W świecie indyków – Dead Cells i Conarium

0

Minirecenzje też są spoko.

W mediach mówi się przede wszystkim o produkcjach wysokobudżetowych, których wydawcy mają dużo hajsu na kampanie promocyjne. Często zapominamy przy tym o mniejszych grach niezależnych, wielokrotnie przebijających jakością popularne hity. W tej serii przyjrzę się więc indykom, zarówno tym świeżo wydanym, jak i debiutującym jakiś czas temu. Miłego czytania!

DEAD CELLS

O Dead Cells mogliście już słyszeć w ubiegłym, ponieważ kilkanaście miesięcy temu gra zadebiutowała we wczesnym dostępie. Nie miałem wtedy okazji ograć tego tytułu, ale słyszałem o nim same pozytywne opinie. Dlatego, gdy produkcja w końcu oficjalnie zadebiutowała, z miejsca zagadałem do GOGa o kodzik. Pierwsze minuty jakoś szczególnie mnie nie porwały, ale wystarczyło kilka podejść i całkowicie wkręciłem się w dzieło studia Motion Twin. Co prawda, jak słyszę „roguelike”, to delikatnie mnie skręca, ale z kolei „soulslike” (sprawdź najlepszych reprezentantów) wywołuje u mnie wielkiego banana na twarzy. Gra jest bardzo wymagająca, dlatego trzeba do niej podejść z odpowiednim nastawieniem, w przeciwnym razie bardzo szybko można się od niej odbić.

Głównym zadaniem gracza jest przemierzanie coraz to bardziej pokręconych lokacji, które po każdej śmierci są generowane losowo. Dead Cells czerpie garściami również z podgatunku metroidvanii, co oznacza, że od początku mamy w pełni otwarte mapy, ale nie dostaniemy się do wszystkich miejsc, dopóki nie odblokujemy konkretnych umiejętności. Oznacza to, że zanim dotrzemy do finału, musimy wielokrotnie zaliczać te same zadania, aż w końcu w pełni wymaksujemy wszystkie zdolności. Nie brzmi to może zbyt ciekawie, ale zapewniam was, że od gry ciężko się oderwać. Podobnie jak w serii Dark Souls (przegląd serii), tutaj również musimy uczyć się zachowań poszczególnych przeciwników bądź ogarniać zasady działania oręża. Czasami przeszkadzało mi sterowanie, ponieważ postać nie zawsze reagowała odpowiednio na moje komendy, ale były to sporadyczne problemy. Przez te kilka godzin, które spędziłem przy Dead Cells bawiłem się nieziemsko. Polecam! SPRAWDŹ NA GOG.COM

CONARIUM

Zoetrope Interactive to niewielkie tureckie studio, które ma na swoim koncie jedynie trzy pozycje. Opisywane w tym momencie Conarium oraz dwie odsłony serii Darkness Within. Obie marki nie są ze sobą powiązanie fabularnie, ale łączy je pewien motyw – zamiłowanie twórców do prozy H.P. Lovecrafta. Zarówno poszukując Loatha Noldera, jak i przemierzając podziemia bazy na Antarktydzie, natrafiamy na liczne odniesienia do mitologii Cthulhu. Nie zawsze bezpośrednie, ale na tyle sugestywne, że każdy fan Samotnika z Providence od razu poczuje się jak w domu. Ponadto, w Conarium widać wyraźne inspiracje opowiadaniem „W górach szaleństwa”.

Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana, ale potrafi pochłonąć bez reszty. Z zainteresowaniem śledziłem poczynania głównego bohatera, który z biegiem czasu zaczyna natrafiać na coraz to bardziej pokręcone zjawiska. Gra w dużej mierze jest prostym symulatorem chodzenia, uzupełnianym od czasu do czasu prostymi i sensownymi zagadkami logicznymi. Istnieje więc małe prawdopodobieństwo, że utkniemy na dłużej w jednym miejscu. Całość przechodzi się gładko i bez większych problemów. Aczkolwiek, w przeciwieństwie do innych przygodówek, w tej możemy kilkukrotnie zginąć, dlatego warto mieć się na baczności. Produkcji daleko do ideału, ale mi się podobała. SPRAWDŹ NA GOG.COM

Klucze do gier dostarczył GOG.com, za co serdecznie dziękujemy!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz