Data publikacji:

Far Cry - przegląd serii

Krótka opowieść o tym, jak z gry science-fiction zrobić produkcję osadzoną w czasach prehistorycznych.

RAJSKI POCZĄTEK

Obecnie seria kojarzona jest przede wszystkim z francuskim wydawcą i producentem. Pierwszą odsłonę Far Cry'a stworzyło natomiast niemieckie studio, znane później głównie z prac nad Crysisem. Studio Crytek dopiero rozpoczynało przygodę z branżą gier, i trzeba przyznać, że zaliczyło bardzo udany debiut. Pierwsza część cyklu zachwycała przede wszystkim warstwą techniczną. Oprawa wizualna kilkanaście lat po premierze prezentuje wysoki poziom, a animacja wody nawet we współczesnych grach potrafi wyglądać znacznie gorzej. Wszystko za sprawą autorskiego silnika graficznego CryENGINE potrafiącego czynić prawdziwe cuda. Producent mógł dzięki niemu wyświetlać w czasie rzeczywistym duże połacie terenu, przedstawiać tekstury w wysokiej rozdzielczości oraz oferować złożoną fizykę, dzięki której mogliśmy niszczyć wiele elementów występujących na mapie.

Zanim seria postawiła na (względny) realizm, w "jedynce" mieliśmy okazję walczyć nie tylko z uzbrojonymi po zęby najemnikami, ale również z wszelkiej maści mutantami. Gdy na scenę wkraczały potwory, rozgrywka stawała się bardziej wymagająca, a klimat coraz mocniej uderzał w horrorowe tony. Otwartość lokacji pozwalała na rozgrywanie misji w dowolny sposób, co mocno wpłynęło na dalszy rozwój serii.

KURA ZNOSZĄCA ZŁOTE JAJKA

Crytek przed rozstaniem z Ubisoftem wypuścił do sprzedaży produkcję Far Cry Instincts, będącą zmodyfikowaną wersją pierwszej części, dedykowaną Xboksowi. Posiadacze konsoli Microsoftu mogli raczyć się grafiką zbliżoną do oryginału, bardziej rozbudowanym trybem fabularnym, a także interaktywnymi przerywnikami filmowymi. Niestety, producent przeszedł do Electronic Arts, zostawiając swoje dziecko u Francuzów. Ubisoft powierzając markę jednemu ze swoich wewnętrznych studiów, postanowiło zarobić na Far Cry'u jak najwięcej pieniędzy. W ten oto sposób otrzymaliśmy edycję przeznaczoną platformie Xbox 360, poprawiającą gdzieniegdzie grafikę i zawierającą dodatek Predator.

W 2006 roku Ubisoft próbował po raz kolejny wzbogacić się na tej samej grze i przeniósł ją na konsolę Nintendo Wii. Far Cry: Vengeance w pełni wykorzystywał możliwości sprzętu, pozwalając na kontrolowanie bohatera przy pomocy Wii Remote'a i Nunchuka. W teorii brzmi to interesująco, niestety edycja przeznaczona na urządzenie Ninny była diabelnie niegrywalna. Oprawa wizualna cofnęła serię o dwie generacje, a sterowanie kontrolerami ruchowymi było mało precyzyjne i niewygodne. Produkcja posiadała masę błędów technicznych, przez co przyjemność z grania była bliska zeru.

W międzyczasie udostępniona została gra zatytułowana Far Cry: Paradise Lost, nie mająca nic wspólnego z tym, co zapoczątkował Crytek. Najnowsza część była typowym shooterem "na szynach", w którym operowaliśmy jedynie celownikiem, a postać sama decydowała gdzie chce iść.

PRZYWITANIE Z AFRYKĄ

Na szczęście Ubisoft dał na wstrzymanie z bezsensownymi spin-offami i w 2008 roku wypuścił oficjalną kontynuację "jedynki". Fani pierwszej części mogli poczuć zawód, gdyż producent zrezygnował z kontynuowania historii Jacka Carvera. Zdecydowano się również na zmianę teatru działań oraz urealniono gameplay. W Far Cry 2 nie było miejsca na żadne monstra, jedynym potworem czyhającym na gracza był ciężki afrykański klimat i kontuzje, które mogły utrudnić mu życie. Po raz pierwszy (i zarazem ostatni) w serii, dokonywaliśmy wyboru, jakim bohaterem chcemy sterować. Było to niezbyt udane zagranie, ponieważ zamiast pełnokrwistego żołnierza z charakterem, mieliśmy do dyspozycji pierwszego lepszego najemnika.

Sequel posiadał swoje wady, np. ciągle respawnujących się przeciwników na zniszczonych wcześniej posterunkach lub niezbyt dobrze przemyślany system niszczenia broni. Produkcja nadrabiała natomiast poważnym podejściem do rozgrywki, oferującym historię kryjącą w sobie wiele wartościowych rzeczy, które można było docenić po głębszych przemyśleniach. Podobnie jak w pierwszej odsłonie, tutaj także mieliśmy dowolność w podejściu do wykonywania misji. Tym razem gra poszła znacznie dalej, oddając do dyspozycji ponad pięćdziesiąt kilometrów kwadratowych terenu.

POWRÓT DO KORZENI

Pierwsze wzmianki o trzeciej części sugerowały, że akcja gry ponownie zostanie osadzona w skąpanej słońcem Afryce. Tak się jednak nie stało, a Ubisoft postanowił powrócić do klimatów znanych z "jedynki". Fabuła znowu opowiadała przygody konkretnego bohatera. Tym razem był nim awanturniczy Jason Brody. Historia została zbudowana na podobnych zasadach (zwłaszcza początek), co filmowe thrillery opowiadające o amerykańskich nastolatkach. Opowieść momentami przypomina film "Niebiańska plaża" z Leonardo DiCaprio w roli głównej. W Far Cry 3 postawiono przede wszystkim na charakterystycznego antagonistę, a motywem przewodnim gry było "szaleństwo". Efekt końcowy dawał powody do radości, ponieważ każde spotkanie z Vaasem było prawdziwym wydarzeniem, a jego wypowiedzi jeszcze przez długi czas będą cytowane w środowisku graczy.

Producent wziął do serca uwagi społeczności, krytykującej niektóre aspekty "dwójki". Dzięki temu wyeliminowano ciągle odnawiających się przeciwników oraz rdzewiejącą broń. Rozgrywka wiele na tym zyskała, a efektownych pojedynków i tak mieliśmy pod dostatkiem. Ubisoft zrezygnował również z chorób głównego bohatera, wpływających na jego stan zdrowia. Tego elementu akurat brakowało, ale w zamian otrzymaliśmy masę innych, ciekawych rozwiązań. Zwiększono nacisk na ubijanie zwierząt, których skóry lub organy wykorzystywaliśmy do ulepszenia wyposażenia. Dostępny był także stosunkowo rozbudowany rozwój głównego bohatera, z biegiem gry awansującego na wyższe poziomy.

CUDOWNA TANDETA

Wydawać by się mogło, że Ubisoft obrał już odpowiedni kierunek i będzie nim kroczył nieustannie przez kolejne części. Dlatego zapowiedź dodatku Blood Dragon zaskoczyła miłośników serii. Rozszerzenie bazowało na silniku Far Cry 3, ale oferowało całkowicie nową historię, zmodyfikowaną oprawę wizualną oraz kompletnie inny klimat. DLC było przede wszystkim hołdem dla dawnych filmów klasy B wydawanych na kasetach VHS.

Do dyspozycji mieliśmy wyszczekanego protagnistę nieustannie rzucającego sucharami, fabułę rodem z tandetnych filmów science-fiction, a za przeciwników robiły m.in. wielkie i zmutowane dinozaury strzelające z oczu laserami. Ten szalony klimat sprawdził się fenomenalnie, co zostało docenione przez dziennikarzy oraz graczy z całego świata. Do dzisiaj czekamy na zapowiedź kontynuacji przygód Reksa Colta.

ZIMA NADCHODZI

Ubisoft dotychczas stawiał raczej na ciepłe kraje, dlatego umiejscowienie czwartej odsłony w zimowych klimatach było przyjemną niespodzianką. Tym razem zwiedzaliśmy terytoria fikcyjnego regionu Kyrat, występującego w Himalajach. Palmy i piękne plaże poszły w niepamięć, a zamiast tego raczyliśmy się zaśnieżonymi lasami, stromymi górami i najróżniejszymi polami. Fabuła nabrała jeszcze poważniejszego tonu, a zadaniem głównego bohatera było wyzwolenie miejscowego ludu z rąk dyktatora Pagan Mina, ciemiężącego swoich poddanych. Producent gry również i w tym przypadku postawił na mocny "zły charakter", dzięki czemu wielokrotnie mogliśmy oglądać zachowania niezbyt zrównoważonego psychicznie przywódcy.

Główna oś fabularna przedstawiała realistyczną historię, pozbawioną walk z potworami i nie zawierającą żadnych zjawisk nadprzyrodzonych. Całość ulegała zmianie, gdy główny bohater, Ajay Ghale wchodził w trans po zażyciu specjalnych narkotyków. Akcja przenosiła nas wtedy do mitycznej krainy Shangri-La, gdzie śledziliśmy losy niejakiego Thanki uzbrojonego wyłącznie w magiczny łuk i mającego u boku walecznego tygrysa. Rozgrywka diametralnie odbiegała od tego, z czym mieliśmy do czynienia we właściwej części gry, co było dobrą odskocznią od ciągłego ścigania Pagan Mina.

KARABINY IDĄ W ODSTAWKĘ

Ubisoft na przestrzeni lat udowodnił już, że potrafi eksperymentować z serią Far Cry. Odsłona o podtytule Primal była tego najlepszym dowodem. Tym razem broń palna została wyparta przez włócznie i inne ręcznie robione narzędzia. Wszystko za sprawą osadzenia akcji gry w czasach prehistorycznych, co początkowo wydawało się szalonym pomysłem. Choć sama gra może nie była zbyt odkrywcza, to jednak ciekawy setting i sprawdzony gameplay przyczyniły się do tego, że produkcja znalazła uznanie wśród graczy. Redakcyjny kolega Dawid, który nie do końca przepada za tą serią, bardzo sobie chwalił Primala (recenzja). O grze pisał w następujący sposób:

Największą siłę Far Cry Primal stanowi wiarygodność. Widać, że twórcy dążyli do jak największego autentyzmu, nie popadając jednak w realizm. Sprawia to, że poziom immersji jest wręcz niesamowity, za co należą im się gromkie brawa. Tu i ówdzie twórców poniosła fantazja, pojawiają się też liczne niespójności i zwyczajne błędy. Zwykle jednak wszystko mieści się w granicach rozsądku. Pamiętać należy również o tym, że celem przyświecającym studiu Ubisoft Montreal nie było stworzenie symulatora jaskiniowca.

I tym oto sposobem doszliśmy do premiery piątej odsłony. Tomek testuje grę od kilku dni, dlatego niebawem opublikujemy recenzję. Jak myślicie, osadzenie akcji w Stanach Zjednoczonych było dobrym pomysłem?

Autor: Łukasz Morawski