Data modyfikacji:

TEST: Philips BDM 3270

Monitor o rozdzielczości QHD to wydatek, który trzeba solidnie przemyśleć. Dla użytkowników, którzy nie idą na kompromisy, solidną propozycję przygotował Philips.

Pod mało seksowną nazwą BDM 3270 kryje się potężny, 32-calowy ekran LED 16:9 o rozdzielczości 2560x1440, co oznacza, że mamy do czynienia z czterokrotnie większą liczbą pikseli, niż w przypadku standardu 720p. Pierwszy kontakt z monitorem już po złożeniu jest pozytywny: części użytkownikom wzornictwo może wydawać się nudne, ale jest też oszczędnie eleganckie, matowa matryca upewnia nas, że nadmierne odblaski nie powinny męczyć oczu, ekran miękko i płynnie przesuwa się po zagiętej szynie łączącej go ze stópką, jak na produkt wysokiej klasy przystało.

Monitor możemy podłączyć na wiele sposobów, w obudowie znalazło się miejsce dla Displayportu, DVI i HDMI, a nawet gniazda VGA, które można potraktować jako zabezpieczenie na wypadek konieczności korzystania z niego ze starszym komputerem. Oprócz tego z boku mamy do dyspozycji trzy gniazda USB, w tym jedno w standardzie 3.0 i umożliwiające szybsze ładowanie urządzeń. W spodniej części znajdziemy gniazdo słuchawek i mikrofonu.

Użytkowników, którzy będą wykorzystywali monitor do pracy ucieszy fakt, że ekran ma wbudowane głośniki stereo. Ich brzmienie i moc (3W) należy oceniać raczej w kategoriach symbolicznych, ale do oglądania filmu na YouTube czy odtworzenia prezentacji z dźwiękiem wystarczą w zupełności.

Mocowanie monitora pozwala na wygodne dopasowanie jego ułożenia do własnych potrzeb. Dzięki długiej szynie ekran możemy przesuwać w pionie o 18 centymetrów, zniżając go z maksymalnej wysokości aż do poziomu biurka. Łagodnie popchnięty czy wciśnięty, ekran sam powoli sunie wzdłuż ramienia. Matryca wychyla się w zakresie od -5 do +20 stopni, a jeśli tak nam wygodniej, możemy ją też zamontować w pionie.

Jeśli dostępna przestrzeń nie pozwala na pracę dokładnie na wprost ekranu, kąty widzenia raczej nie będą problemem: obraz pozostaje czytelny nawet po odchyleniu o 178 stopni. W przypadku pracy siedzenie pod takim kątem jest raczej nierealne, ale jeśli ekran ma również stanowić centrum domowej (lub biurowej) rozrywki, wówczas czytelność przy dużym odchyleniu nabiera znaczenia. Monitor posiada opcję MultiView, dzięki której możemy na nim wyświetlić obraz z dwóch źródeł jednocześnie.

Zwodnicze przyciski

Obsługa monitora jest prosta, mamy jednak "ale". OSD jest czytelne i - co cieszy - dostępne również w języku polskim. Mankamentem mogą być elementy sterujące, które zdają się znajdować gdzie indziej, niż wskazują ikony - ich używanie wymaga pewnego przyzwyczajenia. Przyciski mają charakter dotykowy, przez co trudno działać intuicyjnie, próbując znaleźć ich położenie opuszką palca. Cieszy nieinwazyjne, białe podświetlenie - diodka sygnalizująca pracę ekranu nie razi w ciemnościach, jednocześnie spełniając swoją funkcję.

Producent deklaruje, że ekran osiąga jasność na poziomie 300 cd/m2. W naszym teście monitor wypadł nawet minimalnie lepiej, wyciągając 317 cd/m2, przy stosunku kontrastu 3000:1 i 50000000:1 w zakresie dynamicznym, co należy uznać za wynik bardzo dobry. Czerń jest tylko nieznacznie podświetlona (0,095 cd/m2) i nawet po ciemku nie można na nią narzekać. Co ważne dla osób zajmujących się grafiką, monitor jest bardzo dobrze wstępnie skalibrowany: w testach wykonanych w programie CalMAN ColorChecker wyniki Philipsa dla średniej deltaE i maksymalnej deltaE to odpowiednio 2,1 i 4,9. Dla laików słowo wyjaśnienia: podczas kalibracji dąży się, by wartość średnia deltaE wynosiła mniej, niż 3, a wartość maksymalna deltaE mniej, niż 5. Wyniki testowanego Philpsa oznaczają, że monitor wstępnie skalibrowany przez producenta jest już właściwie gotowy do pracy w aplikacjach graficznych i nie musimy się martwić o przekłamania kolorów.

Jak widać na wykresie powyżej, większość słupków symbolizujących wierność reprodukcji poszczególnych kolorów mieści się poniżej pożądanej wartości 2,5 - a nawet poniżej 2 - i tylko pojedyncze odcienie żółtego i pomarańczowego oraz czerwony wybijają się mocniej ponad średnią. Dysponując jednak kalibratorem, można niepożądane odchylenia skorygować.

Co ciekawe, producent podaje umiarkowanie imponujące czasy reakcji matrycy na poziomie 4 ms w trybie szary-biały-szary oraz na poziomie 12 ms w trybie czarny-biały-czarny. Podczas gier jednak w ogóle nie odczuliśmy, by ekranowi brakowało "szybkości". Być może przy superszybkich rozgrywkach w Counter Strike wymagający gracze dostrzegliby, że pracuje zbyt wolno i smuży, jednak my, grając w najnowszego Wiedźmina, nie mieliśmy zastrzeżeń. Monitor wykonano w technologii Philipsa o nazwie Flicker-Free, co ma chronić użytkowników przed - zdarzającym się w przypadku monitorów LED - wrażeniem migotania.

Tu drobna uwaga dotycząca sprzętu: ekran o rozdzielczości QHD potrzebuje naprawdę potężnej maszyny, by rozwinąć skrzydła. Warto mieć to na uwadze, rozważając zakup, szybko bowiem może okazać się, że wielki ekran kupiony do przeciętnego komputera będzie stanowił raczej problem, niż źródło radości. Na konfiguracji z procesorem i7 4970k oraz kartą graficzną MSI GTX970 4 GB na pokładzie wspomniany Wiedźmin w rozdzielczości 2560x1440 trzymał poziom pomiędzy 30-40 klatkami na sekundę. Dla porównania po przełączeniu na mniejszy monitor i rozdzielczość 1680x1050, gra spokojnie wyciągała 50-60 klatek przy tej samej konfiguracji. Warto zatem pamiętać, że wykorzystanie pełni możliwości dużego ekranu wymaga również mocnego sprzętu.

Autor: Tomasz Fenske