Wrażenia z zamkniętego pokazu Fortnite

0

Gears of War na wesoło?

We wtorek dzięki uprzejmości firmy Cenega, miałem możliwość sprawdzenia w akcji najnowszej produkcji studia Epic Games. Twórcy takich serii jak Gears of War czy Unreal Tournament postanowili spróbować z trochę innym klimatem, dlatego do Warszawy jechałem pełen obaw. Na szczęście, z pokazu wyszedłem dosyć mocno zadowolony, ponieważ gra okazała się o wiele lepsza niż pierwotnie zakładałem. Misz masz gatunkowy jaki oferuje Fortnite z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, jednakże produkcja ma duże podstawy do tego, żeby zebrać wokół siebie wierne grono fanów. Prezentacja gry trwała cztery godzin, dzięki czemu miałem wystarczająco dużo czasu, żeby sprawdzić wiele opcji i mechanik rozgrywki. Oczywiście, wrażenia z pełnej wersji mogą być zgoła inne, zwłaszcza, że już teraz zacząłem zauważać niezbyt zróżnicowane cele misji oraz kilka innych niedoróbek technicznych.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po uruchomieniu gry to styl graficzny podobny do tego z Plants vs Zombies. Z tego właśnie względu nie wiadomo do jakiej grupy odbiorczej ma być skierowany tytuł. Z jednej strony wszystko mamy kolorowe i słodkie, a z drugiej nasi przeciwnicy to dziwne istoty wychodzące z wnętrzności ludzi, ściągające im skórę z twarzy. Taka oprawa wizualna pozwoliła również producentowi na masę ustępstw, ponieważ zgodnie z przyjętą stylistyką, tekstury poszczególnych obiektów nie muszą być bardzo szczegółowe, co w efekcie oznacza mniej pracy dla programistów. Warto natomiast zaznaczyć, że praktycznie wszystkie elementy otoczenia podatne są na destrukcję, co nie tylko ma służyć za cel widowiskowej rozwałki, ale także jest konieczne do ukończenia poszczególnych zadań.

W Fortnite oprócz strzelania z najróżniejszych pukawek (większość misji działa na zasadzie trybu Hordy, połączonego z mechanikami gier typu Tower Defense), zostajemy zmuszeni do zabawy w budowniczego. Niczym w Minecrafcie, za pomocą kilofa niszczymy obiekty na mapie, a ze zdobytych surowców budujemy wiele dostępnych w grze konstrukcji. Większość misji polega na bronieniu urządzenia o nazwie Atlas, które usilnie chcą zniszczyć nasi przeciwnicy. Żeby ułatwić sobie wygraną, możemy wybudować fort, i tylko od nas zależy jak będzie wyglądał i funkcjonował. Do dyspozycji mamy ściany, sufity i podłogi z różnych materiałów (np. drewniane lub ceglane), blokujące drogę tępym oponentom, ale to oczywiście tylko początek prawdziwej zabawy w architekta. Oprócz zwykłych płaskich powierzchni, jesteśmy też w stanie skonstruować przerozmaite pułapki, takie jak kolce wychodzące ze ściany czy nakładkę rażącą wrogów prądem. Tryb budowania bazy sprawdza się naprawdę rewelacyjnie, a gdy trafimy na ogarniętych kompanów, wtedy ogranicza nas wyłącznie wyobraźnia… i posiadane surowce.

Produkcja Epic Games pomimo swojego sieciowego rodowodu posiada jakąś tam fabułę, która będzie zachęcała do dalszej walki z przeciwnikami. Ukończenie wszystkich misji może zając nawet kilkadziesiąt godzin, i to pod warunkiem, że będziemy je wykonywać ciągiem. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzenie żebyśmy brali dodatkowe zlecenia czy powracali już do tych wcześniej zaliczonych. Za każde ukończone zadanie otrzymujemy punkty doświadczenia oraz kilka innych walut, przydatnych do ulepszania swojego bohatera, rozbudowywania jego arsenału, wykupowana nowych umiejętności w kilku drzewkach rozwoju oraz do zwiększania efektywności innych ocalałych pomagających nam podczas rozgrywki. Niestety, nie miałem okazji sprawdzić jak dokładnie wygląda pomoc towarzyszy sterowanych przez komputer, dlatego w tym temacie nic więcej nie jestem w stanie dodać.

Mógłbym o Fortnite napisać znacznie dłuższy tekst, ale konkretniejsze przemyślenia zostawią sobie na wypadek recenzji. Tymczasem, chciałem tylko dodać, że dzieło studia Epic Games zapowiada się nad wyraz dobrze, i choć niektóre elementy nie do końca mi pasowały, to jednak przez te cztery godziny gry bawiłem się bardzo dobrze. Produkcja ma być dystrybuowana w formie free to play (jednakże dostępne będą również wydania pudełkowe), ale na tę chwilę nie wiadomo jaki wpływ mikrotransakcje będą miały na rozgrywkę. Jeśli producent postawi na „pay to win”, tytuł straciłaby w oczach wielu graczy, dlatego liczę na to, że zostanie rozwiązane to w o wiele bardziej sensowny sposób.

Za możliwość przedpremierowego przetestowania gry dziękujemy firmie Cenega!

 
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz