Wyboista droga samuraja. Recenzja Nioh

0

Kolejna odsłona Dark Souls? Zdecydowanie nie.

Seria Dark Souls początkowo funkcjonowała bardziej w cieniu, zrzeszając wokół siebie grupy zapalonych graczy. Z biegiem czasu, gdy do sprzedaży trafiła trzecia odsłona cyklu oraz Bloodborne, marka otworzyła się na resztę graczy, dostosowując trochę do potrzeb globalnego rynku. Stąd pewne ustępstwa w „trójce” czy bardziej dynamiczna rozgrywka w historii tropicieli z Yharnam. Od tamtej pory produkcje studia From Software zyskały ogromną popularność i wielu innych twórców nieustannie wykorzystuje ich sukces. Po części takim tytułem jest właśnie Nioh, ale na szczęście Team Ninja to na tyle doświadczona ekipa, że pomimo wielu podobieństw, nie przygotowała całkowitego klona, jak to chociażby zrobiono wcześniej z Lords of the Fallen. Recenzowany tytuł, to souls-like’owa gra posiadająca własny charakter oraz ciekawe rozwiązania.

PODRÓŻ W NIEZNANE

Historia rozpoczyna się w XVI-wiecznej Anglii, gdzie poznajemy głównego bohatera – Williama Adamsa. Ten siedzi za kratkami, więc pierwszym naszym zadaniem będzie wyciągnięcie go na wolność. Protagoniście towarzyszy swego rodzaju duch opiekuńczy, który ostatecznie zostaje pojmany przez Brytyjczyka Edwarda Kelleya. Złowrogi alchemik ucieka ze zdobyczą do Feudalnej Japonii, co zmusza naszego herosa do wyruszenia w niebezpieczną podróż. Na miejscu wychodzi na jaw, że na świat przyszły mityczne monstra zwane yokai, siejące zamęt wśród lokalnej społeczności. Sytuację tę wykorzystują wszelkiej maści rabusie i piraci, chcący wzbogacić się na beznadziejnej sytuacji kraju. Adams trafia na Hattoriego Hanze, historyczną postać, będącą jego przewodnikiem po nowym świecie. W trakcie rozgrywki zobaczymy znacznie więcej rzeczywistych postaci, a wiele wydarzeń zostało zainspirowanych faktami. Takie połączenie światów z jednej strony było ciekawym zabiegiem, ale z drugiej, producenci nie do końca poradzili sobie z rozpisaniem ciekawej historii. Fabuła miewa mocne strony, ale w ogólnym rozrachunku nie oferuje niczego nadzwyczajnego, czego nie spotkalibyśmy w innych azjatyckich grach.

W przeciwieństwie do Dark Souls, nie mamy do dyspozycji wielkiej otwartej mapy, połączonej licznymi labiryntami i tajemnymi przejściami. Team Ninja podzieliło opowieść na misje, z czego każde główne zadanie przenosi nas do innej lokacji. Te również są odpowiednio rozbudowane, posiadając kilka odnóg, jednakże znacznie trudniej jest w nich zabłądzić. Zwłaszcza, że na radarze mamy wskazany punkt, w którą stronę musimy iść, ale to jak do niego dotrzemy, zależy wyłącznie od nas. W przerwie pomiędzy główną osią fabularną, mamy sposobność przystąpienia do misji pobocznych, w celu zdobycia nowego wyposażenia, doświadczenia lub zyskania cennych przedmiotów.

Niestety, tutaj pojawia się kolejna wada, gdyż większość dodatkowych zadań rozgrywamy na mapach już wcześniej odwiedzonych. Po dłuższym czasie może to być lekko nużące, zwłaszcza, gdy przed nami czekają nowe lokacje, a my musimy levelować postać, krążąc w kółko w tych samych miejscówkach. Twórcy gry zadbali natomiast, żeby środowisko było różnorodne, dzięki czemu podczas przygody zwiedzimy liczne wioski, porty, lasy oraz wielkie twierdze. Niestety, nie zabrakło też obowiązkowych jaskiń czy katakumb, które muszą wystąpić w każdym RPG-u.

Starcia z bossami potrafią napsuć krwi. Na zdjęciu jeden z pierwszych poważnych "szefów".
Starcia z bossami potrafią napsuć krwi. Na zdjęciu jeden z pierwszych poważnych „szefów”.

ZAWSZE CZUJNY

Pojedynki z przeciwnikami bywają nieziemsko trudne. W Nioh trzeba być nieustannie skupionym, ponieważ nawet najmniejszy pionek może być w stanie załatwić nas trzema cięciami miecza. Osoby nie mające wcześniej styczności z souls-like’owymi produkcjami mają możliwość opanowania zasad gry w specjalnym – świetnie przygotowanym – samouczku. Poznajemy tam wszelkie taktyki walki oraz zdobywamy wiedzę na temat rodzajów broni czy przedmiotów, z jakich korzystamy. Żeby jak najszybciej radzić sobie z oponentami, musimy przede wszystkim opanować wszystkie postawy przyjmowane przez Williamsa – niską, średnią oraz wysoką. Pomiędzy nimi możemy przechodzić w dowolnym momencie, co bywa istotne podczas starć z kilkom przeciwnikami jednocześnie.

Postawy pozwalają nam na dostosowanie siły i techniki ataku do danej sytuacji. Decydując się na wysokie korzystanie z broni, drastycznie osłabiamy swoją obronę oraz możliwość zrobienia uników, ale za to wyprowadzamy ataki z największą siłą. W przypadku niskiej sylwetki protagonista zadaje mało obrażeń, ale świetnie radzi sobie z szybkimi przeciwnikami. Najbardziej zoptymalizowana jest postawa średnia, umożliwiająca robienie odpowiednich odskoków i pozwalająca na równą walkę z większością wrogich jednostek. Dodatkowo, żeby w pełni opanować system walki Nioh, trzeba dobrać odpowiedni oręż spośród kilku typów: mieczy, dwóch mieczy, toporów, włóczni bądź kuserigami. Każdy z oręża charakteryzuje się inną specyfiką, dlatego najlepiej już na początku gry przemyśleć, w jaki sposób będziemy chcieli walczyć. Mocno ułatwi to późniejsze awansowanie postaci i ulepszanie wyposażenia.

Za zdobyte punkty armitru wykupujemy nowe umiejętności. Do danej kombinacji możemy mieć przypisany jeden rodzaj ataku lub obrony.
Za zdobyte punkty armitru wykupujemy nowe umiejętności. Do danej kombinacji możemy mieć przypisany jeden rodzaj ataku lub obrony.

Mechanika walki to połączenie najlepszych cech Bloodborne’a z Dark Souls. Podobnie jak w tamtych tytułach, tutaj także podczas pojedynków powinniśmy zwracać uwagę na szybko wyczerpujący się pasek wytrzymałości (tym razem występujący pod nazwą „ki”). Za zabitych oponentów otrzymujemy punkty armitra, które następnie możemy spożytkować w specjalnych kapliczkach porozstawianych w kilku miejscach na mapach. Po śmierci trafiamy z powrotem do tych punktów, a w miejscu zgonu pozostaje nagrobek oraz wszystkie dotychczas zdobyte punkty. Żeby je odzyskać musimy do nich dotrzeć, a gdy w międzyczasie zginiemy ponownie, to całe zdobyte doświadczenie wyparowuje.

Miłośnicy soulsów doskonale znają ten schemat, ponieważ taki system od lat funkcjonuje w grach From Software. W Nioh oprócz armitra zbieramy ponadto pieniądze, które wykorzystujemy następnie u kowala, czy to na zakup nowego sprzętu czy na ulepszenie już posiadanego, a zapewniam, że broni i pancerzy zawsze mamy pod dostatkiem. Nioh pod względem zbieractwa przypomina serię Diablo, gdzie z każdego zabitego przeciwnika wypada masa ciaciarajstwa. Inwentarz głównego bohatera nieustannie bywa zapychany kolejnymi gratami, co ma w sobie sporo uroku i dosyć mocno urozmaica grę. Dzięki licznym akcesoriom, możemy bawić się w łączenie broni, zwiększając ich statystyki lub przerabiając je na surowce, wykorzystywane do dalszej obróbki.

Wykrzykniki oznaczają, że zdobyliśmy przedmiot z danej kategorii. Zapewniam Was, że praktycznie cały czas będziecie go widzieli.
Wykrzykniki oznaczają, że zdobyliśmy przedmiot z danej kategorii. Zapewniam Was, że praktycznie cały czas będziecie go widzieli.

NADKRUSZONY DIAMENT

Największy problem z Nioh sprawia mi ocenienie jakości oprawy wizualnej. Feudalna Japonia pełna magii i mroku wygląda niezwykle ciekawie, ale tylko w przypadku niektórych lokacji. Spora część miejsc, jakie zwiedzimy nie zachwyca urokiem, a jakość tektur niekiedy pozostawia sporo do życzenia. Widać to zwłaszcza podczas przemierzania korytarzy w jaskiniach, gdzie skały w dużej mierze są kanciaste. Podobało mi się natomiast to, że przed przystąpieniem do rozgrywki można wybrać tryb gry, wprowadzający zmiany w grafice i płynności wyświetlania obrazu. Posiadam PlayStation 4 Pro, więc wybrałem dynamiczne 60 klatek na sekundę, dzięki czemu produkcja śmigała jak marzenie, a walki z oponentami były jeszcze bardziej dynamiczne. Przekłada się to niestety na gorszą jakość obrazu, o której wspominałem wcześniej.

Gdy jednak wybierzemy stabilne 30 klatek na sekundę, wtedy otrzymujemy znacznie ładniejszy obraz, wygładzający poszarpane krawędzie. Mimo to, nadal uważam, że oprawa graficzna, w dobie takich tytułów jak Uncharted czy chociażby Bloodborne, mogłaby być trochę lepsza, a przynajmniej bardziej różnorodna. Choć William zwiedza najróżniejsze lokacje, to cały czas odnosiłem wrażenie, jakbym spędzał czas w tym samym miejscu. Podobnie wygląda sprawa z warstwą dźwiękową. Soundtrack jest w miarę ciekawy, ale żaden z utworów nie zapada na dłużej w pamięć. Sam fakt, że podczas pisania tego tekstu słucham ścieżki dźwiękowej z Dark Souls III nie świadczy zbyt dobrze o muzyce z dzieła Team Ninja.

W trakcie gry odblokowujemy nowe duchy opiekuńcze. Po napełnieniu odpowiedniego paska energii, z ich pomocą możemy wejść w tryb żywej broni, zwiększającej nasze zdolności o moce danego zwierzaka.
W trakcie gry odblokowujemy nowe duchy opiekuńcze. Po napełnieniu odpowiedniego paska energii, z ich pomocą możemy wejść w tryb żywej broni, zwiększającej nasze zdolności o moce danego zwierzaka.

Nioh nie ze wszystkim poradził sobie tak jak należy, ale i tak nie zmienia to faktu, że jest to niesłuchanie udana produkcja, którą Sony z dumą może reklamować jako tytuł ekskluzywny na PlayStation 4. Producenci nie zachłysnęli się zbytnio sukcesem From Software i postanowili stworzyć tytuł pod pewnymi względami podobny, lecz kompletnie odmienny, posiadający swój unikatowy charakter. Poziom trudności bywa naprawdę wysoki, ale w każdej chwili za pomocą kapliczek możemy przyzwać innego gracza, wspierającego nas w walce z bossami. Sprawia to, że do tytułu mogą podejść użytkownicy, nie będący na siłach ukończenia gry w pojedynkę, ale chcący przeżyć tę fantastyczną przygodę. Nioh zdecydowanie taką im zapewni, zwłaszcza, że ukończenie fabuły zajmuje dobre kilkadziesiąt godzin.

Grę do testów dostarczyła firma Sony, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    8
  • Grafika
    8.5
  • Udźwiękowienie
    8.5
  • Dopracowanie
    10
  • Grywalność
    10
Podsumowanie

Nioh to idealna pozycja dla graczy szukających większych wrażeń. Poziom trudności bywa wysoki, ale nie jest dołujący, dzięki czemu produkcja bywa przystępna nawet dla mniej wprawionych osób. Dla takich esxclusive'ów warto mieć PlayStation 4.

90%
90
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz