ZŁOTE TRYBY 2017 – Syndrom Sztokholmski. Złe gry, dobra zabawa

0

Miłość bywa niezrozumiała.

Każdy chciałby grać w same najnowsze hity, ale ostatnimi czasy prędzej trafimy na niedopracowanego gniota, niźli dopieszczoną w stu procentach produkcję. Nie oznacza to jednak, że zabugowane i niedopracowane gry powinno się z miejsca przekreślać. Czasami w zalewie paździerzu można znaleźć perłę, która pomimo pęknięć i zarysowań nadal może się podobać. Tak było ze wszystkimi grami wymienionymi w tym zestawieniu. Niby złe, niby brzydkie i zglitchowane, a i tak sprawił nam mnóstwo frajdy.

#ELEX <- link do recenzji

Pomysł na ten tekst powstał właśnie dzięki najnowszej produkcji studia Piranha Bytes. Elex był tak zły pod wieloma względami, że na spokojnie można byłoby z tego zrobić pracę dyplomową. W recenzji premierowej nie byłem dla gry łaskawy i zjechałem ją z wielu powodów, a swoje zdanie podtrzymuję do dzisiaj. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo niesamowitej toporności gameplayu, masy upierdliwych błędów, upośledzenia w oprawie graficznej i drętwych dialogów w Elex grało mi się bardzo dobrze i z ochotą odkrywałem sekrety kolejnych rozdziałów. Co prawda, co chwilę śmiałem się pod nosem z nowych napotkanych bugów, ale to i tak nie powstrzymało mnie w dotarciu do finału opowieści. Może dlatego, że jestem wielkim fanem marki Gothic, więc naturalnie byłem uodporniony na technologiczną biedę, przez co dałem radę przebrnąć przez tę męczarnie. W przeciwnym razie, z pewnością szybko bym się od gry odbił.

 
1 2 3 4 5 6
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz