Data publikacji:

Recenzja Total War: Arena. Mniejsze nie znaczy gorsze

Podbijamy Kartaginę.

Nie jestem zbyt dobry w strategiach ekonomicznych, ale co jakiś czas próbuję swoich sił z różnymi tytułami z tego gatunku. Najczęstszym wyborem były produkcje ze stacji Creative Assembly, które od zawsze zachwycały mnie jednocześnie swoją złożonością i przystępnością dla mniej wprawionych graczy. Zarządzanie państwem, dbanie o relacje z innymi przywódcami oraz eksplorowanie świata dawało mnóstwo satysfakcji, jednakże i tak najlepiej bawiłem się podczas epickich bitew pomiędzy potężnymi armiami. Z tego właśnie względu zainteresowało mnie odsłona Total War o podtytule Arena, ponieważ wyrzucono z niej wszystkie zbędne elementy, a pozostawiono to, co najlepsze - bitkę.

GDZIEŚ JUŻ TO WIDZIAŁEM

Najnowsza część cyklu powstała we współpracy z Wargamingiem, który miał duży wpływ na to, jak wygląda produkt końcowy (choć to akurat lekkie nadużycie, ponieważ jako tako gra nie miała jeszcze premiery). Jeśli kiedykolwiek mieliście styczność z takimi pozycjami jak World of Tanks czy World of Warships, bez problemu odnajdziecie się w produkcji Creative Assembly. Układ menu, drzewka rozwoju oraz inne elementy ekranu startowego są wręcz żywcem wyjęte z innych dzieł Wargamingu. I wcale nie uważam, że jest to złe rozwiązanie - dzięki temu od razu wiedziałem, gdzie mam szukać potrzebnych mi funkcji, bez zbędnego klikania po wszystkich okienkach.

Rozgrywka choć naturalnie prezentuje się inaczej niż w WoT, to jednak także działa na bardzo podobnych zasadach. Gracze zostają rzuceni na całkiem rozległe mapy, a ich celem jest wspólne wybicie się lub przejęcie bazy. Tyle, że tutaj zamiast czołgów lub statków bojowych, do dyspozycji mamy całą masę historycznych jednostek prowadzonych przez wielkich przywódców, takich jak Aleksander Wielki, Scypion Afrykański czy Juliusz Cezar. Przed przystąpieniem do zabawy wybieramy jednego z dowódców, co ma ogromny wpływ na przebieg rozgrywki, ponieważ każdy z nich posiada unikatowe zdolności. Spodobało mi się również to, że producent poświęcił sporo miejsca na encyklopedyczne wpisy poświęcone rzeczywistym wydarzeniom oraz wodzom i ich armiom.

WALCZ Z GŁOWĄ

Starcia w Arenie są bardzo ekscytujące z dwóch pierwszym. Pierwszym z nich jest oczywiście liczebność wojowników na polu bitwy - gracze zostają podzieleni na dwie drużyny po dziesięć osób. Każdy z użytkowników może jednocześnie skorzystać z trzech oddziałów, co razem daje sześćdziesiąt oddziałów na jednej mapie. Żeby jeszcze bardziej zaprezentować wam skalę bitew, dodam tylko, że po zliczeniu wszystkich armii wychodzi nam sześciuset wojaków. Prawda, że robi wrażenie?

Drugim powodem, dla które polubiłem walki w tej grze jest taktyka. Nie wystarczy wparować w przeciwników i sprawa załatwiona. Przed wyprowadzeniem ataku musimy pomyśleć, czy lepiej poczekać na kompanów czy może spróbować zajść wroga z flanki. Istotne jest także branie pod uwagę, z jakim rodzajem przeciwnika musimy się mierzyć. Wparowanie miecznikami na jazdę z włóczniami nie wydaje się być dobrym pomysłem. Szkoda tylko, że tak wiele zależy od zgrania całej drużyny, ponieważ nawet jeśli wszystko świetnie rozplanujemy, to i tak istnieje szansa, że reszta zawali robotę (albo to my zepsujemy komuś drogę do wygranej).

WYGRANA BITWA

Przy Total War: Arena spędziłem na razie kilkanaście godzin, ale wydaje mi się, że moja przygoda z grą nie dobiegła jeszcze końca. Produkcja nie jest może idealna, ale jako tytuł free to play sprawdza się rewelacyjnie (wiadomka, prędzej czy później raczej będziemy musieli skorzystać z kasy, żeby ruszyć z miejsca). Producent i wydawca zapewniają, że ich dzieło będzie regularnie aktualizowane i rozbudowywane o nowe elementy - na to liczę, ponieważ jeden tryb szybko może się znudzić, co zawsze oznacza gwóźdź do trumny dla gry sieciowej. Na koniec wspomnę jeszcze tylko, że Arena wygląda trochę gorzej od "dużych" odsłon Total War. Nie ma co jednak płakać, ponieważ dzięki takiemu świadomemu zabiegowi, osoby ze słabszymi komputerami również będą mogły cieszyć się grą z wysoką liczbą FPS-ów. Oceny końcowej na razie nie wystawiam, poczekam i zobaczę jak twórcy rozwiną swój produkt. Na tę chwilę jestem jednak zadowolony z tego, co było mi dane przetestować.

Grę do testów dostarczyła firma Wargaming.net, za co serdecznie dziękujemy!

 

Autor: Łukasz Morawski