Android maszynie człowiekiem. Recenzja NieR: Automata

0

Ku chwale ludzkości.

Motyw postapokalipsy w grach to nic nowego. Na przestrzeni lat powstawały kolejne produkcje traktujące o końcu świata, zagładzie ludzkości i innych dramatycznych sytuacjach. Chociażby w niedawno wydanym Horizon Zero Dawn mogliśmy natrafić na interesującą wizję przyszłości, w której maszyny przejęły kontrolę nad Ziemią. Na pierwszy rzut oka, fabuła NieR: Automata prezentuje się bardzo podobnie, ale historia przygotowana przez japońskie studio PlatiniumGames ma w sobie znacznie więcej głębi. To tytuł nie tylko oferujący wymagającą rozgrywkę, ale także (a może nawet i przede wszystkim) zmuszający do poważnych przemyśleń.

XIV WOJNA MASZYNOWA

Automata jest kontynuacją wydanej w 2010 roku gry NieR Gestalt. Do nowej produkcji PlatiniumGames można podchodzić natomiast bez znajomości poprzedniczki. Historia choć miejscami nawiązuje do wydarzeń ze wcześniejszej odsłony (zazwyczaj poprzez dokumenty), to jednak jest na tyle odrębna, że może funkcjonować samoistnie. Na dobrą sprawę, gdybyście chcieli w pełni ogarnąć te uniwersum, to musielibyście przenieść się aż do czasów premiery Drakengard. W poznaniu wcześniejszych wątków pomóc Wam też może artykuł przygotowany przez zespół PlayStation Blog opowiadający o wydarzeniach mających miejsce przed NieR: Automata.

Akcja nowego NieR osadzona została w bardzo dalekiej przyszłości, kiedy to nasza cywilizacja chyli się ku upadkowi. Kilkaset lat przed wydarzeniami z Automaty najeźdźcy z kosmosu zaatakowali Ziemię, niszcząc na swojej drodze wszystkie napotkane organizmy. Ostatnią deską ratunku dla ludzkości była ucieczka na księżycową bazę, określaną mianem Bunker. Na planecie zostali jedynie rebelianci, którzy za wszelką cenę chcą wypędzić z niej obcych. Problem polega na tym, że kosmici opracowali specjalne maszyny, zdolne do samodzielnego funkcjonowania. Te zdominowały każdą wolną przestrzeń, co uniemożliwia niedobitkom wyrównaną walkę. W tym celu, na Księżycu produkowane są humanoidalne androidy mające za zadanie osłabić siły wroga.

Starcia z bossami to niesamowite przeżycia. Na zdjęciu pierwszy poważny przeciwnik.
Starcia z bossami to niesamowite przeżycia. Na zdjęciu pierwszy poważny przeciwnik.

2B OR NOT 2B?

Gracz przejmuje właśnie kontrolę nad jedną z członkiń oddziału YoRHa (przynajmniej na początku zabawy) i zostaje wysłany na niesłychanie trudną misję. 2B to odważna robotobójczyni, nie zadająca zbyt wielu pytań, tylko twardo brnąca do przodu. Dla niej najważniejsze jest zadanie oraz jak najskuteczniejsze jego zrealizowanie. Kompletnie inne podejście do „życia” ma jej towarzysz 9S, będący ciekawym świata robotem, mającym coraz większe wątpliwości do podejmowanych przez androidy działań. Historia gry została rozpisana w rewelacyjny sposób, dlatego żałuję, że nie mogę się nią z Wami podzielić, bez zdradzania istotnych zwrotów fabularnych. Napiszę tylko tyle, że do pełnego zrozumienia opowieści, produkcję trzeba zaliczyć co najmniej cztery – pięć razy, ponieważ każde kolejne podejście otwiera przed nami nowe wątki i kompletnie inne zadania. Przejmujemy też kontrolę nad nowymi postaciami, co dodatkowo urozmaica rozgrywkę (każdy z bohaterów ma trochę inny styl działania). Swoją drogą, tytuł oferuje łącznie aż dwadzieścia sześć zakończeń, ale tylko kilka z nich można uznać za kanonicznych.

Fabuła gry nie byłaby tak sugestywna, gdyby nie wizja świata przygotowała przez developera. Mapa gry nie należy do szczególnie dużych, przez co wielokrotnie jesteśmy zmuszani do backtrackingu (przeszkadza to trochę tylko podczas pierwszego podejścia), ale za to oferuje ogromną różnorodność. Podczas zaliczania misji odwiedzamy m.in. zrujnowane miasto, rozległą pustynię czy nadrzewną osadę przyjaznych maszyn. Co chwilę docieramy do nowych miejscówek i odkrywamy w nich liczne smaczki. Wraz z postępem fabuły, niektóre lokacje ulegają drobnym zmianom, co w efekcie tłumaczy trochę to, że musimy cofać się do wcześniej odwiedzonych miejsc. Oprawa wizualna miejscami zawodzi, ale całość na swój sposób wygląda naprawdę piękne. Głownie dlatego, iż wszystkie elementy są ze sobą spójne i widać, że zostały przygotowane z ogromną starannością. Tego niestety nie można powiedzieć o niektórych teksturach, bijących po oczach pikselozą i rozmazaniem. Sytuację na szczęścia ratuje warstwa muzyczna, oferująca same świetne utwory, idealnie zgrywające się z wydarzeniami prezentowanymi na ekranie.

Produkcja nieustannie żongluje kilkoma gatunkami gier. Raz jest standardowym slasherem, innym razem przechodzi do klasycznej dwuwymiarowóej platformówki, a na grze typu Space Invaders kończy.
Produkcja nieustannie żongluje kilkoma gatunkami gier. Raz jest standardowym slasherem, innym razem przechodzi do klasycznej dwuwymiarowóej platformówki, a na grze typu Space Invaders kończy.

NIETYPOWE DZIEŁO

Sam świat nie wystarczyłby do ciekawej eksploracji, gdyby nie przeciwnicy, stający na naszej drodze. Przez cały czas walczymy z najróżniejszymi robotami o bardzo specyficznej stylistyce. Twórcom udało się zamknąć w zabawnych skorupach prawdziwie groźnych przeciwników, co wywołuje u gracza zamierzony dysonans. Choć NieR: Automata bazuje głównie na opowiadaniu historii, to jednak nie zabraknie momentów, w których będziemy zmuszeni po sięgnięcie za broń. Właściwie to z tej korzystamy nieustannie, gdyż na swojej drodze napotykamy całe hordy maszyn.

System walki nie zmusza gracza do nauki skomplikowanych kombosów, ale za to wymaga od niego małpiej zręczności, zwłaszcza, gdy chcemy korzystać z pomocy latających POD-ów. Już dawno nie przypominam sobie, żeby jakaś produkcja wymuszała na mnie takiej kombinacji ustawień dłoni na padzie. Co ciekawe, przez większość starć robimy poszczególne czynności automatycznie, ponieważ na ekranie dzieje się tak dużo, że momentami nie widzimy nawet, gdzie akurat walczy sterowana przez nas postać. Właściwie można byłoby uznać to za wadę, ale taki już urok dzieł tego producenta (efektowność ponad wszystko), i to mi pasuje.

Postacie ulepszamy za pomocą chipów, które dostosowujemy wedle własnych potrzeb.
Postacie ulepszamy za pomocą chipów, które dostosowujemy wedle własnych potrzeb.

NieR: Automata to rewelacyjne dzieło, ale według mnie zostanie szybko zapomniane przez graczy. Produkcja PlatiniumGames bywa momentami zbyt specyficzna, żeby trafić do szerokiego grona odbiorców – zwłaszcza w Polsce, gdzie nadal jesteśmy mocno uprzedzeni do typowo japońskich gier. Pominięcie tego tytułu byłoby natomiast błędem, ponieważ tak dobrej historii próżno szukać w innych produkcjach. Automata zadaje użytkownikowi ważkie pytania oraz zachęca go do filozoficznych przemyśleń o człowieczeństwie, brutalności jako władzy i innych istotnych tematach, zapominanych przez nas podczas codziennej gonitwy. Produkcja oferuje jednocześnie świetnie przemyślany gameplay, który za sprawą wyboru poziomu trudności można dostosować zarówno do laików, jak i prawdziwych wymiataczy. Nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko nabyć własny egzemplarz. Na pewno się nie zawiedziecie.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    10
  • Grafika
    7
  • Udźwiękowienie
    10
  • Dopracowanie
    8.5
  • Grywalność
    10
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

NieR: Automata to wybitne dzieło, które odrzuci od siebie wiele osób specyficznym światem oraz nietypowymi rozwiązaniami. Pozostali gracze spędzą przy tym tytule cudowne chwile, a poszczególne wątki fabularne nie będą chciały wyjść im z głowy jeszcze przez bardzo długi czas po kilkukrotnym ukończeniu gry.

91%
91
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz