowych, ciekawych umiejętności. Okazja, by odebrać darmową kopię Destiny 2 (która czeka na wszystkich zainteresowanych w kliencie Battle.net do 18 listopada) była tylko dodatkową osłodą.

Cała impreza zaczęła się dość sentymentalnie: Mike Morhaime, prezes Blizzarda od 27 lat pożegnał się oficjalnie z fanami, przekazując pałeczkę J. Allenowi Brackowi, dotychczasowemu szefowi zespołu World of Warcraft. Morhaime zaczął dość tradycyjnie, pytając fanów o ich staż na imprezach Blizzarda i rozkręcając publiczność. Potem pozdrowił swoich rodziców, którzy po raz pierwszy w historii imprezy nie mogli dotrzeć na nią na żywo przez problemy zdrowotne. Gdy wreszcie zszedł ze sceny, żegnając ludzi, gdy Brack przejmował pałeczkę, choć o odejściu prezesa informowano już w październiku czuć było, że skończyła się pewna epoka.

Przejdźmy jednak do samych ogłoszeń i nowej-starej gry: Warcrafta 3 Reforged. Remaster jednej z kluczowych produkcji w historii studia był długo wyczekiwany i choć wiele osób czuje się zawiedzionych, że nie dostaliśmy ulepszonej wersji „jedynki” lub „dwójki”, produkcja, z której zrodziła się Dota oraz wiele innych ciekawych rzeczy osiągnęła status legendy. Ciężko wyobrazić sobie, co musiałaby zrobić czwarta część Warcrafta, by ją przebić.

Ekipa Blizzarda podkreśliła, że remaster W3 wymagał znacznie więcej wysiłku, niż ulepszony StarCraft, bo składa się z większej ilości ruchomych elementów: produkcja ma współgrać w z oryginalną wersją gry tak, by właściciele obu wariantów mogli razem grać w sieci, obsługiwać stare mody i stworzone przez fanów mapy.

Warcraft 3 był pierwszą trójwymiarową produkcją Blizzarda, która musiała liczyć się z całą masą ograniczeń technologicznych, które obecnie nie istnieją – twórcy z radością opowiadali o nowych shaderach i anty-aliasingu, który zostanie dodany, by wszystko wyglądało nowocześnie i soczyście. Co ciekawe, ponieważ modele postaci z oryginalnej gry były nieco nieproporcjonalne, zbudowano je kompletnie na nowo, a za referencję posłużył… trailer do Mists of Pandaria, w którym walczą ze sobą ork i człowiek. Wszelkie wymiary i proporcje dobierano na jego podstawie, a rezultaty  robią wrażenie.

Panel skupiający się na Warcrafcie zawierał wiele obietnic, szczególnie stopniowe przeniesienie systemów drabinkowych i klanowych do nie obsługującego ich jeszcze Battle.netu. Z drugiej strony dowiedzieliśmy się też, że nie będzie to przeniesienie gry 1 do 1 – w kampanii dostaniemy zmienione mapy, a podczas promowanej podczas BlizzConu 2018 misji The Culling wejście do miasta Stratholme ma pokrywać się z tym, które gracze oglądali w World of Warcraft.

Hearthstone nie zaskoczył niczym wyjątkowym – nadchodzi nowy dodatek, w ramach którego zobaczymy arenę, na której biją się trolle. Fani World of Warcraft powinni skojarzyć to miejsce – to Arena Gurubashi, słynna lokacja, gdzie gracze mogli walczyć w trybie PvA czyli Gracz kontra Wszyscy (poza własną drużyną). Radosny filmik przygotowany przez Blizzarda wywoływał uśmiech na twarzy (ta melodia strasznie wwierca się w ucho!), a informacja, że w przygodzie dla pojedynczego gracza będziemy śledzić losy młodego, początkującego gladiatora zapowiada ciekawą reiterację przygód, które dostajemy z każdym dodatkiem do blizzardowej karcianki.

Heroes of the Storm, MOBA łącząca wszystkie światy Blizzarda doczekała się z kolei nowej postaci… która nie pochodzi żadnego z nich. Zrodzona w Nexusie, miejscu, gdzie potykają się Bohaterowie Burzy, Orphea jest białowłosą wiedźmą o ciekawych i potwornych umiejętnościach. Jej pojawienie się nie wywołało może burzy, bo Heroes of the Storm nie należy do największych hitów, ale także dlatego, że nie jest nawet jedyną białowłosą bohaterką, która zadebiutowała na tegorocznym Blizzconie.

Uwagę od niej odwróciła 29 bohaterka Overwatch, Ashe, była partnerka Jesse’ego McRee i bandytka z gangu krążącego w okolicach klasycznej mapy, Route 66. Kowbojka jest wyjątkowa pod wieloma względami: to postać, która oryginalnie miała być jedynie elementem tła w filmiku z historią McRee, ale tak spodobała się twórcom, że kilku członków zespołu projektantów niezależnie zgłosiło ją jako kolejną pełnoprawną antybohaterkę.

Ashe wprowadza też do gry nietypową sytuację – jej ostateczna umiejętność tworzy tymczasowo siódmego bohatera, co było wyzwaniem zarówno pod względem wykorzystania zasobów w grze jak i balansu rozgrywki. Jej B.O.B. wielki, rozrzucający ludzi na boki i strzelający z karabinu omnik może poważnie namieszać w metagrze Overwatcha.

Najważniejsze zostało jednak na koniec: głosem Ashe jest Jennifer Hale, fantastyczna aktorka głosowa, którą powinni kojarzyć wszyscy fani serii Mass Effect – Hale grała bowiem FemShep przez całą trylogię. To także głos Krema z Dragon Age: Inquisition oraz Leah z Diablo 3. Ekipa Overwatcha zyskała tym samym naprawdę wysokoprofilowe nazwisko, a jednocześnie kobietę, która także w prawdziwym życiu nazywa się kowbojką. Ostatecznie bohaterka pojawiła się na Blizzconie w dwóch filmikach, Reunion oraz tym przedstawiającym jej historię. Oba wyglądają super.

A skoro już jesteśmy przy Diablo, zacznijmy od tych dobrych wieści: trzecia część na Switchu prezentuje się bardzo, ale to bardzo dobrze (spodziewajcie się recenzji na dniach!), a Jennifer Hale brzmi w niej równie fajnie, co te parę lat temu, nawet, jeśli sama fabułka gry jest głupiutka…

Przejdźmy jednak do tego, co fanów zdecydowanie nie ucieszyło, a przynajmniej: podzieliło, Diablo Immortal. Od pierwszych minut zapowiedzi gry widać było, że wszyscy w Blizzardzie obawiają się, jak zareagują fani. Wyatt Cheng, znany jako człowiek, który naprawił Diablo 3 robił podczas wprowadzenia do Immortal (a filmik prezentujący grę jest niesamowicie dobry i w niczym nie odstaje od standardowych animacji Blizzarda), teraz robił dziwne pauzy podczas prezentacji i próbował sondować reakcje publiczności, gdy poinformował że najbliższa gra w świecie Sanktuarium zmierza na komórki.

Trzeba przyznać, że Blizzard robił co mógł, by przygotować na to fanów – już jakiś czas przed BlizzConem mówiono, że ogłoszeniem, jakie dostaniemy na otwarcie imprezy nie jest Diablo 4, a na samej imprezie zasłodzono nas masą fantastycznych nowości, na wypadek gdybyśmy jakoś o tym zapomnieli, a kochali inne gry firmy. Niemniej jednak zapowiedź Diablo Immortal jest jedną z najmniej lubianych na YouTubie, a szyderczym i niemiłym komentarzom w kierunku twórców nie ma końca. Pojawiły się nawet plotki, że gra jest poprzednią grą NetEase zapakowaną w inną skórkę, ale Blizzard stanowczo zaprzeczył podkreślając, że modele i inne materiały graficzne zostały zbudowane od zera, a samą grę stworzono od podstaw, choć wykorzystuje ona schemat sterowania używany przez NetEase.

Istnieje ograniczona ilość rzeczy, jaką Blizzard mógł zrobić by złagodzić wyimaginowany cios, jakim jest prezentacja jednej solidnie wyglądającej gry zamiast innej. Wiele głosów mówi, że firma, która od paru miesięcy powtarzała nam, że równolegle powstaje KILKA projektów w świecie Diablo, powinna podrzucić na osłodę chociaż grafiki koncepcyjne z Diablo 4 albo dać graczom remaster „dwójki”.

Sęk w tym, że fani Warcrafta (nie WoWa!) czekali na swoją kolej znacznie dłużej, niż diablowcy, a nie wypychanie wszystkich remasterów na raz wydaje się całkiem rozsądną strategią. Do tego dosłownie w dniu ogłoszenia Diablo Immortal swoją premierę miała switchowa wersja Diablo 3, więc obiecywanie „dwójki” lub „czwórki” w tym momencie byłoby podkopywaniem właśnie wydanego produktu, czego z oczywistych powodów nikt nie chciał robić.

Warto pamiętać też, że samo Diablo 3 na PC dostało ostatnio kolejną nowość, jaką są tematyczne sezony rozgrywki, co po sześciu latach od premiery gry jest całkiem pozytywnym ruchem… a także o prostym fakcie: w tę grę, pomimo narzekań w sieci wciąż gra sporo osób. Skoro fani Diablo 2 mogli czekać na kontynuację ponad dekadę, czy naprawdę teraz wszystko musi iść szybciej? Może czas dać się pobawić ludziom, którzy cieszą się Diablo na komórkę, bo podwórko pełne zastępów piekieł pomieści jednych i drugich. O ile oczywiście Blizzard i współtwórcy gry, NetEase, nie postanowią zamordować Diablo Immortal paskudnymi, agresywnymi mikrotransakcjami…

BlizzCon 2018 był świetną imprezą. Panele tematyczne, opowieści o tym, jak z prostych systemów muzycznych zbudowano niesamowity las pełen wiedźm w World of Warcraft i patrzenie, jak koleś podkładający głos chomiczej połowie Burzyciela produkuje chomicze głosy na scenie, przed widownią, a Matt Mercer po raz kolejny pokazuje, że jest najlepszym kowbojem na planecie było przygodą równie wielką, co same wielkie ogłoszenia. Choć wielu z was może nienawidzić chwilowo Blizzarda, obstaję przy tym, że firma zrobiła kawał świetnej roboty.

Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz