Wrażenia z wersji wczesnego dostępu Tower of Time

0

Mały erpeg, duża frajda.

W połowie lipca do programu wczesnego dostępu platformy Steam dołączyła gra Tower of Time. W pierwszej chwili produkcja umknęła mojej uwadze, ale kiedy dowiedziałem się, że stoi za nią polskie studio Event Horizon z Gdyni, od razu zapragnąłem zanurzyć się w tę nową przygodę. Chociaż jest to debiutancki projekt zespołu, zapowiada się całkiem nieźle, nawet na tak wczesnym etapie prac. Ale po kolei.

TAJEMNICZA WIEŻA

Akcja Tower of Time toczy się w Artarii, gdzie z powodu zderzenia technologii z magią doszło do kataklizmu, który zapoczątkował powolny upadek krainy. Protagonista, jako mały chłopiec, natrafił przypadkiem na ruiny starożytnej wieży, które skrywały pradawną moc. Po latach bohater powraca do ruin wraz ze swoimi czempionami, aby poznać wszystkie skrywane w głębi ziemi tajemnice. Historia prosta, ale kupiła mnie od razu, ponieważ budzi skojarzenia z pierwszym Diablo i podróżą bohatera przez podziemia piekielnej katedry w Tristram, na których dnie spoczywa pradawne zło.

Jeżeli spodziewaliście się pełnokrwistego erpega z soczystymi dialogami i otwartym światem, to muszę zawieść wasze nadzieje. Jak na niezależną produkcję przystało, Tower of Time ma bardziej kameralny charakter i kładzie nacisk na taktyczne starcia, o których więcej powiem w dalszej części tekstu. Co ciekawe, nasz protagonista nie bierze udziału w rozgrywce, ale z tajemniczego tronu wydaje rozkazy swoim czempionom. Bohaterowie rozmawiają ze sobą nawzajem, jak i z napotkanymi postaciami, ale gracz nie bierze udziału w konwersacjach i jest jedynie biernym słuchaczem, a raczej czytelnikiem dialogów.

Styl graficzny Tower of Time przyciąga wzrok

Historię twórcy serwują poprzez animowane ilustracje oraz porozrzucane wszędzie notatki, fragmenty pamiętników, etc. Podoba mi się to, że Event Horizon nie prowadzi gracza za rękę i nie wszystko jest tutaj podane na tacy. Wieża skrywa wiele sekretów, które odkryją jedynie najbardziej wytrwali i spostrzegawczy poszukiwacze przygód, dlatego zachęcam was do uważnej eksploracji każdego kolejnego piętra i pomieszczenia. Starożytne skarby czekają na odkrywców!

WIĘCEJ STRATEGII, MNIEJ RPG

Tower of Time ma kilka mechanik, które pokochałem od pierwszej chwili. Po pierwsze, progresja bohaterów uzależniona jest nie od punktów doświadczenia, ale pradawnej wiedzy odkrytej w wieży. Po drugie, w ręce graczy twórcy oddali siedem (sześć w wersji wczesnego dostępu) klas postaci, każda z sześcioma zdolnościami specjalnymi, które da się rozwijać na różne sposoby. Zaznaczam, że w trakcie zabawy, nie tworzymy swojej własnej postaci, wszystkie narzucone są z góry przez twórców. Po trzecie, potyczki toczą się w czasie rzeczywistym, ale dostępna jest aktywna pauza, a właściwie nie pauza, ale spowolnienie czasu, które z jednej strony daje chwilę na namysł, ale z drugiej ponagla do działania.

Karta postaci jest przejrzysta i czytelna

Skoro już o walce mowa, to koniecznie zaznaczyć trzeba, że ma ona wybitnie taktyczny charakter. Zdolności specjalne bohaterów to nie tylko potężne ciosy i przeszywające strzały, ale także czary, które oddziałują bezpośrednio na pole bitwy – wojownik może wznieść wokół siebie magiczny mur, a druid otoczyć wroga więzieniem z korzeni, które zagrodzą przeciwnikom drogę. Nie mogło zabraknąć też różnego rodzaju statusów i współczynników. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to na pewno do tego, że potyczki toczą się na arenach, na których potwory pojawiają się falami z kilku różnych stron, przez co walki szybko robią się powtarzalne, a początkowa taktyka prawie zawsze polega na przemieszczeniu bohaterów w kąt jak najbardziej oddalony od respawnów. Drobną odskocznią od tej monotonii są potyczki z potężnymi bossami, nad pokonaniem których często trzeba się nieźle natrudzić.

Miasto w całej okazałości

Wyżej wspominałem, że Tower of Time nie posiada otwartego świata. Obszar gry ogranicza się właściwie do tytułowej wieży. Bohaterowie w każdej chwili mogą jednak powrócić do miasta, które nie jest zwykłą lokacją, ale rodzajem hubu, gdzie gracz awansuje czempionów na kolejne poziomy doświadczenia, czy wykuwa lub zaklina broń i uzbrojenie. Wraz z postępami w grze i odkrywaniem zaginionej wiedzy, budynki można dodatkowo ulepszać. Przypomina to trochę miasta z Heroes of Might & Magic.

CO DALEJ?

Kilka dni temu Tower of Time doczekało się aktualizacji do wersji 0.3, zatem przed ekipą Event Horizon nadal daleka droga. O ile gra jest nawet stabilna, o tyle na chwilę obecną bardziej martwią mnie inne braki. Skarby i łupy posiadają losowe współczynniki, a wygląd ekwipunku różni się pomiędzy postaciami. Niestety, przedmioty, poza statystykami, są mało różnorodne, a na domiar złego nie znajdują odzwierciedlenia w wyglądzie bohatera. Nużą też trochę powtarzalne areny, na których toczą się potyczki.

Błędem będzie patrzenie na Tower of Time przez pryzmat wielki produkcji klasy AAA. Gdyńskie studio postawiło na kameralną rozgrywkę i kluczowe mechaniki, bez dzielenia włosa na czworo i wrzucania do worka z grą wszystkiego, co tylko się da. Efekt jest taki, że Tower of Time pod pewnymi względami jest bardzo ubogie, vide warstwa RPG, ale pod innymi, mam na myśli zwłaszcza taktyczny charakter rozgrywki, bardzo rozbudowane. Pytanie czy preferujecie gry w stylu Torment: Tides of Numenera czy Expeditions: Viking? Jeżeli o mnie chodzi, to z niecierpliwością czekam na kolejne piętra!

Klucz do wersji wczesnego dostępu dostarczyła firma Event Horizon, za co serdecznie dziękujemy!

 
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz