Data publikacji:

Polskie studio Artifex Mundi bawi i wzrusza. O My Brother Rabbit słów kilka

Perełka wśród przygodówek.

Odkąd pamiętam, zawsze byłem wielkim fanem gier tworzonych i wydawanych przez Artifex Mundi. Nigdy nie były to produkcje wysokobudżetowe, o których trąbiono w mediach społecznościowych, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Gatunek HOPA (hidden object puzzle adventure) rządzi się swoimi prawami i trzeba do niego podchodzić z odpowiednim nastawieniem. W przeciwnym razie, szybko można się odbić, tracąc tym samym okazję przeżycia nietuzinkowych przygód, z fantastycznymi łamigłówkami w roli głównej. Miałem taki czas w swojej karierze gracza, że odstawiłem na moment tytuły AAA i poświęciłem większą uwagę dziełom katowickiego studia. Niestety, z racji mojego zawodu byłem zmuszony do szybkiego powrotu do mainstreamu, dlatego musiałem na jakiś czas odstawić HOPA. Aż do momentu premiery My Brother Rabbit.

  • Kup gry na PS4 na Ceneo.pl
  • NOWA JAKOŚĆ

    Choć zawsze kibicowałem Artifex Mundi, to z każdym kolejnym tytułem zaczynałem odczuwać lekkie zmęczenie przyjętą przez nich formułą. Nowe produkcje nie wprowadzały tak wiele urozmaiceń jakbym chciał, a fabuły ich gier i jakość przerywników filmowych nie pozostawiały po sobie pozytywnego wrażenia. Na szczęście, producent w końcu postanowił podejść ambitniej do swojego najnowszego projektu, dzięki czemu efekt końcowy jest więcej niż zadowalający. Praktycznie wszystkie wady poprzednich dzieł zostały naprawione, a całość sprawia wrażenie gry, która mogłaby śmiałość zagościć w ogólnej świadomości graczy. Spokojnie postawiłbym ten tytuł obok takich przygodówek jak Machinarium, The Tiny Bang Story lub The Whispered World.

    Po raz pierwszy w historii tego producenta, autentycznie poczułem się poruszony opowiadaną w grze historią. Jasne, twórcy poszli trochę po linii najmniejszego oporu stawiając na wątek mogący poruszyć nawet najbardziej bucowatych ludzi na świecie. Mimo to, nie każdy poradziłby sobie z przedstawieniem tego problemu w tak magiczny i baśniowy sposób, nie popadając przy tym w banały. My Brother Rabbit opowiada historię poważnie chorej dziewczynki, której raczej nie pozostało zbyt wiele życia. Przez cały czas towarzyszą jej rodzice oraz brat pilnujący pluszowego królika. Akcja produkcji rozgrywa się w wyimaginowanym przez dzieciaki świecie, gdzie tytułowy bohater musi odnaleźć lekarstwo dla swojej umierającej przyjaciółki, więdnącego kwiatka.

    KRÓTKO, LECZ INTENSYWNIE

    W trakcie kilkugodzinnej zabawy rozwiązujemy całą masę świetnie zaprojektowanych zagadek logicznych oraz szukamy jeszcze więcej przedmiotów potrzebnych do popchnięcia fabuły do przodu. Jeśli kiedykolwiek graliście w gry Artifex Mundi, to z pewnością część łamigłówek nie będzie wam obca, dlatego debiutanci jeszcze bardziej docenią ich kunszt. Osobiście, nie przeszkadzało mi to, że niektóre pomysły zostały zaczerpnięty z innych produkcji katowickiego developera. Wszystkie minigry zostały odpowiednio zmodyfikowane i dobrze dopasowane do świata ich nowego tytułu. Poziom trudności zależy przede wszystkim od umiejętności i spostrzegawczości graczy. Nie obawiajcie się jednak, że nie dacie rady dotrzeć do napisów końcowych. Gdybyście utknęli w jakimś miejscu, to gra z ochotą rzuci podpowiedzią. Sam z nich nie korzystałem, gdyż to właśnie borykanie się z problemami sprawiało największą satysfakcję i pozwalało na jeszcze większe wczucie się w klimat. Wszakże chciałem robić wszystko, żeby tylko uratować chore dziecko.

    My Brother Rabbit poruszył mnie do łez i zapewnił fantastycznie spędzony wieczór. Do finału opowieści dotarłem po jakichś czterech godzinach, ale nie uważam, żeby to było zbyt mało. W trakcie zabawy miałem okazję rozwiązać mnóstwo zagadek logicznych, pozachwycać się przepiękną oprawa graficzną i świetnie wykreowanymi lokacjami, posłuchać klimatycznej muzyki oraz obejrzeć kilka wzruszających przerywników filmowych. Całkiem nieźle, jak na tak mały tytuł.

    Grę do testów dostarczyła firma GOG.com, za co serdecznie dziękujemy!

    Autor: Łukasz Morawski