Życie zawsze znajdzie sposób. Recenzja gry Jurassic World Evolution

0

Skoro nie nowy film, to może gra wideo?

Pomimo tego, że od premiery oryginalnego filmu Jurassic Park z 1993 roku upłynęło już 25 lat, po dziś dzień po plecach przechodzą mi ciarki, kiedy słyszę charakterystyczny motyw muzyczny i widzę scenę, w której Alan Grant i Ellie Sattler po raz pierwszy widzą dinozaura w Parku Jurajskim. Zwykle sceptycznie podchodzę do gier wideo inspirowanych kinowymi hitami, ale magia oryginalnego obrazu nie pozwoliła mi przejść obok Jurassic World Evolution obojętnie. Witajcie w Parku Jurajskim!

WITAJCIE W PARKU JURAJSKIM

Akcja gry toczy się na archipelagu pięciu wysp znanych pod nazwą „Las Cinco Muertes”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Pięć Śmierci. Każda kolejna wyspa odblokowywana jest odpowiednią oceną za parki stworzone przez nas na poprzednich. Zabawę rozpoczynamy na Isla Matanceros, gdzie jednocześnie uczymy się podstaw rozgrywki. Na wspomnianą ocenę składają się dwa elementy – stan zwierząt (ich liczba, różnorodność, zdrowie i komfort) oraz zadowolenie naszych klientów, którzy zwracają uwagę na bezpieczeństwo, zakwaterowanie i inne udogodnienia. Oceniają nas nie tyko klienci parku, ale także trzy frakcje, które tworzą naukowcy oraz specjaliści od rozrywki i bezpieczeństwa.  O zadowolenie każdej z nich należy dbać poprzez realizację zadań. Misje związane z frakcjami nie są zbyt trudne i najczęściej i tak dotyczą naszych kolejnych kroków, zarówno tych, które akurat chcieliśmy podjąć, lub, co bywa irytujące, takich, które już wykonaliśmy. Dlatego warto czekać z większymi posunięciami, zwłaszcza jeśli nie mamy jeszcze nadmiaru gotówki, na otrzymanie celu w ramach misji od danej frakcji. Nagrodą za ich wykonanie zawsze są dodatkowe fundusze, ale po osiągnięciu kolejnych poziomów sympatii każda z frakcji odblokowuje dla nas nowe budynki.

Dinozaury prezentują się wyśmienicie

Skoro już o budynkach mowa, to gracze, którzy od czasu do czasu pykają w symulacje z pewnością bez problemu się tutaj odnajdą. Weterani mogą natomiast narzekać na niedosyt w tej materii, zwłaszcza, że nowe konstrukcje są odblokowywane z czasem i wraz z kolejnymi osiągnięciami. Nawet w piaskownicy, jaką twórcy przygotowali dla nas na Isla Nublar, mamy dostępne wyłącznie te elementy rozgrywki, które mamy odblokowane w danej chwili w trybie kariery. Na każdej z wysp musimy pamiętać o tym, aby wybudować podobny zestaw instytucji: centrum badawcze, centrum ekspedycyjne oraz centrum skamieniałości. Najważniejsze dla prawidłowego funkcjonowania budynków jest doprowadzenie prądu oraz ścieżki. Poza tym mamy też budynki pomocnicze, dzięki którym możemy sobie poradzić w sytuacjach zagrożenia, ale o tym później. Najważniejszym budynkiem w każdym parku jest Laboratorium Tworzenia im. Hammonda, w którym wykluwają się jego największe atrakcje.

NA POCZĄTKU BYŁO JAJKO

Aby zobaczyć nowy gatunek prehistorycznego gada, potrzeba wiele pracy. Najpierw musimy przeprowadzić ekspedycję, która odnajdzie odpowiednie skamieniałości. Następnie musimy z nich wydobyć interesujące nas DNA, w takiej ilości, aby mieć z góry określony procent danego genomu, który pozwoli na podjęcie próby inkubacji. Niestety, nie zawsze jest ona zakończona sukcesem, co boli, zwłaszcza przy wyjątkowo drogich gatunkach dinozaurów. Procentowy wskaźnik sukcesu w trakcie inkubacji może zostać obniżony dodatkowymi modyfikacjami genomu, które odblokowywane są w Centrum Badawczym naszego parku. Wpływają one pozytywnie lub negatywnie na poszczególne statystyki każdego zwierzęcia, takie jak jego żywotność czy zdolność leczenia. Im więcej modyfikacji genetycznych, tym mniejsza szansa na wyklucie.

Liczba gatunków robi wrażenie

Wskaźniki te to jednak nie jedyne „paski”, jakie gracz powinien mieć na uwadze. Statystyki, takie jak preferowana wielkość grupy czy populacji są nierozerwalnie związane z całościowym uczuciem komfortu zwierząt. W sytuacji, kiedy jeden ze wskaźników spadnie poniżej określonej granicy, dinozaur będzie próbował wydostać się z zagrody, a co za tym idzie, może stanowić zagrożenie dla naszych gości. Kiedy jeden z naszych gadów zniszczy ogrodzenie i wydostanie się z zagrody, liczy się przede wszystkim czas reakcji. Po pierwsze, nasza jednostka ACU (przechwytywania celów) odpowiedzialna jest za naszpikowanie sprawcy środkami uspokajającymi, podczas gdy samochód strażników naprawia ogrodzenie. Kiedy sytuacja zostanie opanowana, zwierzę należy przetransportować do zagrody helikopterem. Kluczowe jest też rozeznanie się w tym, jakie gatunki dinozaurów mogą żyć ze sobą w zgodzie i czego potrzebują do szczęścia. Nie raz zdarzyło mi się wydać majątek na gada tylko po to, aby po wpuszczeniu go do zagrody po kilku minutach został zaatakowany i zabity przez jej innego mieszkańca, który nie życzył sobie towarzystwa innego gatunku na swoim terenie.

Strażnicy parku są wykorzystywani również do naprawy budynków, uzupełniania jedzenia, czy leczenia dinozaurów. Ciekawym urozmaiceniem względem symulacji, takich jak Sim City, czy Rollercoaster Tycoon jest możliwość przejęcia kontroli nad samochodem strażników czy helikopterem ACU, aby własnoręcznie starać się zażegnać kryzysowi i trafić strzałką usypiającą w jego sprawcę. Niestety, strzelanie z perspektywy pierwszej osoby dalekie jest od ideału i sprawia, że raczej wolimy dać możliwość rozprawienia się z gadem sztucznej inteligencji.

JANUSZE BIZNESU

Głównym celem naszego parku jest zdobywanie pieniędzy. O ile na pierwszej wyspie przychodzi nam to prawie bez wysiłku, to na każdej kolejnej jest już coraz trudniej. Sprawy nie ułatwiają tropikalne burze, czy ucieczki mięsożerców, którzy niekiedy połykają naszych gości w całości, a my obciążeni jesteśmy kosztami procesów sądowych i odszkodowań. Jeżeli jednak zadbamy o to, aby dinozaury miały się dobrze, a park był bezpieczny, możemy liczyć na stabilny wzrost naszych funduszy i bardzo przyjemną rozgrywkę. Dzięki takiej stabilizacji, da się wprowadzać coraz więcej udogodnień dla gości w postaci hoteli, miejsc widokowych, obiektów gastronomicznych czy nawet kolei wewnątrz parku.

Miły dodatek, ale źle zrealizowany

Chociaż na pierwszy rzut oka jest to ciekawe, to na dłuższą metę bywa męczące. Winę za to ponosi brak charakterystycznej dla gatunku funkcji sterowania czasem. Czekanie aż uda nam się zebrać odpowiednią kwotę na niektóre zakupy przypomina ciułanie groszy do świnki skarbonki i trwa dokładnie tyle samo. Nie widzę żadnego konkretnego powodu, dla którego element ten został pominięty, stawiam więc na zwykłe, ale jakże brzemienne w skutkach, niedopatrzenie. Na koniec warto zaznaczyć, że pod względem wizualnym gra prezentuje się wyśmienicie. Z górą czterdzieści gatunków dinozaurów robi wrażenie, rysę na szkle stanowi jedynie fakt, że brak tutaj dinozaurów żyjących w wodzie i przestworzach. Doskwiera też mało zróżnicowane środowisko archipelagu, które wynagradza jednak zachowanie gości – kiedy pada deszcz, zasłaniają twarze, a gdy z zagrody wydostanie się żądny krwi T-Rexem, uciekają w popłochu.

SŁOWO NA ZAKOŃCZENIE

Jurassic World Evolution to w mojej ocenie tytuł, na który weterani gatunku będą raczej narzekali, głównie z powodu mniejszych i większych niedociągnięć. Z drugiej strony, gry wideo tworzone na bazie popularnych marek przeznaczone są dla szerokiej i niekoniecznie nastawionej na hardkorowe granie publiczności. Niedzielnym graczom Jurassic World Evolution pewnie przypadnie do gustu. Zwłaszcza w przypadku gdy – tak jak ja – wychowaliście się na starych filmach lub – jeżeli należyci do młodszego pokolenia – spodobały się wam dwa nowe.

OCENA KOŃCOWA: 70/100

PLUSY:
+ wiele gatunków dinozaurów
+ warstwa wizualna
+ przyjemna rozgrywka
+ możliwość przejęcia bezpośredniej kontroli nad pojazdami w parku
MINUSY:
– brak przyspieszenia czasu
– niezbyt ciekawe misje frakcji
– beznadziejne sterowanie w trakcie strzelania z perspektywy pierwszej osoby
– brak dinozaurów wodnych i latająych

Grę do testów dostarczyła firma Frontier Developments, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Ocena
    7
Podsumowanie

Weterani gatunku raczej będą kręcili nosem na Jurassic World Evolution za wiele mniejszych i większych niedociągnięć, ale mniej wybredni gracze spędzą przy grze długie godziny wypełnione po brzegi dobrą zabawą.

70%
70
Dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz