Data publikacji:

TOP 10 growych marek, które zasługują na kolejną odsłonę

Czekamy i czekamy...

Call of Duty. Assassin’s Creed. FIFA. Battlefield. Wszyscy wiemy, że marki te prawdopodobnie nigdy nie zginą. Zawsze liczyć możemy na kolejną odsłonę, nie rzadko zapowiadaną z roku na rok. Bycie fanem tych serii jest więc ogromnym błogosławieństwem, bo co chwilę otrzymuje się produkt, który chce się obowiązkowo dorzucić do kolekcji.

  • Kup grę Deus Ex: Mankind Divided na Ceneo.pl
  • Znacznie gorzej mają ci, którzy pokochali dany tytuł, a od długiego czasu nie mogą doczekać się kontynuacji. Są przecież zarówno pojedyncze produkcje, jak i całe serie, porzucone przez twórców, a jednak wciąż mające miłośników. Śmiem twierdzić, że każdy z nas ma w sercu markę, na której osiadł już kurz i nikt nie tyka się jej od lat.

    Sam znam kilka takich przykładów z autopsji. Stąd też wziął się pomysł na ten tekst. Bo oto przedstawię wam kilka umarłych o jakiegoś czasu, lecz wciąż znanych serii, na których koncie można by zapisać całkiem sporo sukcesów i wciąż mających też sporą liczbę fanów pogrążonych w nostalgii. Przedstawiam wam więc zestawienie 10 growych marek zasługujących na otrzymanie swojej pełnoprawnej kontynuacji. A część z poniższych pozycji jest wciąż w planach poszczególnych twórców, więc mam nadzieję, że lista ta w zdecydowanej większości przestanie być wkrótce aktualna.

    MEDAL OF HONOR

    Seria od Electronic Arts to chyba jeden z bardziej spektakularnych upadków XXI wieku. Medal of Honor, w przeciągu 10 lat, przeszedł drogę od legendy do absolutnego zera. Bo w końcu zniknięcie MoHa z planu wydawniczego Electronic Arts to niesamowity wyczyn. Przypominam, że mówimy o najbardziej znienawidzonej firmie naszej branży.

    Szczytowym osiągnięciem serii pozostaje po dziś dzień Allied Assault, błędnie uznawane jako pierwsza część. Wszyscy pamiętamy legendarne lądowanie na plaży Omaha, uznawane jako jedna z najbardziej ikonicznych misji w historii gatunku FPS. Bez wątpienia, można tę część zaliczyć do najważniejszych shooterów ever. Szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że pierwsze Call of Duty tworzone było przez ludzi związanych z tą produkcją i powstało na fali sukcesu Allied Assault.

    Ot tamtego czasu, seria zaczynała bardzo stopniowo pikować w dół. Pacific Assault okazało się być jeszcze godnym następcą, ale następne w kolei jest już nie do końca udane (ale wciąż niezłe) Airborne. Największa porażka miała jednak dopiero nadejść, wraz z rebootem zatytułowanym po prostu Medal of Honor. Tytuł ten okazał się być porządniejszym średniakiem, będącym jednak bardzo daleko od osiągnięcia sukcesu. A potem już tylko Warfighter, czyli największa porażka i… cisza w eterze. Może teraz, gdy drugowojenne FPSy przeżywają swój drobny renesans, warto dać poczciwemu Medal of Honor ostatnią szansę?

    BROTHERS IN ARMS

    Pozostajemy na frontach największego konfliktu świata. Seria Brothers in Arms rozpoczęła swoją przygodę z rynkiem gier w 2005 roku i zrobiła to w sposób udany. Kluczem do sukcesu okazało się być podejście do tematu w nieco bardziej realistycznej formie, dodając do tego jeszcze otoczkę fabularną, rodem z Kompanii Braci.

    Na kontynuację nie trzeba było długo czekać, bo Gearbox wypuścił ją na rynek… siedem miesięcy później. Earned in Blood, zaproponowało dokładnie to samo, z kilkoma usprawnieniami i delikatnym  liftingiem oprawy graficznej. Wyszło ciutkę gorzej, ale wciąż oceny nie spadały poniżej mocnej siódemki.

    Magnum Opus okazała się być jednak trzecia część, opatrzona podtytułem Hell’s Highway. To była prawdziwa ewolucja serii, która zaproponowała bardzo dużo zmian (na lepsze!), przy zachowaniu całego ducha wcześniejszych odsłon. Mimo dosyć stonowanych ocen, Gearbox dalej planował przyszłość serii – na samym końcu Hell’s Highway był w końcu naprawdę potężny cliffhanger, zwiastujący popchnięcie growej Kompanii Braci w stronę zaśnieżonych Arden. Niestety, najpierw zapowiedziana została czwarta odsłona, będąca absolutnym pogwałceniem całej pierwotnej koncepcji (Furious 4), a potem Projekt upadł. I razem z nim cała marka Brothers in Arms.

    DEUS EX

    Pierwsza odsłona Deus Ex pojawiła się w 2000 roku i weszła na rynek wyłamując drzwi z buta. Gra cieszyła się ogromnym powodzeniem wśród krytyków oraz samych odbiorców. Ba, ona obrosła w prawdziwy kult, stworzony przez największych fanów tego uniwersum. Po dziś dzień jest to jeden z najbardziej znamienitych, growych przedstawicieli gatunku cyberpunk. Status serii poprawił się dodatkowo trzy lata później, gdy na rynku wylądował sequel o podtytule Invisible War.

    Potem nastały długie, cztery lata milczenia, które w 2007 przerwane zostało przez samo Eidos, będące wydawcą dwóch wcześniejszych części. To wtedy świat pierwszy raz usłyszał o Deus Ex: Human Revolution. Mijają więc kolejne cztery lata i rynek otrzymał prawdziwą perełkę. Produkcja zaoferowała wciągającą, nieliniową rozgrywkę, wspieraną przez fantastyczną opowieść i świetnie napisanego głównego bohatera, Adama Jensena.

    Do całego sukcesu w udany sposób nawiązało jeszcze Mankind Divided z 2016 roku, jednak od tamtej pory Square-Enix zamilkło. Mimo wszystko jest to jeszcze dosyć świeży temat, więc szczerze liczę, że wkrótce zapowiedziana zostanie kontynuacja historii tego, który o nic nie prosił. Oby tylko nie trzeba było znowu czekać ośmiu lat…

    FIFA STREET

    FIFA 19 już miała swoją premierę i Łukasz zdążył napisać o niej kilka słów. Jeszcze przed premierą jednak w sieci pojawiła się ciekawa plotka. Do gry trafił mieć tryb, w którym piłkarze podzieleni mieli być na dwa pięcioosobowe zespoły, a ich rywalizacja przenieść się miała na klaustrofobiczne, uliczne boiska. Ostatecznie, tak się jednak nie stało, ale…

    Ale widać jak bardzo brakuje graczom produkcji traktującej o street footballu. W końcu EA miało już w swojej talii taką właśnie serię. FIFA Street, bo o niej mowa, doczekała się czterech części, które pojawiły się na przestrzeni lat 2005-2012. I tak jak właściwie żadna odsłona jednoznacznie nie zdobyła znaczącego uznania krytyków, tak sami odbiorcy chętnie sięgali po produkcje z pod tego szyldu, będące świetną odmianą dla futbolowych zmagań, będących bliżej realizmu.

    Kto wie, może EA podchwyci w końcu temat? Sami przecież umieścili w poprzedniej odsłonie taki fragment w Drodze do Sławy, gdzie Alex Hunter i Danny Williams zagrali uliczny meczyk z brazylijskimi dzieciakami. Scenariusz, w którym EA aplikuje taki tryb do swojej piłkarskiej perełki, nie wydaje się być całkowicie wyssany z palca. Sam jednak znacznie bardziej ucieszyłbym się z pełnoprawnej odsłony serii FIFA Street, która przecież jeszcze nie zawitała do nas w obecnej generacji konsol.

    DEAD ISLAND

    Techland już szykuje sequel Dying Light, czyli serii dla której porzucone zostało właśnie Dead Island. Swego czasu markę przejęło więc Deep Silver i oficjalna „dwójka” została zapowiedziana. Produkcję przejęło więc niemieckie Yager Development (twórcy Spec Ops: The Line), pierwszy trailer puszczony został w sieć i…cisza.

  • Kup grę inFamous: Second Son na Ceneo.pl
  • Dead Island 2 rzekomo przejęte zostało przez brytyjskie Sumo Digital, jednak ta informacja to wszystko co na ten moment mamy. Jak przebiega proces tworzenia? Kiedy można spodziewać się premiery? Co w ogóle zaoferowane zostanie w kontekście rozgrywki? To wszystko pytania, na które niemożliwością jest odpowiedzieć.

    Liczę jednak, że Dead Island 2 w końcu zawita na rynku i z pewnością znajdą się osoby popierające takie zdanie. Pierwsza część i samodzielny dodatek „Riptide”, mimo swoich bolączek, były naprawdę świetnymi propozycjami dla tych, którzy lubią przechodzić gry w kooperacji. A jeżeli sequel byłby ciekawym rozwinięciem pierwotnej wizji tej marki? Myślę, że w takim wypadku niejedna osoba, zabrałaby pudełko z tym tytułem prosto do kasy.

    INFAMOUS

    Tutaj zdobędę pewnie wyłącznie uwagę posiadaczy konsol od Sony. Seria od Sucker Punch jest od samego początku tworzona wyłącznie z myślą o PlayStation. Dwie pierwsze części pojawiły się jeszcze na „trójce”, a kolejna, wraz z rozszerzeniem, uderzyła na PS4.

    Zdecydowanie najbardziej cenione są właśnie dwie pierwsze odsłony. Kompletna opowieść o Cole’u, który w wyniku wypadku posiada nadzwyczajne moce, by później używać je w słusznym (bądź też niekoniecznie) celu nie była może najlepsza, ale ogromną siłą tych gier było dawanie odbiorcy poczucie potęgi protagonisty, którego poczynaniami kierować można było w otwartym świecie. Istotną rolę odegrał też system moralności, pozwalający samodzielnie zdefiniować czy Cole będzie bohaterem czy złoczyńcą.

    Nic dziwnego, że Second Son było jedną z produkcji reklamujących wejście PlayStation 4 na rynek. W czasach siódmej generacji konsol, inFamous był jednym z najbardziej przekonujących exclusive’ów znajdujących się w rękach Sony. Trzecia część okazała się być naprawdę przyzwoitą kontynuacją, która poparta jeszcze została niezbyt dużym, ale satysfakcjonującym rozszerzeniem. Nadejście pełnoprawnej „czwórki” najpewniej więc stanie się faktem. Niech więc Sucker Punch puści w końcu parę z ust i pozwoli wszystkim odetchnąć w spokoju!

    SAINTS ROW

    Okej, seria od Volition nie była jakaś szczególnie wybitna. Pod kątem samej rozgrywki, wyróżniała się raczej drobiazgami i zaginęła by pewnie na rynku, razem z innymi średnimi sandboksami. To co jednak wyróżniało tę markę, to jej charakter.

    Bo każda odsłona serwowała totalnie odjechaną linię fabularną, popartą potężną ilością żartami i to w dużym stopniu mało wybrednymi. Wydaje mi się, że to głównie za sprawą szalonych scenarzystów, Saints Row było w stanie zdobyć fanów. I dodatkowo poparte było to faktem, że każda kolejna odsłona była w stanie zaoferować coś nowego i każda następna część była zwyczajnie lepszą grą od poprzedniej. A to już sztuka, którą pochwalić mogą się tylko nieliczni.

    Niestety, po Saints Row IV Volition postanowiło zostać przy uniwersum, ale zamiast kontynuacji, zaserwowany miał być spin-off, zatytułowany Agents of Mayhem. Na rynek trafił w zeszłym roku i okazał się być wyłącznie niezłą produkcją, która jednak nie miała w sobie nic z tego, za co gracze pokochali Saints Row. Miejmy więc nadzieję, że Volition pójdzie po rozum do głowy i następne dzieło będzie nosić „piątkę” w nazwie.

    BORDERLANDS

    Kolejne dziecko Gearbox Software w tym zestawieniu, które ewidentnie straciło miłość ze strony swoich rodziców. Amerykańskie studio podejmuje bardzo dziwne decyzje – zarówno Borderlands, jak i Brothers in Arms, miało swoją wierną grupę fanów, ale zamiast kolejnych odsłon tychże serii, otrzymywaliśmy takie babole jak Aliens: Colonial Marines oraz Battleborne.

  • Kup grę Saints Row IV na Ceneo.pl
  • Pomiędzy wyżej wymienionymi porażkami, pojawił się tylko The Pre-Sequel, który mimo że był przyjęty dosyć ciepło, okazał się najsłabszą odsłoną swojej serii. Umówmy się – to jedynka świetnie zaprezentowała to rewelacyjne uniwersum, a dwójka zaproponowała dodatkowo szereg udanych usprawnień, wciąż reprezentując ten szalony klimat, tak bardzo kojarzony z Borderlands.

    Wymowne jest, że najlepszym powrotem do tej marki od 2012 roku było… Tales from the Borderlands, tworzone głównie przez Telltale Games. To jest więc ten czas, kiedy trzeba już powoli zapowiadać pełnoprawną „trójkę”. Gearbox Software – wszyscy chcemy znowu wrócić na Pandorę, poznać kolejną historię, strzelać do totalnie objechanych przeciwników i usłyszeć irytujące teksty Claptrapa. Śpieszcie się, bo niedługo wszyscy zapomną o tym fantastycznym uniwersum.

    MAFIA

    Pamiętam jak czekałem na premierę trzeciej części. W dzień premiery zerwałem się z łóżka koło ósmej i ruszyłem do pobliskiej galerii, aby zakupić swoją kopię na PS4. Poszedłem, wziąłem pudełko do kasy, zapłaciłem, wróciłem do domu, wrzuciłem płytę do napędu, w końcu odpaliłem samą grę i…

    No wszyscy pewnie wiecie jak to się skończyło. Mafia 3 zaproponowała ciekawą fabułę, rewelacyjny klimat lat 60-tych, ale oprócz tego masę błędów i mocno repetetywny gameplay. Sam starałem się oszukiwać, że w gruncie rzeczy ta produkcja mi się podoba, ale teraz, gdy podchodzę do tego na chłodno, to zdaję sobie sprawę, że był to co najwyżej średniak. Średniak niegodny reprezentowanej przez siebie serii.

    W końcu pierwsza Mafia to prawdziwy majstersztyk i po dziś dzień kultowa gra, chyba nawet jedna z najlepszych w historii. Dwójka była ciut gorsza, ale wciąż miała nieziemski klimat, fantastyczną fabułę i całkiem przyjemne mechaniki rozgrywki. Mimo iż nie dorównała poprzednikowi, wciąż był to tytuł bardzo dobry. Seria zasługuje więc na coś więcej, niż to, co zaoferowała ostatnia część. Nie takiego zwieńczenia historii legendy oczekujemy. Oby więc nadeszła czwórka i oby była godna.

    MASS EFFECT

    BioWare obecnie pracuje nad głośnym Anthem. Produkcja ta zapowiada się na ciekawą propozycję dla miłośników kooperacyjnej zabawy. Jednak niektórzy woleliby zapowiedź innego tytułu. Tytułu, reprezentującego podobne uniwersum, jednak już znacznie bardziej uznanego w naszej branży.

  • Kup grę Mass Effect: Andromeda na Ceneo.pl
  • Mowa oczywiście o Mass Effect. Ah, jaką świetną grą była pierwsza odsłona. Był to kosmiczny RPG, który (uwaga, będę bluźnił) wypadł w moim odczuciu znacznie lepiej, niż obydwie części Knights of the Old Republic. W końcu, udało się naprawdę świetnie połączyć „rolplejowe” mechaniki, z wciągającym i satysfakcjonującym systemem walki. Oprócz tego, świetna historia, która po raz pierwszy przedstawiła nam Sheparda, będącego już w tym momencie postacią kultową.

    Mass Effect 2 stał pod znakiem słów „więcej” i „lepiej”. Walki nabrała więcej dynamiki, system dialogów został wzbogacony o nowe opcje, fabuła znów stanęła na wysokim poziomie, a na dodatek BioWare wysłuchał swoich odbiorców i wyeliminował praktycznie wszystkie irytujące elementy, znane z „jedynki”. Średnia ocen na Metacritic nie bez powodu osiągnęła poziom 94.

    A potem gra zamieniła się w trylogię, a historia Sheparda została zamknięta. W kontekście samej rozgrywki, znów udało się nanieść udane poprawki, jednak wielu narzekało na warstwę fabularną. Wielu okrzyknęło „trójkę” nie godnej bycia zakończeniem tej epickiej przygody, pijąc głównie do samego zakończenia. Jednak po wypuszczeniu stosownego patcha, problem został rozwiązany, a cała historia pełna była momentów wzniosłych i wzruszających, w piękny sposób kończąc poszczególne wątki.

    BioWare jednak nie zakończył swojego romansu z tym uniwersum, rezygnując jednak z kontynuacji przygód Sheparda. W taki oto sposób zrodziła się Andromeda. Zupełnie nowa opowieść, traktująca o innym bohaterze i innej części galaktyki. I znowu wyszło świetnie. Przynajmniej ja tak uważam, bo wielu narzekało na pierwszą część nowego odłamu tej marki. Jeżeli jednak udało się wam nieco zagłębić w Andromedę, gdy większość technicznych bolączek została wyeliminowana, to można było odnaleźć prawdziwy potencjał kryjący się za nowym protagonistą-żółtodziobem i nową częścią zwiedzanego kosmosu. Sam finał natomiast tylko otworzył furtkę dla kolejnego rozdziału tej historii.

    I tak oto trafiamy do punktu obecnego. Przyszłość serii jest niezbyt jasna. Początkowo, gdy okazało się, że sukces Andromedy nie był tak okazały, jak wstępnie zakładano, padła informacja, że marka ta kończy swój żywot. Teraz jednak coraz częściej dochodzą sygnały z BioWare, zwiastujące nadejście kolejnej odsłony. Podobno nawet mniejszy procent zespołu zaczął tworzyć wstępny projekt. Nie wiadomo więc co z tego wyjdzie, ale miejmy nadzieję, że Anthem odniesie sukces i zapewni BioWare odpowiednie środki finansowe, pozwalające dalej podchwycić opowieść rodzeństwa Ryder.

    Autor: Tomasz Mendyka